Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

2014-10-16

RECENZJA GRY: Remember Me (2013)

Nastała wiekopomna chwila. Oto dzisiaj we współpracy z moim Wilkełem, pragnę przedstawić Wam recenzję gry (pierwszą na moim blogu!). Gry, który wywarła na naszej dwójce niesamowite wrażenie. To jedna z tych gier, od których nie można się oderwać. Gier, które albo się kocha, albo się nienawidzi. Nasza dwójka ukochała sobie "Remember Me" od pierwszych sekund. Zobaczcie, co mamy na temat tej gry do powiedzenia.


ADAM: Co by było gdyby móc zapisać swoje wspomnienia, ba, nawet dzielić się nimi z innymi ludźmi za pomocą małego urządzenia bez obawy, że zapomnimy?
W "Remember me" studia Capcom jest to możliwe. Jak łatwo się domyślić, nie jest to tak cudowne jak można to sobie wyobrazić. Twórcy Sensena, bo tak nazywa się to urządzenie, potrafią odebrać a nawet manipulować wspomnieniami. Ludzie, którym nie odpowiada to rozwiązanie nazywani są errorystami, łowcami wspomnień. Oczywistą karą za współpracę z tą organizacją jest przeniesienie do więzienia i wymazanie wszystkich wspomnień. Taki los spotyka Nilin  -główną bohaterkę. Dzięki swojemu "bratu" Edge'owi udaje się uciec z więzienia w poszukiwaniu skradzionych wspomnień.

Takie wprowadzenie chyba wystarczy, aby zachęcić graczy do zwiedzania Neoparyża pod władzą Memorize - twórcy Sensena. Neoparyż nie jest niczym innym jak dystopią. Wszyscy są uzależnieni od Sensena, źródła szczęścia, które bywa bardzo złudne. Uszkodzenie go prowadzi do szaleństwa i zmienia ludzi w obłąkane monstra, zamieszkujące biedniejszą część miasta.

"Remember me" jest świetnie zbalansowaną grą przygodową, pełną akcji. Na początku pokazuje nam, poprzez podpowiedzi, jak odnaleźć się w Neoparyżu, żeby potem kazać nam radzić sobie samemu. Walki nie odbywają się na zasadzie spamowania dwóch przycisków ataku. Mamy do dyspozycji uderzenia pięścią i kopnięcia, które ułożone w kombinacje pozwalają się leczyć, wzmacniać obrażenia i przyspieszać regeneracje umiejętności specjalnych. Wykonane w odpowiedniej kolejności dają nam dodatkowe punkty doświadczenia, które można zamieniać na dodatkowe efekty ciosów zwane pressenami. Nie wydaje się to skomplikowane, zapamiętać kolejność wciskanych klawiszy i przeciwnicy gryzą piach, prawda? Nic bardziej mylnego. Kiedy "okładamy" jednego wroga, pozostali nie stoją bezczynnie a każdy cios oponenta przerywa kombinacje. Poza walką wręcz mamy do dyspozycji broń dystansową zwaną spamerem i s-presseny, czyli specjalne moce pomagające w walce z dużą liczbą wrogów albo z przeciwnikami specjalnymi, których jest mnóstwo i na każdego trzeba znaleźć sposób.

(c) źródło
Przemierzanie lokacji jest bardzo przyjemne ze względu na szczegółowość budynków i interakcji z Nilin, któremu towarzyszy jeden z najlepszych soundtraków, jakie kiedykolwiek słyszałem. Przechodząc koło sklepu przed oczami ukaże nam się aktualna oferta, a przy płonącym wraku wyświetli się ostrzeżenie o niebezpieczeństwie związanym z temperaturą.
Warto wspomnieć tutaj o jednym z najbardziej ciekawych elementów rozgrywki jakim jest manipulacja wspomnieniami. Nilin manipuluje wspomnieniem w taki sposób, aby ludzie pamiętali to co chce bohaterka. Cała filozofia polega na odtwarzaniu cutscenki i zmienianiu działania przedmiotów w taki sposób, aby wpłynęło to na otoczenie. Ubolewam nad tym, że w całej grze są tylko 4 takie sesje.

Fabuła w "Remember me" nie jest tylko pretekstem do "okładania" wrogów pięściami po twarzach , ale z powodzeniem mogłaby być scenariuszem bardzo dobrego filmu. Niektóre ze zwrotów akcji dosłownie "rozsadzały mi mózg", więc jak łatwo się domyślić, ukończenie tego tytułu wywołało silnego kaca fabularnego.
Grając w "Remember me" z głębokim entuzjazmem kierowałem poczynaniami errorystki i bardzo zżyłem się z Nilin. Razem z nią dowiadywałem się o niej coraz więcej rzeczy dotyczących jej przeszłości. Myślałem że ciężko natrafić na tytuł, który mógłby mnie tak pochłonąć, a tu proszę. .. Gorąco polecam!

* * *
(c) źródło

MONA: "Remember me" zachwyciła mnie przede wszystkim wykonaniem. Piękno świata przedstawionego i jego ogrom potrafi wprawić w zdumienie. Szczegółowość detali, płynność ruchu. Piękno soundtracku... ale przede wszystkim fabuła: tak inna od wszystkiego, z czym się spotkałam do tej pory, ciekawa, pięknie zagrana. Trzyma w napięciu. Wzrusza, ale i zaskakuje. Ciekawa mechanika walki: układ kombinacji, który sami sobie, indywidualnie tworzymy, sprawia, że gra dostaje dodatkowy smaczek. 

Słyszałam wiele zarzutów, że liniowa, że gracz prowadzony jest za rękę, że jest tyle lokacji, a nie można się zbyt dobrze rozejrzeć po świecie, eksplorować go poza główną ścieżką... ale moim zdaniem, to nie jest ważne. Nie jest dla mnie. Ważna jest historia, która mnie całkowicie pochłonęła, która wypełniła godziny, choć, przyznaję się, że jeszcze jej nie skończyłam - więc moja recenzja pełna nie będzie, jest to raczej "pierwsze wrażenie". Mimo to jestem pewna, że każdego, kogo zachwyci trailer (wklejam pod spodem), nie poczuje się oszukany i skończy grę z kacem fabularnym, bo tak się zżyje z postacią Nilin, ze światem Neoparyża. 

Dajcie koniecznie znać, czy graliście i jakie macie odczucia co do tego typu gier komputerowych?



_______________________
DONTNOD producent
Capcom wydawca
Cenega wydawca PL

2014-01-13

Jeszcze słów kilka o 2013 roku...

Post ten miał ukazać się już jakiś czas temu... niestety, przewlekła choroba i przeprowadzka sprawiły, że publikacja oddalała się i oddalała... Dziś mija niemalże dwa tygodnie nowego roku 2014, a ja chcę Was zabrać na ostatnią podróż w zapomnianą przez niektórych już otchłań wydarzeń, emocji 2013 roku... w całkiem, zgoła innej formie. Projekt ten zabrał mi troszkę czasu, ale i dostarczył wielu radości...

***

Kalendarze, planery, wszelkiego rodzaju notatniki czy art journale są dla wielu z nas nieodłączną częścią naszego życia. Pomagają rozplanować czas, nie zapominać w zaganianym, pełnym zdarzeń dniach o ważnych terminach i datach. Są także często swoistą myśloodsiewnią, w której opisujemy nasze uczucia czy ważne wydarzenia, które chcemy utrwalić. Są skarbnicą naszych pomysłów, refleksji, myśli złapanych gdzieś pomiędzy poranną kawą a drogą do pracy czy na uczelni rozklekotanym tramwajem. Niektórzy piszą w nich wiersze, inni wypełniają szkicami, kolażami, zdjęciami... Niektórzy wypełniają kalendarze przepisami na przepyszną tartę, którą jedli u cioci na imieninach, albo przepisem na muffiny spisanym prosto z ulubionego bloga kulinarnego. Używamy ich do pracy i czysto prywatnie.

Zapraszając osoby do projektu, zdziwiłam się ile z nich nie używa tego typu notesów w ogóle (poniekąd zazdroszczę takim ludziom pamięci :D). Zaskoczyły mnie również słowa o intymności takiego kalendarza i przypomniały, że kalendarze bywają również pamiętnikami, intymnymi powiernikami naszych myśli, zbyt prywatnym miejscem zwierzeń, by móc czy chcieć się tym dzielić publicznie.

A zatem, zapraszam Was na podróż w głąb 2013 roku z perspektywy różnych osób i różnych osobowości... dość osobliwą podróż poprzez czas i charaktery ludzkie... 

Zdjęcia kalendarzy/planerów/notesów w oryginalnej wersji twórcy :)


Monika


Gaba
Weronika 
Nina


Ola


Paulina


Tomek


Neressia


Milena

Marysza i jej cudowne twory: 
# planer


# art journal'e


# kalendarz


Maria


Karolina


Ania


Anna


Daria


Agata

Nasza codzienność zapisana na kartach, wcale nie musi być szara i sztampowa. Codzienność ubarwiają nam osoby i zdarzenia, które napełniają nas pozytywną energią. Przeglądając każde ze zdjęć i własne zapiski, przypominam sobie najpiękniejsze chwile... To był dobry rok, mimo wszystkich problemów :)

Rok 2013 każdy z nas zapamięta w indywidualny sposób. Powyższe zdjęcia pokazują, że nawet zwykły kalendarz potrafi być kopalnią wspomnień, którą wypełniamy w swoim własnym, niepowtarzalnym stylu. Kocham różnorodność naszych światów i jej bogactwo barw- też ją widzicie? :)

Dziękuję serdecznie każdej z osób, która wzięła udział w projekcie! To była niesamowita przygoda. Dziękuję.

***


Mój 2014 rok rozpoczęłam kalendarzowo tak:



Wierzę, że rok, który nadszedł niesie ze sobą zmiany. Piękne chwile, spełnienie marzeń, perspektywę rozwoju i nauki. Nie tylko dla mnie, ale i dla każdego z nas. Wyławiajmy z rzeczywistości piękne, energetyczne chwile, zatrzymujmy je w nas jak najdłużej. Pięknego 2014 roku kochani! :)






2013-07-26

bez tytułu

czarna krew jagód na twoich wargach
przenika słoną klauzulą
łzawej historii do witryn naszych serc

jesteśmy zagubioną materią
połkniętą przez zmierzch

letnią porą tocząc swoje własne
krzyże zamykamy bezbarwne dłonie

tylko cisza naszych własnych myśli
staje się ciężarem

rujnuje wędrówkę
wykrzywia twarze



[14.07. 2013 r., niedziela, 20:04; poprawki: 26.07.2013 r., piątek, 01:40]

2013-07-17

gwiazdy

Piktogramy twoich oczu
odbijają słoneczne promienie

zmierzch otula nas
kreśląc wokół życiorys galaktyk

oświetla mnie nasza
nieznana przyszłość

sprawia, że migocące gwiazdy
śmieją się z mojej naiwnej miłości
do ciebie



[13.07.2013 r., sobota, 16:53]

2013-05-26

Przelotni kochankowie (2013)


Tytuł oryg.: Los Amantes pasajeros
Reżyseria: Pedro Almodóvar
Scenariusz: Pedro Almodóvar
Rok produkcji: 2013
Produkcja: Hiszpania
Gatunek: komedia
Czas trwania: 90 min
Obsada: Javier Cámara (Joserra); Carlos Areces (Fajas); Lola Dueñas (Bruna); Cecilia Roth (Norma Boss); Blanca Suárez (Ruth); José María Yazpik (Infant)
Nie spodziewałam się, że spontaniczny wypad do kina z przyjacielem, właśnie na "Przelotnych kochanków", będzie tak doskonałym pomysłem. Film ten potwierdza tylko, jak bardzo jestem zakochana w filmach Almodovara, Almodovara w każdej postaci, nie tylko tej dramatycznej :)


Film opowiada historię pasażerów oraz załogi samolotu, który kurs obrał na Meksyk. Niestety przez niedopatrzenie pracowników naziemnych, samolot zmuszony jest awaryjnie lądować na którymś z hiszpańskich lotnisk... Część pasażerów została odurzona środkami nasennymi, by nie wzbudzać paniki, która by w takiej sytuacji, tylko zaszkodziła. Reszta pasażerów domyśla się, że dzieje się coś złego... a sami Stewardzi próbują rozładować atmosferę podając alkohol, śpiewając... 


Niektórzy dopatrują się w tym filmie odezwy Almodovara, "ku pokrzepieniu serc"- dla nie znających sytuacji w Hiszpanii, przypominam: dopadł ich największy w historii kryzys gospodarczy. Nie chcę rozwodzić się na ten temat, na pewno sam reżyser chciał w pewien sposób jest z rodzimym krajem, poruszył więc wątek bankructwa, przekrętów, drugich szans i w niepowtarzalny sposób dodaje otuchy. 

Film ten, jak dla mnie jest przesympatyczną, czarną komedią. Satyrą na otaczający świat i zachowania ludzkie w czasie sytuacji kryzysowych. Rozbawił mnie do łez, ale i zmusił do refleksji. Każdy film Almodovara posiada drugie dno, które subtelnie ukryte czasem udaje nam się odkryć. Uwielbiam tą warstwowość w jego filmach. Kocham specyfikę kreacji aktorskich, kocham ten niepowtarzalny klimat i każdą z postaci- są soczyste, żywe, pełne pasji.


Już dawno nie bawiłam się tak dobrze na filmie w kinie. Polecam serdecznie, nie tylko fanom reżysera :)

Moja ocena: 6


Follow