Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura chilijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura chilijska. Pokaż wszystkie posty

2012-06-02

Opowiadaczka filmów, Hernán Rivera Letelier

Sięgając po "Opowiadaczkę filmów" niemalże od razu, jak tylko ją otrzymałam. Nie spodziewałam się jednak tego, co sobą reprezentuje. Nie ważne, że słyszałam o niej już wiele, mimo to zaskoczyła mnie i sprawiła, że długo po przeczytaniu ciągle o niej myślę. Jest w niej coś, co sprawia, że człowiek zatrzymuje się na chwilę i rozmyśla.

Hernán Rivera Letelier, urodził się w 1950 roku w Chile i jest jednym z najbardziej znanych współczesnych chilijskich autorów.

W 2001 roku został uhonorowany przez rząd francuski odznaczeniem Chevalier de l'Ordre des Arts et des Lettres (Kawaler Orderu Sztuki i Literatury)

Takie książki, jak ta powinny wędrować, uprawiać swoisty bookcrossing, dotrzeć do ludzi, do jak najszerszego grona odbiorców. Nie jest to bowiem książka, o której szybko się zapomina. Zaczynając czytać, miałam wrażenie, jakbym cofała się w czasie. Dziwne wrażenie, jakie na mnie wywarła już od pierwszej stronicy, przypomniało mi pewne wspomnienie z mojego dzieciństwa. Moja babcia wiele razy opowiadała mi, jak wielkie znaczenie dla mojej małej mazurskiej wioski, miał pierwszy, czarno-biały odbiornik. W każdy, wybrany dzień, zbierało się pół wioski, by zasiąść wspólnie i obejrzeć program, który akurat nadawano. Ubierano się odświętnie, zasiadano na miejscach uprzednio przygotowanych, a potem rozmawiano, pijąc herbatę czy kawę... To przypomniało mi, jak niewiele ludziom kiedyś wystarczyło, by żyć pełnią szczęścia i cieszyć się tym, co się miało. Czerpać radość z najmniejszych rzeczy. I o tym (choć nie tylko) jest właśnie ta książka.
Tłumaczenie: Natalia Nagler
Tytuł oryginału: La contadora de películas
Data wydania: kwiecień 2012
ISBN: 978-83-7758-186-5
Liczba stron: 104
"Opowiadaczka filmów" to historia pewnej rodziny (w ujęciu całej społeczności pewnego kopalnianego miasteczka na pustyni Atakama), która mimo wielu przykrych doświadczeń, próbuje znaleźć ukojenie w filmach. Kino od zawsze fascynowało ludzi, dostarczało nie tylko rozrywkę, ale i wiedzę. Dla ludzi z tego małego miasteczka, kino i wyświetlane w nim filmy były jedyną odskocznią od szarej, pustynnej rzeczywistości. Niestety, nie wszyscy mogli sobie pozwolić na wyprawy do kina, nawet raz w miesiącu! Pewnego dnia w rodzinie głównej bohaterki i jednocześnie narratorki (tytułowej opowiadaczki) powstał konkurs na opowiadacza filmów- jedno z pośród rodzeństwa:  czterech chłopców- Mariano, Mirto, Manuel, Marcelino i jednej dziewczynki, María Margarita, stanęło do rywalizacji. Zadanie było proste: szli do kina (każdy z osobna), oglądali dany film i opowiadali go rodzinie. Najlepsza osoba, miała już zawsze chodzi do kina i zabawiać domowników swoją opowieścią. Stało się tak, że najlepszą okazała się jedyna dziewczyna w rodzinie, María Margarita. Jej sława szybko rosła, a na wieczorne opowiadania przychodziło coraz więcej osób i więcej... Te, osoby, których nie było stać na kino, przychodzili do Maríi Margarity. Los jednak chciał, by szczęście i chwila odpoczynku od ciężkich dni nie trwało zbyt długo...

"Opowiadaczka filmów" to nie tylko historia, o cieszeniu się z drobnych rzeczy, ale to historia przede wszystkim o odchodzeniu. O dniach, kiedy los doświadcza każdego, o przeciwnościach, które krzyżują plany, załamują ludzkie istnienia, marzenia i nadzieje. Nie widzę w niej jednak pesymizmu. W jakiś, dziwny i skomplikowany sposób napełniła mnie spokojem- jest to historia również o tym, że każdy z nas, kiedyś podniesie się i stawi czoła, złośliwości losu. Przetrwamy, bo nie jesteśmy tylko suchą gałązką powiewającą na wietrze, jest w nas więcej siły i życia, niż sami myślimy. 

Książka ta, napisana w bardzo ciekawy sposób- rozdziały są bardzo króciutkie, ale niezmiernie treściwe- wprowadza mnie w nastrój melancholijny i jednocześnie skłania do refleksji, o których już zresztą pisałam. To nowy i świeży powiew znad chilijskiej krainy, który na pewno na długo zapadnie w mojej pamięci.

Polecam z całego serduszka. Naprawdę warto.

Moja ocena: 5

Za egzemplarz recenzyjny, serdecznie dziękuję!


2011-08-24

Podmorska wyspa, Isabel Allende

Sięgając po tą powieść byłam przekonana, że nigdy dotąd z autorką się nie spotkałam. Dopiero później odkryłam, że czytałam jej "Opowieści Ewy Luny" jeszcze w gimnazjum i czym prędzej chciałam skonfrontować to, co udało mi się zapamiętać- te wszystkie uczucia, zachwyt i magię, która biła z każdego słowa. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam.

Isabel Allende urodziła się w Peru, jako córka Francisci Llona Barros i jej męża dyplomaty, Tomás Allende, chilijskiego ambasadora Peru. Jej ojciec był też najbliższym kuzynem Salvadora Allende, prezydenta Chile w latach 1970 -1973.
W latach czterdziestych związek ten uznany został za mezalians i małżeństwo nie przetrwało długo.
W 1945, po "zniknięciu" Tomasa, matka Isabel, przeniosła się wraz z trójką dzieci do Santiago w Chile, gdzie mieszkali do 1953.
W 1981, gdy Allende dowiedziała się , że umiera jej dziadek zaczęła pisać do niego list, który przerodził się w powieść. Tak powstał "Dom Duchów"(1982). Książka odniosła duży sukces, a Allende została porównana do Gabriela Garcíi Márqueza i przypisana do stylu stylu znanego jako realizm magiczny.

Tłumaczenie: Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski
Tytuł oryginału: La isla bajo el mar
Wydawnictwo: Muza S.A.
Data wydania: maj 2011
ISBN: 978-83-749-5971-1
Liczba stron: 528


"Podmorska wyspa"  opowiada historię  Zarité, która w wieku kilkunastu lat zostaje sprzedana  Valomarin'owi, który z przeżywającej "wiek rozumu" Francji wyjeżdża do chorego ojca na Santo Domingo, kolonii francuskiej, gdzie ma plantacje trzciny cukrowej.  Zarité, piękna Mulatka o dużych oczach stopniowo przyzwyczaja się do panujących reguł na plantacji i do swojego niewolnictwa. 
Tłem dla powieści są wydarzenia historyczne- bunt niewolników na francuskiej plantacji, dojście do władzy Napoleona. Losy niewolnicy są mimowolnie splecione z losami Valmorain'a- razem przeżywają napady zbuntowanych niewolników, bunt i wojnę domową. Mimo to, nie rodzi się między nimi nić sympatii- ich stosunki na zawsze pozostaną na stopie pan-niewolnica... 

O powieści pisano już wiele, więc spróbuję się nie powtarzać. Powieść przypomina mi rozbudowanym światem przedstawionym i klimatem "Sto lat samotności" Márqueza. Losy wielu bohaterów co rusz splatają się ze sobą i rozplatają. Nienawiść , miłość i dobro, zło mieszają się między sobą stanowiąc trzon całej historii. Postacie są tak cielesne, tak żywe... nie sposób ich polubić. Magia, która wypływa z każdej stronicy sprawia, że czyta się tą ponad pięćsetną książkę jednym tchem- wciąga, bawi i wzrusza.
Najdziwniejsze jest, że tak naprawdę nie sposób nie lubić każdego z bohaterów- takich jak my, pełnych wad i popełniających błędy. Żadna z postaci nie jest na tyle złą, by mogła mnie do siebie zniechęcić- spotkałam się z tym pierwszy raz. Zazwyczaj w powieściach jest podział na "dobrych bohaterów" i na tych "złych", a tu niemal każdy jest sobie równy, każdy błądzi i każdy próbuje odnaleźć właściwą drogę.

Isabel Allende doskonale oddała klimat tamtejszych czasów, przepych i mentalność ludzką. Klimat powieści jest niepowtarzalny. 

Moja ocena: 6

Polecam serdecznie!

Za egzemplarz recenzyjny, serdecznie dziękuję!

Follow