Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przegląd Filmowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przegląd Filmowy. Pokaż wszystkie posty

2014-05-03

Przegląd filmowy #3

Cykl postów, w którym przedstawiam Wam subiektywne oceny obejrzanych filmów. W skrócie: polecam bądź odradzam obejrzenie danego filmu i z chęcią wysłucham Waszych propozycji :)

Zanim przystąpię do tekstu właściwego, ogłoszenia parafialne: w końcu postanowiłam uporządkować sprawy blogowe. Cykliczne posty będą przypisane odpowiednim dniom tygodnia:
  • poniedziałki należą do Prasówki/ Przeglądu Prasowego;
  • we wtorki należy się spodziewać cyklu Co piszczy w internecie zawierającego najciekawsze linki/filmiki etc., które chcę Wam pokazać oraz recenzje książkowe/płytowe;
  • środy są serialowe (nowy cykl, już od następnego tygodnia!);
  • czwartek to Playlista z moimi muzycznymi odkryciami i zapętlaniami ostatniego tygodnia;
  • piątki to Przegląd Filmowy
  • sobota i niedziela: Wystąpienia Gościnne i Rozmówki Międzystrefowe (nadal można się zgłaszać pod adresem maila: mia.89@wp.pl)
Blog przechodzi wiosenną rewolucję, co za tym idzie, ja również. Uczę się systematyczności. I próbuję ogarnąć swoje życie troszeczkę bardziej niż zwykle :)



Wracając jednak do notki i przeglądu filmowego... To będzie pełen różności spis filmowy, chociaż wszystkie można podczepić pod kategorię obyczajową. Niemniej każdy z nich niesie ze sobą dużą dawkę emocji... 

>>> Amelia Earhart, reż. Mira Nair (2009);

Któż z nas nie słyszał o tej odważnej kobiecie, będącej w stanie poświęcić wiele, by spełnić swoje marzenie o lataniu? Biograficzny film, który oprócz ciekawej historii, do naszego życia nie wniesie zbyt wiele. Wydaje mi się, że twórcy minęli się trochę z celem, bo zamiast pouczającej, wzruszającej i motywującej do działania opowieści, dostaliśmy po prostu zwyczajny film o niezwyczajnej osobowości. Za brakło mi w tym filmie osobowości aktorskiej, która tchnęłaby w ten słaby scenariuszowo obraz, odrobinę głębi. Hilary Swank, grająca tytułową Amelię, miała swoje lepsze role, ciekawsze, pełniejsze ekspresji. W tym była po prostu dobra. Wydaje się, że postać Earthart zasługuje na coś więcej, w końcu była pierwszą kobietą, która samotnie przeleciała Atlantyk, a o której słuch zaginął podczas powrotu z ostatniego lotu. Dobry kadrowo film, piękna muzyka, ale... brakło czegoś ważnego, czegoś, co stworzyłoby spójny obraz. Szkoda.

>>> My Fair Lady, reż. George Cukor (1964);

Musical oparty na sztuce "Pigmalion" z przecudną Audrey Hepburn. Fabuła w skrócie: profesor fonetyki Henry Higgins przyjmuje zakład, którego celem jest nauka wymowy (i ogólnego zachowania należytego damie) ulicznej kwiaciarki, Elizy Doolittle. Czy mu się udało, musicie się przekonać sami (czytając, bądź oglądając), ja chciałabym się skupić na samym filmie. Ileż potrzeba aktorskiego talentu i autentyczności by zagrać tak dobrze - ileż trzeba śmiałości, by przeistoczyć się w całkowicie inną osobę, mówiącą inaczej, inaczej odczuwającą i ukazującą emocje. Audrey Hepburn w tej roli zaskoczyła mnie całkowicie swoim kunsztem aktorskim. Urzekła mnie, rozbawiła i przypomniała te czasy, kiedy w kinie naprawdę liczył się aktor a nie efekty specjalne. Jest to dopieszczony film w każdym szczególe, doskonałe aranżacje, kostiumy, charyzmatyczni aktorzy, ciekawe piosenki... Jest to jeden z tych filmów, który zasłużył na miano klasyki i na zawsze zapisał się w kanonie światowego kina jako jeden z najlepszych musicali jakie kiedykolwiek powstały. Godny polecenia dla wszystkich. 

>>> Blue Jasmine, reż. Woody Allen (2013);

Nie jestem wielką miłośniczką filmowej prozy Allena, czasem jednak lubię podejrzeć tego reżysera, wejść w świat, który wykreował. Czasem wychodzę z niego z lekkim poczuciem rozczarowania, coraz częściej jednak zachwycam się uchwyconą historią i konstrukcją fabuły. Tym razem nie mogło być inaczej. Tytułowa Jasmine, zjawia się w domu swojej siostry Ginger prosząc o pomoc. Siostra, pomimo żalu, którym darzy Jasmine, przyjmuje ją pod swój dach i pomaga w trudnej sytuacji. Nasza bohaterka przechodzi załamanie nerwowe, którego przyczynę oraz skalę poznajemy w miarę upływu minut. Przyznam się szczerze, że odtwórczyni głównej roli - Cate Blanchett - nie jest aktorką, którą darzę jakąś szczególną sympatią. Przynajmniej nie darzyłam, bowiem ten film zmienił niemalże wszystko. Odkryłam, że Cate ma niesamowity dar przekonywania; że rola, którą przydzielił jej Allen, doskonale zgrała się z jej osobowością, dodając autentyzmu. Zaskoczyła mnie. Rozświetliła ten film. I naprawdę cieszę się, że została nagrodzona Oscarem za tę rolę. 

>>> Sierpień w hrabstwie Osage, reż. John Wells (2013); 

Zanim zdecydowałam się obejrzeć ten film, wiele słyszałam o gorzkim wydźwięku filmu. Mimo to, gdzieś w sobie miałam nadzieję na pełną rodzinnego ciepła, matczynej i siostrzanej miłości historię. Myliłam się. Jest to historia wypełniona przez kłamstwa, codzienną walkę z chorobą i nałogiem, z przeciwnościami losu (zdradą męża, ze złymi wyborami, czy kłodami rzucanymi pod stopy). Sądziłam, że ten film wniesie trochę magii w moje życie - nie wniósł. Jest zbyt prawdziwy. Pokazuje życie z zastraszającą szczerością i realizmem. Konflikty rodzinne, niezrozumienie... Uderzył mnie w twarz i pozostawił dziwny, metaliczny posmak w ustach. Skończył się nagle, pozostawiając niedosyt. Ciężko mi właściwie ocenić ten obraz: jest po prostu inny. Burzy kanon, schemat powieści obyczajowej. Zachwyca grą aktorską (fenomenalna Meryl Streep czy Julia Roberts), zachwyca muzyką, zachwyca konstrukcją, zachwyca niemalże wszystkim, dostarczając przy okazji nieznośnego poczucia, że życie bywa przewrotne, wypełnione fałszem i maskami. 

>>> Nimfomanka - część I i Nimfomanka - część II, reż. Lars von Trier (2013);

Do Larsa von Tiera mam wielką słabość i każdy jego nowy obraz z miejsca obdarzam kredytem zaufania. O Nimfomance w internecie, prasie i wszelkich mediach, na długo przed premierą, zaczęły krążyć informacje i plotki, budziła już wtedy emocje i kontrowersje. Niektórzy sądzą, że Lars przeszedł samego siebie szokując ludzi tym obrazem... i muszę przyznać, że coś w tym stwierdzeniu jest. 
Historia w tym filmie jest prosta, a jednocześnie niesamowicie złożona. Seligman znajduje pobitą i nieprzytomną Joe w drodze do domu, kobieta niechętnie przyjmuje jego pomoc. Rozmawiają w mieszkaniu mężczyzny, dzieląc się swoją historią Joe, obnaża koszmar 'nałogu' trawiącego ciało i duszę. 

Nimfomania znana jest od wieków, ludzie często postrzegają ją poprzez pryzmat "puszczania się", nie zastanawiając się właściwie czym ona jest. Jest chorobą, która uzależnia ciało i duszę. Film ten w znacznym stopniu pokazuje właśnie motorykę zachowań (na ile są prawdziwe, nie mi oceniać - dają jednak pewien obraz choroby), Joe analizuje swoje życie od dzieciństwa, szczegół po szczególe opisuje odkrywanie swojej kobiecości, dzieciństwo w domu, gdzie matka była surową damą, a ojciec najlepszym przyjacielem. Oglądając Nimfomankę miałam wrażenie, że uczestniczę w dziwnej psychoanalizie. Wszystkie obrazy układają się w logiczną całość, okraszoną odważnymi, wyuzdanymi scenami erotycznymi (niektórzy mogą uznać je nawet za pornograficzne), melancholijną opowieścią i doskonałą grą aktorską. Wielu nie zrozumie tego filmu, obawiam się, że ja również do końca go nie zrozumiałam. Oceniłam wywołane nim emocje, kombinację zdziwienia (z uwagi na śmiałość scen i aktorską szczerość), smutku ( ze względu na cierpienie, którego doświadcza Joe), nostalgii (poruszające kadry, poruszająca muzyka i przemyślenia Joe i Seligmana). Wiele już napisano o tych filmach i wiele jeszcze zostanie napisane... jedno jest pewne: nie da się ich łatwo zapomnieć.


Poprzednie posty:

2014-01-17

Przegląd filmowy #2



Przegląd filmowy, cykl postów przedstawiających w krótkiej formie, refleksje i ogólne wrażenia po seansie. Cykl ten będzie pojawiał się nierównomiernie, ze zmienną częstotliwością.

Za oknem prószy śnieg. Na stoliku obok świeżo zaparzona kawa ze śmietanką. Psotka, nasza mazurska kotka, leniwie przeciąga się na moich kolanach i mruczy. W takiej scenerii idealnie ogląda się filmy z rodziną. Głównie z siostrą. Nadrabianie zaległości filmowych to chyba jedno z najlepszych zajęć podczas walki z grypą. Ciepły kocyk i obrazy płynące z ekranu komputera. A jakie są Wasze najlepsze sposoby na chorobową nudę i bezczynność? :)

W dzisiejszym zestawieniu różnorodność. Mamy tutaj i fantastykę, adaptacje książek, filmy biograficzne, komedie romantyczną, dramaty obyczajowe... dla każdego coś miłego :)


 Kwiat granatu, reż. Siergiej Paradżanow (1968) 

Rosyjski film, wielokrotnie cenzurowany, muzyczny, opowiadający o życiu i twórczości XVIII-wiecznego ormiańskiego poety Harutiuna Sajadiana, znanego również jako Sajat-Nowa. Zaliczany do filmów awangardowych, odświeżony, jeśli mnie pamięć nie myli, w 1997 roku przez znaną grupę muzyczną Juno. Sekwencje ujęć, napakowano niesamowitą symboliką. Genialne scenografie, kostiumy, idealne przedstawienie żywota nie tylko samego poety, ale i ludności ormiańskiej. Coś całkowicie nowatorskiego, w moim odczuciu, nawet i teraz. Doskonała muzyka Juno, dodająca głębi przekazowi filmu. Kino dla smakoszy, wysublimowane i eteryczne. Godne polecenia, niezwykłe, estetyczne przeżycia gwarantowane.



 The Social Network, reż. David Fincher (2010) 

Wielu z Was już zapewne widziało ten oscarowy obraz. Ja w dobie nadrabiania również filmowych zaległości, wygrzebałam ten film z listy "koniecznie obejrzeć". Nawet nie wiem kiedy minęły te dwie godziny. Introwertyczny, niesamowicie inteligentny twórca facebooka, Mark Zuckerberg (genialnie zagrany przez Jessiego Eisenberga) zdobył moje serduszko. Nie jest to zwykła filmowa biografia, jest w niej głębszy przekaz. Każdemu zdarza się popełniać błędy, niektórzy te błędy popełniają zbyt często, płacąc za to słoną karę... Wzrusza, bawi i jest odrobinę, w moim odczuciu, ironiczny. Myślę, że to mądre kino, z genialnym scenariuszem i obsadą. Godne polecenia, każdemu, nie tylko ze względu na postać twórcy facebook'owego imperium.


 Hobbit: Pustkowie Smauga, reż. Peter Jackson (2013)

Nie od dziś wiadomo, że jestem fanką prozy Tolkiena, a wszelkie adaptacje spod skrzydła reżysera oglądam z zapartym tchem. Czekałam na tę część z niecierpliwością od wyjścia z kina w tamtym roku, po obejrzeniu części pierwszej. Byłam zachwycona. Tym razem nie mogło być inaczej. Choć już nie z taką ilością humoru, bardziej mrocznie. Kocham Śródziemie, kocham hobbitów, elfy i krasnoludy. Peter Jackson chyba najlepiej czuje się tworząc te fantastyczne, wysmakowane i wzruszające baśnie. I naprawdę genialnie mu to wychodzi. Uwielbiam obsadę aktorską i nawet wątki, które zostały dodane do obydwu części nie rażą tak, jak się obawiałam, że będą. Doskonałe połączenie muzyki, efektów specjalnych, gry aktorskiej i scenografii. Zachwyca.





 Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom, reż. Wes Anderson (2012) 

Przenosimy się w lata 60. XX wieku do, zdawałoby się zwyczajnej, amerykańskiej rodziny. Dwójka nastolatków (córka, owej rodziny, Suzy i Sam, chłopak spędzający wakacje na obozie harcerski nieopodal) zakochuje się w sobie, pisze listy i postanawia w końcu, wbrew wszelkim zakazom i regułom, uciec i żyć pełnią swojej młodej miłości... Niesamowita, sympatyczna historia. Genialne zdjęcia, dom Bishopów pokazany jest jak domek dla lalek, doskonała gra aktorska gwiazd kina: Willisa, Northona... Doskonały scenariusz dopełnia całości. To jeden z tych filmów, który zachwyca od pierwszej minuty. Wszystko doskonale ze sobą współgra, tworząc ciekawą, nie banalną opowieść. Godny polecenia.



Mebelki, reż. Lena Dunham (2010)

Autoski film Leny Dunham chciałam zobaczyć od czasu kiedy obejrzałam dwa sezony serialu tej reżyserki, Girls. Filmy, jak i sam serial, są dosyć charakterystyczne. Przypominają mi w swojej pozornej lekkości i charakterystycznych dialogach, filmy Allena - ale, zaznaczam, w całkiem innym klimacie. Jest w tym filmie coś, co ciekawi, ale i potrafi wprawić człowieka w zakłopotanie: czy naprawdę nasze światy zaczynają przypominać slajdy wypełnione spontanicznymi decyzjami, doświadczeniami seksualnymi odbywającymi się gdzie bądź, albo wszędobylskim zniechęceniem i brakiem perspektyw dla młodych ludzi? O tym opowiada film, o szarej codzienności kobiety, która skończywszy studia, nie ma pojęcia co dalej ze swoim życiem zrobić. Wraca do domu i popada w coraz większe przygnębienie. Brak pracy. Brak możliwości rozwoju. Życiowy, ale nie do końca treściwy film, w typowym dla panny Dunham stylu na pograniczu sarkazmu i lekkiej komedii.


Miłość i inne używki, reż. Edward Zwick (2010)

Byłam przygotowana na głupiutką komedię romantyczną (zresztą sam początek filmu utwierdził mnie w tym przekonaniu dosyć dobitnie), a zaserwowano mi całkiem mądry, wzruszający film z cudowną (jak zawsze) Anne Hathaway. Historia Maggie i sprzedawcy Viagry, Jamiego (granego przez Jake'a Gyllenhaala). Historia chorej na Parkinsona dziewczyny. Okraszona lekkim humorem i dozą prawdziwości. Urzekła mnie postać Maggie, artystki, próbującej poradzić sobie z rzeczywistością, która potrafi dokopać. Może nie jest to film wyższych lotów, odkrywczy, ale potrafi wywołać uśmiech i szczere wzruszenie. Lekko przewidywalny, pozornie pozbawiony ciężkości. Spodobał mi się i polecam na te zimowe wieczoru każdemu. Lubię takie niespodzianki.




Intruz, reż. Andrew Niccol (2013) na podstawie powieści Stephenie Meyer

Zaznaczę od razu, że nie czytałam powieści. Obejrzałam film ze względu na postać Saoirse Ronan, którą bardzo lubię z wielu ról (m.in. w Byzantium, o którym pisałam tutaj). Ciekawa, choć dziwna fabuła filmu niezbyt przypadła mi do gustu. Scenariusz, poniekąd dobrze znany z wielu filmów sci-fi, najazd obcych przybyszów, rasa ludzka niemalże doszczętnie wyniszczona. Obce formy życia zasiedlają ludzkie ciała, próbując zniszczyć dusze swoich dawców. Nie zawsze jest to proste i przyjemne, o czym dowiedziała się Wanda, zamieszkała w ciele Melanie. Wanda z czasem postanawia pomóc Melanie odnaleźć bliskie jej osoby, gdy tam dociera, niewielu z nich wie, że nie zawsze dusza dawcy ciała umiera od razu...
Typowa historia dla młodzieży. Bawi, wzrusza troszeczkę, dostarcza dreszczyku napięcia, ale za dużo nie wnosi do życia widza. Film na raz.



Poradnik pozytywnego myślenia, reż. David O. Russell (2012) na podstawie powieści Matthew Quick'a

Kolejny oscarowy film, kolejna adaptacja książki, ale jakże inna, jakże ciekawa historia! Pat, były nauczyciel, po ośmiu miesiącach terapii wraca do swojego dawnego życia. Próbuje poradzić sobie z otaczającym go światem i emocjami, które w dalszym ciągu go prześladują. Pragnie powrotu swojej byłej żony. Na jego drodze pojawia się jednak ktoś zupełnie inny, Tiffany. Odmienia jego życie i sprawia, że zapomina o wszystkich myślach, oddając się pasji, którą go zaraziła: tańcowi. Bardzo ciekawa, lekka ale i wypełniona mądrością komedia. Wzrusza, bawi, a to wszystko za sprawą genialnego scenariusza i odtwórców głównych ról, Bradley'a Coopera i Jennifer Lawrence, którzy skradli moje serce. Kto jeszcze nie miał okazji zapoznać się z tym filmem, polecam z głębin mojego serduszka. Nie zawiedziecie się :) A mnie pozostało tylko zaopatrzyć się w książkę :)



A Wy, jakie filmy polecacie na długie, zimowe wieczory (niekoniecznie te spędzone w łóżku z gorączką ;p)? :)

2013-09-19

Przegląd filmowy #1

Przegląd filmowy, cykl postów przedstawiających w krótkiej formie, refleksje i ogólne wrażenia po seansie. Cykl ten będzie pojawiał się nierównomiernie, ze zmienną częstotliwością.

Kapryśna ta jesień w tym roku. Bardzo deszczowa. Zimna i sprawiająca wrażenie wiecznie naburmuszonej. Sprzyja to jednak wieczorom z książką i filmem. Dzisiaj mam dla Was naprawdę niezły rozrzut gatunkowy. Począwszy o klasyki kina, poprzez horror i sci-fi a skończywszy na adaptacji filmowej. Bez zbędnych i nudnych wstępów, zapraszam na moje dzisiejsze zestawienie:


Gusta zmieniają się z wiekiem, pamiętam jak kiedyś szalałam za wszelkiego maścią filmami, w których krew lała się strugami, a wnętrzności suto zaścielały podłogi. Dzisiaj zamiast porządnego horroru wybrałabym raczej dobrą fantastykę, a na odstresowanie komedię, bądź, paradoksalnie cięższy, ambitniejszy film. Nie lubię zamykać siebie w szufladkach gatunkowych, stąd - tak jak z książkami, czasem sięgam po pozycje zasadniczo nie w moim guście. Nie przymuszam się, czasem po prostu lubię takie urozmaicenie.

"Książę i aktoreczka" (1957), reż. Laurence Olivier
Jest to jeden z wielu, ale jeśli dobrze pamiętam ostatni film Marilyn Monroe. Zagrała tutaj u boku samego reżysera, aktora teatralnego Laurence'a Oliviera. (Ci z Was, którzy widzieli, bądź czytali "Mój tydzień z Marilyn" będą kojarzyć, o jakim filmie właśnie piszę) Rok 1911, książę małego, fikcyjnego państewka postanawia uwieść młodą amerykańską aktorkę. Fabuła nie jest skomplikowana, w końcu powstała na podstawie sztuki teatralnej. Nikogo nie zdziwi gdy napiszę, że Marilyn w tym filmie bije wszystkich na głowę. Jest świeża w udawaniu lekko głupiutkiej aktoreczki. Piękna. Film nie posiada jakiejś większej głębi, nie niesie większego przesłania, jest prostą rozrywką z piękną scenografią i świetną obsadą aktorką. Teraz się już tak nie gra... Wszystko dopracowane do ostatniego detalu, czasem przerysowane z premedytacją.

Od dziecka kocham się w starym kinie, dlatego i ten film przypadł mi do gustu. Nie stał się ulubionym, z oczywistych powodów, ale sprawił, że naprawdę dobrze się bawiłam.

▲ Moja ocena: 4 

"Opętani" (2010), reż. Breck Eisner
Na ten film skusili mnie (choć broniłam się zażarcie :D) moi przyjaciele. Mamy tutaj do czynienia z małym amerykańskim miasteczkiem, gdzie zaczynają wariować ludzie. Ze spokojnych, zwykłych obywateli zamieniają się w rządnych krwi morderców. Z czasem wychodzi na jaw, że to nie przypadek, a główni nasi bohaterowie: lekarka grana przez Christie Lynn Smith oraz jej mąż, szeryf (Timothy Olyphant) muszą ratować swoje życie. 

Trzyma w napięciu, to fakt, nie można mu też niczego odjąć za samą koncepcję fabularną, ale, jak do licha, kobieta w ciąży (główna bohaterka-lekarka) po tak wielu traumatycznych, wstrząsających i pełnych napięcia zdarzeniach, nie straciła tego dziecka? Wątpię, by takie miejsce miałoby w rzeczywistości. Zaskakująca końcówka na plus. 
Tak naprawdę, więcej się naśmiałam na tym filmie, niż na bałam. Nie polecam, chyba że ktoś pasjonuje się horrorami wszelakimi i za punkt honoru powziął obejrzenie każdy rodzaj. Proszę tylko nie nastawiać się na zbyt wiele ;)

▲ Moja ocena: 3- 


"Outlander" (2008), reż. Howard McCain
Kolejny film obejrzany z przyjacielem. Jest to jeden z jego ulubionych filmów. Zaciekawił mnie fabułą. Norwegia, rok bodajże 720 n. e. Na ziemię trafia Kainan (Jim Caviezel), jego uszkodzony statek rozbija się pośród fiordów. On sam, nauczywszy się wszystkiego o Ziemi, wyrusza na polowanie. Odkrywa ze strachem, że nie był jedynym, który przeżył katastrofę statku... 
Film może nie zachwyca realistycznymi efektami specjalnymi, ale fabułą, grą aktorską wynagradza te niedogodności. Podobają mi się realia, które zostały oddane: życie Wikingów w ich osadach. Piękna scenografia. Przyjemnie ogląda się filmy, które mają tak dopasowanych aktorów do postaci, a scenografie są naprawdę porządne. Tęskniłam za naprawdę dobrym, trzymającym w napięciu kinie Sci-Fi, już dawno nie oglądałam czegoś równie dobrego. Czegoś głębszego, czegoś co jest połączeniem ukochanego gatunku (sci-fi/fantasy) z przygodowością i nutką romansu.
Polecam, chociażby, by z czystej ciekawości (nie zrażając się notom na filmwebie!) przyjrzeć się temu filmowi.

▲ Moja ocena: 4+ 

"Wielki Gatsby" (2013), reż. Baz Luhrmann
Pewnie większość z Was widziała ten film, była w kinie, bądź, chociażby czytała książkę, która zaliczana jest do klasyki literatury światowej. Przyznam się szczerze, książki jeszcze nie czytałam, ale od wielu lat na nią poluję i jakoś zawsze nam nie po drodze. Film... Film opowiada historię nietuzinkową, Jay Gatsby, milioner, rozświetla Nowy Jork swoimi wykwintnymi, pełnymi splendoru i przepychu przyjęciami. Jest rok 1922. Tajemniczy Gatsby, którego prawie nikt na oczy nie widział, rzadko zjawia się na swoich przyjęciach. Czeka na kogoś wyjątkowego...
Nie sądziłam, że będę tak zachwycona tym filmem: nie tyle historią, co wizją jaką miał reżyser na tą historię. Jestem zakochana w kadrach, lekko bajkowych, pełnych nostalgii ujęciach. Zachwycona doskonałymi grami aktorskimi, zwłaszcza Leonardo DiCaprio podbił moje serce wcielając się w Gatsby'ego. Dla mnie jest idealny, jakby stworzony do tej roli. Niesamowite, patrzyłam na ekran i nie mogłam uwierzyć, jak ten człowiek jest niesamowicie utalentowany... 
Historia obleczona w cekiny, gustowne fraki, szampan lejący się litrami... to nie jest radosna historia, na której ciągle się śmiejemy. Jest to historia z morałem. Historia miłości, która najprawdopodobniej nigdy nie powinna zaistnieć... Mądry, niekiedy cyniczny. Doskonały.


▲ Moja ocena: 6




Oglądaliście któryś z wymienionych filmów? Co sądzicie? :)




Follow