W poprzednim poście pisałam, o książce, którą lubię najbardziej. Paradoksalnie, najmniej lubioną książką jest również książka Anne Rice (nie licząc wielu wciskanych na siłę lektur, które kazano nam czytać w złym czasie i miejscu, i tak naprawdę, do końca zniechęcając; nie potrafię do tej pory przekonać się do niektórych z nich), jednej z moich ulubionych pisarek. Przyznam szczerze, że rzadko się tak dzieje: zazwyczaj książki, nawet najbardziej mnie nużące, w jakiś sposób nie wzbudzają we mnie aż takiej niechęci. Ale nie ta: "Wyzwolenie Śpiącej Królewny". Nie dotrwałam do jej końca. Znudziła mnie. Zbyt brutalna i monotonna. Nie wiem, czy kiedykolwiek ją dokończę ;)
A wy macie jakieś książki, których naprawdę nie lubicie?