Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

2014-12-13

Recenzja książek Moniki Fudali: Kumulacja gniewu oraz Kumulacja cierpień + bonus

Dzisiaj nietypowo. Dwie recenzje książek jednej autorki, Moniki Fudali. Książek grozy, które pomimo małej objętości zmroziły krew w moich żyłach. No i bonus, którym jest cudowna zakładka od Gift UP, o której nie mogłam nie napisać, bo mnie zaskoczyła. Ale po kolei.


Wielu ludzi wierzy, że w murach są zapisane emocje mieszkańców. Ich radości albo cierpienia. Mury budynków przyswajają je, oddając tym, którzy są bardziej podatni na tego typu wpływy. Niektórzy stają się pożywką dla demonów, które przez stulecia znalazły swoje miejsce pomiędzy składowymi budynków. Niektóre z nich próbują się z nich przedostać do naszego świata, próbują zebrać żniwo w postaci ofiar, które oddadzą życie i swoją życiową energię dla nich. Staną się inkubatorem dla przerażającego istnienia, które nie ma litości dla nikogo. Takimi istotami w "Kumulacji cierpień" zajmuje się młody chłopak imieniem Keisuke. Keisuke posiada dar, który wykorzystuje do pomocy zbłąkanym duszom, z jakiegoś powodu niemogącym opuścić doczesny świat i zaznać spokoju. Keisuke z bratem, Sato, muszą uporać się z potężnym demonem, który wybrał sobie na ofiarę pewną rodzinę.

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

"Kumulacja gniewu" jest kontynuacją wyżej wymienionej książki. Tym razem rodzeństwo muszą rozwiązać zagadkę dziecka, a właściwie jego duszy, która nęka swoją rodzinę. Dusze takie jak tego małego chłopczyka, Jimiego, szukają pomocy. Chcą sprawiedliwości za krzywdy im wyrządzone. Zrobią wszystko, by zwrócić uwagę. By ktoś coś zrobił. Trawiące je emocje, te ostatnie z chwil przed śmiercią wykruszają się, tworząc powłokę wokół domu rodziny. Takie, niespokojne, gniewne dusze chcą zemsty. Rozwiązanie przychodzi, okupione wysokim poświęceniem.

Książki Moniki Fudali łączą w sobie to, co kocham w tym gatunku literatury: grozę bijącą od pierwszych stronic, klimat wypełniający nasze płuca lodowatym powietrzem przyprawiającym o gęsią skórkę. Pomimo małej objętości, są niebywale pełne treści. Łączą w sobie ciekawe postacie i historie, miejskie legendy poniekąd, które (w takiej czy innej formie) każdy z nas słyszał. Nie są odkrywcze, ale przez sposób poprowadzenia opowieści wyróżniają się spoza innych. Język jest miękki, żywy, a jednocześnie ostry, zapadający w pamięć. Poprzez obrazy, bardzo plastyczne, ale jednocześnie proste. Wiele nie potrzeba naszej wyobraźni. Wszystko jest na swoim miejscu: i konstrukcja i odpowiednie dawkowanie napięcia. Żałuję tylko, że są tak krótkie (ale za to idealne na podróże!), życzę autorce, by kiedyś wszystkie te historie-opowiadania, rozrosły się do powieści wielostronicowej.

Nie przeczę, że dla mnie są to książki, które na nowo napełniły moje serce wiarą, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, nie wszystko zostało napisane. Zwłaszcza w literaturze grozy. Gorąco i szczerze polecam.

I dziękuję autorce, pani Monice, za książki.


Razem z książkami zawędrowała do mnie również ta piękna zakładka ze sklepu Gift UP, którą zdążyliście już zobaczyć na moim instagramie. Jak przystało na prawdziwego mola książkowego i zakładkoholiczkę jestem nią zauroczona. Jest piękna! Zaskoczyła mnie jakością wykonania i już teraz wiem, że warto Wam polecić zakładki z tego sklepu. Są tanie jak barszcz, a w dodatku bardzo szczegółowe. Z pewnością w najbliższym czasie moje kolekcja powiększy się o kolejne! :)

Zwłaszcza o tą:

(c) źródło
Oczywiście na stronie sklepu znajdziemy również ręcznie wykonaną biżuterię, zobaczcie koniecznie, może znajdziecie coś dla siebie, albo dla swoich bliskich na święta :) Szczerze polecam.


* * *
PS Macie ochotę na konkurs z zakładkami Gift UP? (Planuję konkurs wypełniony cudownościami z okazji świąt i urodzin bloga!)

2013-09-19

Przegląd filmowy #1

Przegląd filmowy, cykl postów przedstawiających w krótkiej formie, refleksje i ogólne wrażenia po seansie. Cykl ten będzie pojawiał się nierównomiernie, ze zmienną częstotliwością.

Kapryśna ta jesień w tym roku. Bardzo deszczowa. Zimna i sprawiająca wrażenie wiecznie naburmuszonej. Sprzyja to jednak wieczorom z książką i filmem. Dzisiaj mam dla Was naprawdę niezły rozrzut gatunkowy. Począwszy o klasyki kina, poprzez horror i sci-fi a skończywszy na adaptacji filmowej. Bez zbędnych i nudnych wstępów, zapraszam na moje dzisiejsze zestawienie:


Gusta zmieniają się z wiekiem, pamiętam jak kiedyś szalałam za wszelkiego maścią filmami, w których krew lała się strugami, a wnętrzności suto zaścielały podłogi. Dzisiaj zamiast porządnego horroru wybrałabym raczej dobrą fantastykę, a na odstresowanie komedię, bądź, paradoksalnie cięższy, ambitniejszy film. Nie lubię zamykać siebie w szufladkach gatunkowych, stąd - tak jak z książkami, czasem sięgam po pozycje zasadniczo nie w moim guście. Nie przymuszam się, czasem po prostu lubię takie urozmaicenie.

"Książę i aktoreczka" (1957), reż. Laurence Olivier
Jest to jeden z wielu, ale jeśli dobrze pamiętam ostatni film Marilyn Monroe. Zagrała tutaj u boku samego reżysera, aktora teatralnego Laurence'a Oliviera. (Ci z Was, którzy widzieli, bądź czytali "Mój tydzień z Marilyn" będą kojarzyć, o jakim filmie właśnie piszę) Rok 1911, książę małego, fikcyjnego państewka postanawia uwieść młodą amerykańską aktorkę. Fabuła nie jest skomplikowana, w końcu powstała na podstawie sztuki teatralnej. Nikogo nie zdziwi gdy napiszę, że Marilyn w tym filmie bije wszystkich na głowę. Jest świeża w udawaniu lekko głupiutkiej aktoreczki. Piękna. Film nie posiada jakiejś większej głębi, nie niesie większego przesłania, jest prostą rozrywką z piękną scenografią i świetną obsadą aktorką. Teraz się już tak nie gra... Wszystko dopracowane do ostatniego detalu, czasem przerysowane z premedytacją.

Od dziecka kocham się w starym kinie, dlatego i ten film przypadł mi do gustu. Nie stał się ulubionym, z oczywistych powodów, ale sprawił, że naprawdę dobrze się bawiłam.

▲ Moja ocena: 4 

"Opętani" (2010), reż. Breck Eisner
Na ten film skusili mnie (choć broniłam się zażarcie :D) moi przyjaciele. Mamy tutaj do czynienia z małym amerykańskim miasteczkiem, gdzie zaczynają wariować ludzie. Ze spokojnych, zwykłych obywateli zamieniają się w rządnych krwi morderców. Z czasem wychodzi na jaw, że to nie przypadek, a główni nasi bohaterowie: lekarka grana przez Christie Lynn Smith oraz jej mąż, szeryf (Timothy Olyphant) muszą ratować swoje życie. 

Trzyma w napięciu, to fakt, nie można mu też niczego odjąć za samą koncepcję fabularną, ale, jak do licha, kobieta w ciąży (główna bohaterka-lekarka) po tak wielu traumatycznych, wstrząsających i pełnych napięcia zdarzeniach, nie straciła tego dziecka? Wątpię, by takie miejsce miałoby w rzeczywistości. Zaskakująca końcówka na plus. 
Tak naprawdę, więcej się naśmiałam na tym filmie, niż na bałam. Nie polecam, chyba że ktoś pasjonuje się horrorami wszelakimi i za punkt honoru powziął obejrzenie każdy rodzaj. Proszę tylko nie nastawiać się na zbyt wiele ;)

▲ Moja ocena: 3- 


"Outlander" (2008), reż. Howard McCain
Kolejny film obejrzany z przyjacielem. Jest to jeden z jego ulubionych filmów. Zaciekawił mnie fabułą. Norwegia, rok bodajże 720 n. e. Na ziemię trafia Kainan (Jim Caviezel), jego uszkodzony statek rozbija się pośród fiordów. On sam, nauczywszy się wszystkiego o Ziemi, wyrusza na polowanie. Odkrywa ze strachem, że nie był jedynym, który przeżył katastrofę statku... 
Film może nie zachwyca realistycznymi efektami specjalnymi, ale fabułą, grą aktorską wynagradza te niedogodności. Podobają mi się realia, które zostały oddane: życie Wikingów w ich osadach. Piękna scenografia. Przyjemnie ogląda się filmy, które mają tak dopasowanych aktorów do postaci, a scenografie są naprawdę porządne. Tęskniłam za naprawdę dobrym, trzymającym w napięciu kinie Sci-Fi, już dawno nie oglądałam czegoś równie dobrego. Czegoś głębszego, czegoś co jest połączeniem ukochanego gatunku (sci-fi/fantasy) z przygodowością i nutką romansu.
Polecam, chociażby, by z czystej ciekawości (nie zrażając się notom na filmwebie!) przyjrzeć się temu filmowi.

▲ Moja ocena: 4+ 

"Wielki Gatsby" (2013), reż. Baz Luhrmann
Pewnie większość z Was widziała ten film, była w kinie, bądź, chociażby czytała książkę, która zaliczana jest do klasyki literatury światowej. Przyznam się szczerze, książki jeszcze nie czytałam, ale od wielu lat na nią poluję i jakoś zawsze nam nie po drodze. Film... Film opowiada historię nietuzinkową, Jay Gatsby, milioner, rozświetla Nowy Jork swoimi wykwintnymi, pełnymi splendoru i przepychu przyjęciami. Jest rok 1922. Tajemniczy Gatsby, którego prawie nikt na oczy nie widział, rzadko zjawia się na swoich przyjęciach. Czeka na kogoś wyjątkowego...
Nie sądziłam, że będę tak zachwycona tym filmem: nie tyle historią, co wizją jaką miał reżyser na tą historię. Jestem zakochana w kadrach, lekko bajkowych, pełnych nostalgii ujęciach. Zachwycona doskonałymi grami aktorskimi, zwłaszcza Leonardo DiCaprio podbił moje serce wcielając się w Gatsby'ego. Dla mnie jest idealny, jakby stworzony do tej roli. Niesamowite, patrzyłam na ekran i nie mogłam uwierzyć, jak ten człowiek jest niesamowicie utalentowany... 
Historia obleczona w cekiny, gustowne fraki, szampan lejący się litrami... to nie jest radosna historia, na której ciągle się śmiejemy. Jest to historia z morałem. Historia miłości, która najprawdopodobniej nigdy nie powinna zaistnieć... Mądry, niekiedy cyniczny. Doskonały.


▲ Moja ocena: 6




Oglądaliście któryś z wymienionych filmów? Co sądzicie? :)




2012-05-24

Ugrofińska wampirzyca, Noémi Szécsi

Sięgnęłam po tę książkę pod wpływem impulsu. Zaciekawiła mnie okładka, wydała mi się, bowiem miniaturowym dziełem sztuki. Nie miałam żadnych oczekiwań i może właśnie dlatego się nie zawiodłam. Czytałam tę książkę, co rusz się sama do siebie uśmiechając. Nie istnieje chyba druga tak dziwna i złożona opowieść o wampirach.

Noémi Szécsi (ur. 29 marca 1976 w Szentes), węgierska pisarka. 
Szécsi studiowała filologię łacińską i anglistykę na Uniwersytecie Loránda Eötvösa w Budapeszcie oraz na uczelni w Helsinkach. Debiutowała w 2002 powieścią "Finnugor vámpír", zgrabnie łączącą wątki z klasycznego horroru z pastiszowym obrazem współczesnych Węgier. Ukazała się ona w Polsce pod tytułem "Ugrofińska wampirzyca". Opublikowała również "A kismama naplója" ("Dziennik przyszłej mamy", 2003) oraz "A baba memoárja" ("Pamiętnik niemowlęcia", 2004) z własnymi ilustracjami.

Sięgając po tę historię ma się dziwne wrażenie, jakby słyszało się opowieść dobrej znajomej. Kultura węgierska odbija się w niej (choć pewnie to i tak namiastka klimatu budapesztańskich uliczek, knajpek czy miejsc kultury, jak i samych ludzi, charakterystycznych Węgrów) doskonale wpasowując się w klimat książki.

Tłumaczenie: Justyna Goszczyńska
Tytuł oryginału: Finnugor vampir
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne
Data wydania: 2005 
ISBN: 8389755246
Liczba stron: 270

"Ugrofińska wampirzyca" to opowieść o Jerne Volta-Ampere. Opowieść ta, podzielona na dwie części główne opisuje (kolejno) życie Jerne, jako śmiertelniczki oraz życie po śmierci. Sama Jerne jest narratorką swojej powieści. Pod rządami wiekowej i lekko despotycznej babki-wampirzycy, próbuje odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Zaczyna pracę w małym wydawnictwie i całym sercem poświęca się pisaniu bajek o zwierzętach (to są jedne z najfajniejszych fragmentów w książce)- marzy, bowiem o ich wydaniu. Przez splot dziwnych i niekiedy tajemniczych wydarzeń, Jerne umiera. Odradza się jako wampir, dopiero kilka dni po swojej śmierci. Płynąca w niej wampirza krew (do końca pochodzenie Jerne nie jest znane, nawet samej bohaterce) przypomina o sobie, gdy zaczyna dręczyć ją głód. W oko wpada jej młoda poetka, O. ...

Zaskoczyła mnie ta książka. Zaskoczyła do tego stopnia, że nadal nie potrafię zebrać myśli. Jest w niej coś niepokojącego, ale i zarazem fascynującego. Spisana w sposób ironiczny, pełen czarnego humoru. Niekiedy z dystansem. Główna bohaterka nie jest stereotypową kobietą, od samego początku zaznacza, jak bardzo nienawidzi ludzi. Jej bajki są pełne cynizmu i z pewnością nie są przeznaczone dla dzieci. Świat, w którym żyje jest pomieszaniem współczesności i całkiem obcej krainy, gdzie wampiry chodzą za dnia i niewiele różnią się od ludzi (wampiry po prostu inaczej się odżywiają). Nie są silniejsze ani szybsze, potrafią nabić sobie siniaka czy guza a nawet upić. Całkiem inne przedstawienie wampirzej natury bohaterki, przywodzi mi na myśl ciemną stronę człowieka- jego wady. W mistyczny i owiany tajemnicą sposób ukazana zostaje prawda o człowieku. Człowieku pełnym ułomności. Człowieku zagubionym, pełnym stereotypów.

"Ugrofińska wampirzyca" to powieść, od której ciężko się oderwać. Specyficzny styl pisarski autorki buduje klimat, a postacie naszkicowane są trafnie. Każde z nich ma własną, unikatową osobowość, która może wzbudzić w nas na zmianę sympatię albo antypatię.

Osobiście, polecam. Zwłaszcza tym, którzy lubią poszukiwać czegoś zupełnie innego w literaturze, ale ostrzegam: wchodzisz do tego świata na własną odpowiedzialność! (może być tak, że wcale Ci się nie spodoba, czytam o niej różne opinie, od skrajności w skrajność) :)

Moja ocena: 5

2011-11-04

Sfinks, Graham Masterton

Będąc ostatnio w bibliotece postanowiłam sięgnąć po tą książkę- zwłaszcza, że Masterton już od dawna jest moim jednym z ulubionych pisarzy :) Doskonała lektura na podróż pociągiem (sprawdzone na własnej skórze!)- mimo to, zawiodłam się troszkę...


Graham Masterton urodził się w Edynburgu 16 stycznia 1946 roku. Jego dziadkiem był Thomas Thorne Baker, znakomity naukowiec, który wynalazł DayGlo i jako pierwszy przekazał zdjęcia przez radioodbiornik. Po ukończeniu szkoły Whitgift w Croydon pracował jako dziennikarz w „Crawley Observer”. W wieku 24 lat został mianowany na współpracownika „Penthouse” i „Penthouse Forum”. Początkowo pisał poradniki seksuologiczne, jednym z których była „Magia seksu”. Zadebiutował jako autor horrorów w 1976 roku książką o tytule „Manitou”, na podstawie której po dwóch latach nakręcono film o tym samym tytule. 



Tłumaczenie: Cezary Ostrowski
Tytuł oryginału: Sphinx
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2007 (data przybliżona)
ISBN: 83-7359-304-6
Liczba stron: 216

Młody waszyngtoński dyplomata Gene Keiller spotyka na przyjęciu niezwykle atrakcyjną i seksowną, a przy tym tajemniczą kobietę. Zauroczony urodą Lorie - pół Francuzki, pół Egipcjanki - pragnie poznać ją bliżej. Wydaje się, iż nad życiem dziewczyny ciąży jakieś fatum. Jej zachowanie odbiega daleko od normalności. Nie zważając na te niepokojące fakty, ani ostrzeżenia przyjaciół. Gene kontynuuje znajomość, która po kilku tygodniach zostaje uwieńczona małżeństwem. Już podczas pierwszej nocy okazuje się, iż w ciele pięknej żony kryje się bestia...
[źródło: okładka]

Akcja książki rozkręca się powoli. Powoli też odkrywamy mroczną tajemnicę Lorie... co tylko doskonale buduje napięcie i wzmaga ciekawość. Gene w irytujący i naiwny sposób próbuje pomóc Lorie, która razem z matką uknuła całkowicie inny dla niego plan. Wszystko się z czasem zapętla, nabiera tępa i staje się chaotycznie wciągającą historią, pełną strachu, miłości i obsesji... na tle rytuału drapieżnej bestii- tytułowego Sfinksa... 
Przyjemnie się czytało, ale mimo to zawiodłam się na zakończeniu... To jedna z najmniej ciekawych (według mnie) książek tego autora- pomysł naprawdę fajny, świetnie przedstawieni  bohaterowie i miejsca (bardzo obrazowo), ale nie wykorzystano potencjału całej historii. Może i taki był zamysł autora, nie wiem. W każdym bądź razie, dla mnie, było czegoś za mało. 

Moja ocena: 3+

2010-11-14

Ostatni egzorcyzm (2010)

Witajcie! :) Coś dawno mnie tu nie było, niestety. Oglądałam filmów sporo, ale nigdy nie mogłam znaleźć czasu na napisanie jakiejkolwiek recenzji- postaram się poprawić :D
Zacznę od filmu, który dzisiaj, po zajęciach, udało mi się obejrzeć w kinie z moim chłopakiem. W końcu trzeba było wykorzystać cudowną obniżkę cen w kinach na długi weekend w największych miastach Polski :)


Tytuł oryginalny: The Last Exorcism
Reżyseria: Daniel Stamm
Zdjęcia: Zoltán Honti
Muzyka: Nathan Barr
Produkcja: Francja, USA
Rok produkcji: 2010
Gatunek: horror
Czas trwania: 87 minut
Film jest w całości stylizowany na dokument opowiadający historię wielebnego Marcusa Cottona, który utracił swą wiarę. Postanowił nakręcić film, gdyż chciał uchronić dzieci, które ginęły podczas egzorcyzmów- chciał zdemaskować cały "biznes" dotyczący egzorcyzmów. Sam stracił wiarę, egzorcyzmy odprawiał dla pieniędzy. Postanowił odwiedzić pewną rodzinę, która prosiła go o pomoc- trafił zatem na farmę Sweetzerów...
Film niesamowicie realistyczny, ciekawy i w wielu momentach zaskakujący. Po seansie byłam cała roztrzęsiona- film ma również ciekawe zdjęcia (skojarzyło mi się z "Dystryktem 9"- równie dobry ^^) i świetną grę aktorską, zwłaszcza Ashley Bell, która gra opętaną Nell- córkę konserwatywnego farmera, który za wszelką cenę chce ocalić duszę córki. Akcja wartka, nieprzekombinowana, prosta- ale ciekawa. 
Sama do tej pory zebrać myśli nie mogę- nie żeby to był bardzo ambitny film, nie... Bazuje głównie na szali docenionych filmów, typu "R.E.C.", albo "Monster Project", które zalewają nasze kina coraz częściej- awangarda w kinie, a to się ceni ;) W każdym bądź razie, są opinie podzielone- ja jednak doceniam ten film, bo jest przede wszystkim bardzo dobrze zrobiony, poza tym jest nieprzewidywalny :)
A jakie są Wasze wrażenia po obejrzeniu tego filmu? :)
Moja ocena: 4+

2010-09-06

Istota (2010)

Za ten film zabrałam się w ciemno. Tym razem jednak moje przeczucie mnie zawiodło...
"Istota" okazał się filmem... niskich lotów, ujmując dość łagodnie. ;)
Tytuł oryginalny: Splice
Reżyseria:  Vincenzo Natali
Scenariusz:  Vincenzo Natali , Doug Taylor
Zdjęcia: Tetsuo Nagata
Produkcja: Francja, Kanada, USA
Rok produkcji: 2010
Czas trwania: 107 minut
Gatunek: Horror, Sci-Fi
Dwoje ambitnych naukowców, Elsa  i Clive, zajmuje się badaniami genetycznymi. Krzyżują DNA poszczególnych zwierząt, by wyizolować odpowiedni rodzaj białka, który pomógłby leczyć , czy też ograniczyć zachorowalność na nieuleczalne choroby, np. rak. Gdy ich eksperyment się udaje (połączenie zwierzęcych DNA) postanawiają wbrew sprzeciwu zarządu firmy, dla którego pracują połączyć odpowiednie zwierzęce DNA z ludzkim...
Niestety zawiodłam się sromotnie na tym filmie. Zaczynał się ciekawie- ciekawy pomysł z potencjałem, którego nie wykorzystano. Śmieszne- wręcz komiczne sceny gwałtów między gatunkowych, czy też nierealność danych elementów fabuły (jak naukowcy z tytułami i nagrodami mogą nie pobrać krwi, czy tkanek do analizy?!). Ledwo dotrwałam do końca, który był równie dziwny i wydumany jak początek. 
Podziwiam odtwórczynię roli tytułowej, bo sprawdziła się niesamowicie w roli stworzonej sztucznie nowej gatunkowo istoty. Zawiodłam na Brodym- niestety po raz kolejny.
Tym razem wręcz odradzam oglądanie tego filmu, chyba, że ktoś chce się pośmiać ;)
Pozdrawiam! :)

Moja ocena: 2

2010-07-19

Jeździec bez głowy (1999)

Kolejne filmy, które pragnę Wam przedstawić (opisane zostaną w oddzielnych notkach) są powiązane z znakomitym Timem Burtonem (i na pewno jeszcze jakieś jego filmy się tu pojawią), a noszą tytuły: "Jeździec bez głowy" i "Miasteczko Halloween" :)

Tytuł oryginalny: Sleepy Hollow 
Reżyseria: Tim Burton 
Produkcja: Niemcy, USA 
Rok: 1999 
Gatunek: horror 
Obsada: Johnny Depp (Ichabod Crane),
Christina Ricci (Katrina Van Tassel),
Miranda Richardson (Lady Van Tassel / Crone), 
Na podstawie: Washington Irving "Legenda o Sennej Kotlinie" (opowiadanie)
Pierwszy z nich nosi tytuł "Jeździec bez głowy" i opowiada o pewnym miasteczku nieopodal Nowego Jorku na przełomie XVIII i XIX wieku, gdzie mają miejsca tajemnicze i zagadkowe morderstwa. Zamordowane osoby znajdowane są z odciętą głową. Mieszkańcy "Sleepy Hollow" są pewni, że za sprawą morderstw stoi tytułowy bohater, Jeździec bez głowy, który poszukuje zemsty za to, co się z nim stało.
Ichabod Crane (Johnny Depp) jest nowojorskim policjantem. Przybywa on do małej osady Sleepy Hollow, by rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw. Crane, w przeciwieństwie do mieszkańców, nie wierzy, aby w tym wypadku działały siły nadprzyrodzone. Jedną z niewielu życzliwych dla Crane'a osób jest Katrina Van Tassel (Christina Ricci), która pomoże mu w rozwikłaniu tej tajemniczej zagadki. Więcej dowiecie się jak obejrzycie film (jeśli jeszcze się Wam nie udało tego dokonać ;P)
Polecam, nie tylko ze względu na cudownego Johnny'ego Deppa ;)
Moja ocena:  5

Czerwone pantofelki (2005)

Kolejny film obejrzałam wybierając go na chybił trafił i muszę przyznać, że i tym razem się nie zawiodłam na swojej intuicji ;) "Czerwone pantofelki" to kawałek dobrego kina azjatyckiego :)


Tytuł oryginalny: Bunhongsin
Reżyser: Yong-gyun Kim
Na podstawie: Hans Christian Andersen (opowiadanie)
Produkcja: Korea Południowa
Rok: 2005
Czas trwania: 103 minuty
Gatunek: horror

 Film oparty jest na baśni "Czerwone buciki" Hansa Christiana Andersena. Film opowiada o nawiedzonych czerwonych (choć dla mnie one wyglądają na bardziej różowe niż czerwone) eleganckich kobiecych butach, o które walczą z zawiścią kobiety, gdy tylko je zobaczą (zupełnie jak na wyprzedażach ;P). Niestety gdy tylko te buty założą kończą tragiczną śmiercią. Pewnego dnia w metrze znajduje je Sun-jae- matka Tae-soo, która w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach opuszcza swojego męża. (Wszystko się wyjaśnia, oczywiście pod koniec filmu) Tajemnicze trzewiki zaczynają sprawiać kłopoty. Koleżanka głównej bohaterki zostaje znaleziona martwa. Sun-jae zaczyna obawiać się o życie córki, która również nosiła różowo-czerwone pantofelki...


Film nabiera tempa, ale pod koniec dziwnie zwalnia. Mimo to podoba mi się. Zdjęcia są piękne, kontrastowe barwy nadają filmowi lekko surrealistycznego wyglądu. Jestem jak najbardziej zachwycona również ścieżką dźwiękową i grą aktorów! Polecać chyba nie muszę ;)
Moja ocena:  5

Christine (1983)

Zważywszy, że uwielbiam oglądać ekranizacje przeczytanych powieści sięgnęłam po film z 1983 roku pod tytułem "Christine"- powieść pod tym samym tytułem napisał Stephen King :)
Oryginalny tytuł: Christine.
Reżyser: John Carpenter
Scenariusz: Bill Phillips
Zdjęcia: Donald M. Morgan
Produkcja: USA
Rok: 1983
Czas trwania: 110 minut
Gatunek: dramat, horror
Strona filmu na filmwebie.
Film jest dość specyficzny, opowiada bowiem o wielkiej miłości młodego siedemnastoletniego chłopaka- Arniego, który zakochał się w starym, podniszczonym samochodzie. Kupił go za część zaoszczędzonych pieniędzy, które miał przeznaczyć na colage. Odremontował go, a właściwie JĄ, gdyż owy samochód nosił imię żeńskie- Christine i posiadał również osobowość kobiecą, którą z czasem zaczął (a właściwie zaczęła!) ujawniać. Kłopoty zaczęły się, gdy Arnie zaczął spotykać się z Leigh- piękną, nową uczennicą, do której chodził Arnie i jego najlepszy przyjaciel- Dennis. Christine była zazdrosna o jego znajomość, a zazdrość, jak wiadomo może być niebezpieczna... Jak się potoczyły losy Arniego i jego miłości, jaką darzył swój samochód? Musicie obejrzeć sami, ewentualnie przeczytać książkę ;)
Mi się film osobiście podobał, ciekawie został zrealizowany. Oczywiście teraz pewnie rozwiązano by pewne problemy w inny sposób, ale myślę, że każdy fan kina grozy powinien chociaż raz obejrzeć ten film :)
Aktorzy są bardzo dobrze dobrani, sceny nie szpecą zbyt dużą rozrzutnością, ale właśnie takim minimalizmem, który lubię ;) Są proste, ale dosadne- tak po amerykańskiemu: jest świetny samochód, jest romans i są wybuchy- więc czegóż chcieć więcej? ;)
Moja ocena: 4 +

2010-06-30

Rose Madder, Stephen King

Witajcie kochani! :) Wiem, że strasznie długo nie pisałam, ale niestety nie miałam czasu ani na pisanie, ani na czytanie książek- sesja i słońce, które kazało mi spędzać większość dnia poza domem i choroba, która nagle mnie złapała i to w najmniej oczekiwanym momencie, to wszystko udaremniło mi napisanie nowej recenzji. Mimo to jestem, za parę godzin wyjeżdżam na upragnione wakacje nad morze, do Świnoujścia- rodzinnego miasta mojej mamy :) Tak więc recenzja będzie krótka, niestety, ale nie mam zbytnio czasu, a chciałabym nie odkładać tego jeszcze na później, bo wszystko (emocje, myśli i refleksje...) pozapominam ;)


O autorze słów kilka już pisałam, więc teraz nie napiszę już nic, poza tym, że autora większości przedstawiać nie trzeba, bo każdy przynajmniej raz zetknął się z twórczością tego pana oraz z adaptacjami jego powieści, np. "Zieloną Milę", którą osobiście bardzo lubię (książkę i film! patrz archiwum)
"Rose Madder" opowiada historię Rosie, maltretowanej, bitej i poniżanej żony, która postanawia pewnego słonecznego dnia uciec od swojego męża-sadysty-policjanta. Wszystko toczy się szybko, a zaczyna od małego szczegółu, który wyrywa główną bohaterkę z letargu w jakim żyła przez paręnaście lat- postanawia w końcu uciec i ucieka jedynie z małą torebeczką i kartą kredytową męża, z której korzysta tylko raz.
Wszystko zaczyna się układać Rosie znajduje pomoc - mimo to nad jej nowym i szczęśliwym życiem zawisły szare chmury, ciężkie od strachu i nienawiści. Mąż Rosie, Norman Daniels postanawia się zemścić. Postanawia "porozmawiać z Rosie w cztery oczy". Co to oznacza będziecie musieli dowiedzieć się sami ;)
Muszę przyznać, że ta książka, mimo że opisuje tak straszne rzeczy/ sprawy/ wydarzenia pełne krwi, furii i nienawiści niesie w sobie wiele nadziei. W pewnym momencie nawet zapomniałam, że czytam powieść mistrza grozy- miałam wrażenie, że to raczej lekka powieść obyczajowa. Nie mówię, że to minus tej powieści, mi to osobiście nie przeszkadzało :) Trochę przeszkadzało mi połączenie świata bardziej realnego z tym wymyślonym, całkowicie abstrakcyjnym. Obraz, który zmienia rozmiar? Obraz, z którego wydobywają się dźwięki świerszczy? Eee, niezbyt mi to pasuje mimo iż wiem o co chodziło autorowi- wszystko wyjaśnia się w ostatnich rozdziałach. Jednakże z bardzo fajnej powieści, może nawet lekko kryminalnej (mąż-policjant, mąż-tropiciel, mąż-morderca + seria dziwnych morderstw) zrobiła się dziwna kombinacja powieści fantastycznej, horroru i romansu z dozą kryminalnych opowieści (rodem z CSI? xD). Zbyt dużo na nie za długą powieść. Lekkie poplątanie z pomieszaniem. Czyta się ją jednak miło, Rosie jest postacią wyrazistą, zresztą tak jak inne postaci. Miejscami zalatuje jednak naiwnością wątków, co jest zdecydowanie na minus. 
Osobiście polecam, chociaż nie uważam, że jest to najlepsza z powieści Kinga, jakie udało mi się przeczytać w moim krótkim życiu ;)
Moja ocena: 4+

2010-05-12

Wampir Vittorio, Anne Rice

Skończyłam czytać tą powieść dosłownie przed minutką i doszłam do wniosku, że muszę ją tutaj opisać, by wszystkie wrażenia/spostrzeżenia i emocje nie uleciały ze mnie w trackie snu. Tak więc macie/będziecie mieć przed sobą 'gorącą' relację z przeczytanej, kolejnej już z serii "Nowe Kroniki Wampirów", autorstwa niesamowitej Anne Rice (szkoda tylko,że nie założyłam tego bloga wcześniej, by móc opisać innej jej powieści, które również bardzo lubię!). Za nim jednak przejdę do sedna sprawy, krótka notka biograficzna o samej autorce :)
***
Anne Rice (ur. 4 października 1941 w Nowym Orleanie jako Howard Allen O'Brien) - autorka głównie literatury grozy. Druga córka Irlandczyków, Katherine i Howarda O'Brien. Autorka bestsellerowego cyklu Kroniki wampirów, który wywarł duży wpływ na subkulturę gotycką. Pisała także pod pseudonimami Anne Rampling oraz A.N. Roquelaure. Żona poety i malarza Stana Rice'a, matka pisarza Christophera Rice'a.
***
"Wampir Vittoro", opowiada historię młodego, szesnastoletniego zaledwie chłopca, żyjącego w XV-wiecznej Italii, zafascynowanego obrazami malarzy z Florencji dotkniętych, jak żaden jeszcze bohater powieści Anne Rice. Vittorio został wystawiony na trudną próbę, owładnięty rządzą zemsty na 'demonach', które bezceremonialnie wtargnęły do potężnego zamku jego ojca i wyrżnęły w pień wszystkich jego mieszkańców, pozostawiając tylko jego przy życiu. Demoniczna piękność, Ursula opęta jednak jego młodzieńcze serce, jej obraz podążał za nim wszędzie. Cóż biedny, młody Vittorio ma zrobić? Zaufać zranionej duszy i dumie, która nakazuje mu pomścić swego ojca, matkę rodzeństwo, których głowy tulił po niesamowitej rzezi, której był świadkiem, czy dziwnym porywom serca, które pożąda i łaknie bladolicej Ursuli?
Tego dowiecie się już sami. Powieść jest nasycona obrazami wczesnorenesansowych miast włoskich, pełna życia i barw. Niesamowita przygoda pełna zaskakujących momentów, aniołów i przecudnych chrześcijańskich reprodukcji renesansowych mistrzów. Jedynym mankamentem tej powieści może być jej długość- jest stanowczo ZA KRÓTKA! :) I kończy się tak nagle, bez jakiegokolwiek uzasadnienia...
Niemniiej polecam, bo naprawdę warto :)
Moja ocena: solidne 5! :)
Follow