2012-07-04

Mroczny Szept, Gena Showalter

Sięgając po książki, szukam w nich czegoś innego. Jestem niestrudzoną poszukiwaczką ciekawych i wciągających historii. Łaknę nowości, które rozbudzą w mojej duszy żar i zaciekawią do tego stopnia, że nic innego niż słowa na zadrukowanych stronach liczyć się nie będzie. Dlatego wybrałam tę książkę. Coś mnie do niej ciągnęło, tajemnicza okładka kusiła barwami i postacią półnagiego mężczyzny... choć książek po okładkach nie powinno się oceniać, nie można nie doceniać tych miniaturowych dzieł sztuki. Książkę chwyciłam więc w swoje łapki i z radością zaczęłam czytać...
Gena Showalter to autorka powieści znajdujących się na liście bestsellerów New York Times i USA Today. Umiejętnie łączy zmysłowe opisy z wątkami sensacyjnymi, a przy tym daje ujście swemu poczuciu humoru. To sprawia, że od jej powieści trudno się oderwać. Pisała dla takich magazynów, jak „Cosmopolitan”„Seventeen”
Moja radość stopniowo ustępowała, tak naprawdę nie byłam przygotowana na to, co znajdę w tej książce. Nigdy wcześniej nie miałam styczności ani z autorką ani z tego typu tematyką. Miałam  nadzieję na pasjonującą historię fantasy, a otrzymałam dziwny splot gatunków, co nie jest do końca wadą tej książki. Zdziwienie moje rosło w miarę czytania, ale i tylko w pewien sposób potęgowało moją ciekawość... 
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Tytuł oryginału: The Darkest Whisper
Seria: Władcy Podziemi, tom 4
Wydawnictwo: Mira/Harlequin
Data wydania: wrzesień 2011 
ISBN: 978-83-238-7916-9
Liczba stron: 416
Sabin jest jednym z Władców, nieśmiertelnych wojowników naznaczonych klątwą- każdy z nich nosi w sobie demona, który wydostał się z Puszki Pandory, kiedy tylko ją otworzyli. Teraz, przez wiele wieków Władcy poszukują artefaktów, które mają im pomóc odnaleźć Puszkę i ją zniszczyć, raz na zawsze. Nie jest to jednak proste zadanie, gdyż po piętach im depczą Łowcy- najwięksi i najzagorzalsi wrogowie Władców, którzy za wszelką cenę pragną unicestwić każdego z nich i zdobyć na własność osławioną Puszkę. Podczas jednej z misji, Sabin i jego kompani odkrywają w egipskiej piramidzie grupę Łowców gwałcących i znęcających się nad kobietami wszelkich ras. Uwięzione strzygi, wampirzyce, harpie i inne podobne istoty zamknięte w szklanych klatkach służyły im za inkubatory... Władcy przyszli im z odsieczą, jednakże to był początek szeregu niebezpiecznych wydarzeń, rozlewu krwi i... namiętności.

Czytając "Mroczny szept" nie odczułam wcale, że jest to czwarty tom z serii (wcześniejszych nie czytałam), nie mniej trudno było mi przeniknąć w świat przedstawiony. Raziły mnie wulgaryzmy, raziły liczne sceny erotyczne, które w gruncie rzeczy były jakby wtrącone do ogólnej fabuły... Im dalej brnęłam przez kolejne rozdziały, tym mój stosunek do tej książki zaczął się zmieniać. Historia wreszcie zaczęła nabierać tempa. Na każdej stronicy dało się odnaleźć ten specyficzny klimat, który przebił się przez moje pierwsze, niezbyt pozytywne wrażenie i sprawił, że chciałam czytać dalej, złakniona ciągu dalszego... 

Książkę tę trudno jest mi ocenić, w pewnym sensie historia i przebieg fabuły zaskoczyły mnie i wywarły na mnie wrażenie, a z drugiej czułam się oszukana- nastawiłam się bowiem na głębszą opowieść fantasy... Dużym plusem tej książki jest to, że historia tutaj przedstawiona została  bardzo klarownie, czytało się szybko i przyjemnie. Bohaterowie naszkicowani zostali całkiem trafnie, każdy z Władców miał całkiem inny charakter, całkiem inne problemy... Do niektórych z nich zapałałam sympatią, do innych nie. Czuję jednak pewien niedosyt. Za mało głębszych charakterystyk (może to wina tego, że poprzednich tomów nie czytałam) postaci. Może zmienię zdanie, gdy sięgnę po wcześniejsze tomy.

"Mroczny szept" to zdecydowanie historia dla miłośników tej serii, ale także dla osób, które chcą przeczytać historię pełną postaci, pełną akcji (zwłaszcza pod koniec), ale nie oczekujcie od niej głębszych doznań. 

Moja ocena: 3+/4=



Za egzemplarz serdecznie dziękuję!

初め *

Dzisiaj zaczynam nowy etap życia. Dzisiaj zakładam bloga, bym mogła kreatywnie zaspokoić głód. Zmieniam się. I tych zmian łaknę. Podążam za sercem, ale nie wiem, jak długo tutaj zabawię- może to wakacyjny kaprys i za chwilkę czar pryśnie i zniknę, znowu. Tym razem jednak wszystko będzie moje. Mój szablon, moje słowa, zdjęcia, obrazy, grafiki... oprócz tych, które staną się moimi inspiracjami. Obiecuję poprawę. Nie obiecuję natomiast nie zniknąć, tego chyba nikt obiecać nie może...

Zasłuchuję się w tej piosence, odkąd tylko ją usłyszałam:

Kocham "Śniadanie u Tiffany'ego" (film i książkę), a ta piosenka jest jedną z moich ulubionych... Jakże niezwykłe piękno i prostota z niej płynie. Ideał.

Zmykam, jutro (a właściwie już dzisiaj!) dokończę tworzenie tego bloga. Mam nadzieję, że naprawdę zagrzeję tutaj znacznie więcej czasu. I mam nadzieję, że ten czas naprawdę uda mi się znaleźć i podczas studenckich zawirowań.

xoxo


*初め - jap. początek

2012-06-28

Pałac północy, Carlos Ruiz Zafón

Sięgając po tę książkę, zdawałam sobie sprawę, że jest to jedna z pierwszych napisanych przez Carlosa Ruiz Zafóna. Zdawałam sobie również sprawę, że jest to książka skierowana głównie do młodzieży, choć wydaje mi się, że jeśli chodzi o "Pałac Północy" nie ma ograniczeń wiekowych. Ja mając dwadzieścia trzy lata bawiłam się tak samo dobrze, jak pewnie i szesnastoletni czytelnik. Nie da się ukryć, że moje drugie spotkanie z prozą tego hiszpańskiego autora (wcześniej pisałam o "Cieniu wiatru" i o autorze tutaj) było całkiem udane... choć nie do końca.

Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
Tytuł oryginału: El Palacio de la Medianoche
Wydawnictwo: Muza S.A.
Data wydania: kwiecień 2011
ISBN: 978-83-749-5978-0
Liczba stron: 288
Ben razem z grupką przyjaciół zakładają  stowarzyszenie, o którym tylko oni wiedzą. Owe stowarzyszenie jest jedyną odskocznią dla nich od szarej codzienności. Mieszkając w sierocińcu  St. Patrick's czekają na dzień szesnastych urodzin, kiedy to według prawa staną się pełnoletni i będą mogli opuścić swój doczesny dom. Pewnej nocy, w 1932 roku, kiedy nadchodzi ten wyczekiwany moment Ben i reszta członków stowarzyszenia poznają Sheere. Po wysłuchaniu jej przejmującej opowieści postanawiają jej pomóc odnaleźć dom jej zmarłego ojca. Nie wiedzą wówczas, że to ostatnie zadanie przed rozwiązaniem stowarzyszenia będzie to jedna z najniebezpieczniejszych przygód ich życia...

"Pałac Północy" to niesamowita historia, w której pełno jest tajemnicy. Mrok okala niemalże wszystkie stronice i, mimo że akcja toczy się w słonecznej Kalkucie, ten mrok dosięga również naszych bohaterów. Tajemnica, którą odkrywają stopniowo zdaje się być jednocześnie czymś fascynującym ale i przerażającym. Pięknie naszkicowane miejsca, to jest to co lubię najbardziej u Zafóna, nie szczędzi zdań na dokładne oddanie miejsca. Dzięki temu buduje klimat książki. Fabuła nie jest skomplikowana, ale przyciąga swoją innością. Oryginalność tkwi nie tylko w miejscu akcji, ale również w kreowaniu bohaterów. Każdy z nich jest przedstawiony szczegółowo. Każdy z nich ma swój własny, niepowtarzalny charakter- co dokładnie jest opisane na kartach książki. Czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Akcja wciąga, bo jest dynamiczna. Opowieści bohaterów są żywe i ciekawe.

Oprócz zalet tej książki, są i wady, które mi osobiście przeszkadzały. Za bardzo czuć, że jest to książka dla młodszego czytelnika (ale jak już we wstępie napisałam, nie jest to aż takie ważne w odbiorze tej pozycji), krwawe sceny nie są aż tak krwawe, mrok nie jest aż tak mroczny - to inny Zafón, niż ten, którego poznałam. Może i dlatego właśnie źle oceniam tę książkę. Może jestem zbyt krytyczna? Książka ta bowiem, nie zachwyciła mnie. Nie sprawiła, że po skończeniu czułam ukłucie żalu. Przeczytałam, dobrze bawiłam się ją czytając, ale zabrakło mi czegoś. Jakiejś głębi. Ot, czytadło na jeden raz. Lekkie i przyjemne.

Polecam, choć nie oczekujcie po niej czegoś więcej. Zachwyca natomiast przyjaźń bohaterów. Rozczula, bo w dzisiejszych czasach ciężko taką znaleźć. I to jest największy plus tej książki. Przyjaźń do samego końca.

Moja ocena: 4-


2012-06-27

Syrena, Tricia Rayburn

Przyznaję się od razu bez bicia- sięgnęłam po tę książkę, za namową Waszą, recenzentów i czytelników. Naczytałam się, bowiem o niej samych dobrych rzeczy. Wielu z Was było nią naprawdę zachwyconych, a ja zaczęłam się zastanawiać, co jest takiego w tej książce, że każdy, kto po nią sięgnął nie mógł wyjść z podziwu nad faktem, że jest to jedna z lepszych historii (jak nie najlepsza) jakie czytał do tej pory. Sięgnęłam po nią, więc z czystej ciekawości. Ciekawość podobno to pierwszy stopień do piekła... ale nie tym razem.
Tricia Rayburn swoją pierwszą książkę napisała jeszcze jako nastolatka. Dziś jest uznaną autorką powieści dla młodzieży. "Syrena" to pierwsza część jej wspaniale zapowiadającej się romantycznej serii z wątkiem kryminalnym. 
Podchodziłam do tej książki sceptycznie, zazwyczaj jestem ostrożna, jeśli chodzi o recenzje, które czytam. Wolę sama przekonać się, jaka jest dana książka i czy rzeczywiście jest taka ciekawa i wciągająca, jak o niej piszą. Staram się również nie nastawiać, po takich recenzjach jakoś specjalnie, jak wiadomo ilu ludzi, tyle ocen. Miałam jednak nieodpartą potrzebę sięgnięcia po książkę, która wydawała mi się całkiem inna niż wszystkie w tym natłoku paranormal romance. Ciekawa, całkiem nie spotykana tematyka, intrygująca okładka (wiem, wiem, książek nie ocenia się po okładkach, ale takie miniaturowe dzieła sztuki należy doceniać!), doskonale dobrana typografia... zachęcało mnie to wszystko i gdy tylko miałam okazję, wklepałam tytuł w wyszukiwarkę na stronie Biblioteki Uniwersyteckiej i już na drugi dzień trzymałam ją w ręce. Nie od razu zaczęłam czytać, ale muszę przyznać, że warto było.

Tłumaczenie: Anna Kloczkowska 
Tytuł oryginału: Siren

Seria: Syrena, tom 1


Data wydania: maj 2011

ISBN: 978-83-245-8989-0

Liczba stron: 360
Vanessa i Justine Sands, jak co roku spędzają wakacje w nadmorskiej miejscowości Winter Harbor. Miejscowość ta towarzyszy im w niemal każde wakacje, znają ją i uwielbiają, mają tutaj przyjaciół i ulubione miejsca- jednym z takich miejsc jest urwisko Chione. Pewnego jednak burzliwego wieczoru, kiedy to podczas zażartej rodzinnej kłótni, Justine  wybiega z domku letniskowego rodziny i w tajemniczych okolicznościach skacze z urwiska prosto w głębiny zatoki tracąc życie, wszystko się zmienia. Vanessa nie mogąc pogodzić się ze śmiercią starszej siostry, wraca do Winter Harbor w poszukiwaniu odpowiedzi. Szereg zdarzeń prowadzi ją do rodziny, która prowadzi restaurację "U Betty", a kolejne tajemnicze morderstwa dają jej i jej przyjaciołom do myślenia o tym, co dzieje się w tym nadmorskim miasteczku...


"Syrena" to książka, która rozkręca się powoli. Główna bohaterka ma czas, by odnaleźć siebie i wsparcie bliskich po stracie siostry, ma czas by móc powiązać fakty, nawiązać nowe przyjaźnie. To wszystko sprawiało, że mi akurat ciężko było wdrożyć się w ten świat i dynamikę fabuły, która w pierwszej połowie książki była niemrawa. To, oczywiście nie zmienia faktu, że jest to książka, którą czyta się przyjemnie. Irytowały mnie, czasami przy długie opisy myśli narratora a zarazem głównej bohaterki, Vanessy, ale to może tylko moje odczucie. Niemniej, nie przerywałam czytania i w miarę ubywania stron akcja zaczynała nabierać tempa a mój zachwyt zaczął rosnąć. 

Historia opowiedziana w tej książce jest niezwykła. Na początku zastanawiałam się, czy przypadkiem ktoś się nie pomylił nazywając tę książkę paranormalnym romansem, bowiem przez większość książki wydaje się, że tych wątków jest naprawdę niewiele. Teraz wiem, że to był zabieg celowy. Celowy, by doskonale skonstruować fabułę i doskonale stworzyć klimat, stopniowo go zmieniając.

"Syrena" to nie tylko opowieść o tajemniczych istotach, które niczym mitologiczne syreny wabią mężczyzn, jest to też opowieść o sile miłości i odwadze przełamywania lęków. Historia ta sprawia, że się uśmiecham. Na pewno sięgnę po kontynuację.

Moja ocena: 4+


2012-06-25

Labirynt kłamstw, Tess Gerritsen

Pisałam już wielokrotnie, że kryminały nie są moim ulubionym gatunkiem literackim, ale za każdym razem, gdy sięgam po którąś książkę nie potrafię oprzeć się pokusie, by nie sięgnąć po następną. Cały mój sceptycyzm i niczym nieukierunkowana niechęć wyparowują już po pierwszych słowach. Zwłaszcza, jeśli książka, po którą sięgnęłam jest tak dobrze napisana. W dodatku, jeśli mogę w jednej książce dostać dwie świetnie napisane powieści kryminalne... nic mi do szczęście więcej nie potrzeba!
Tess Gerritsen to współczesna pisarka amerykańska, z zawodu lekarz internista. Po studiach praktykowała w Honolulu na Hawajach, wraz z mężem, także lekarzem. W 1987 roku opublikowała pierwszą powieść, romans z wątkiem kryminalnym, a potem kolejno osiem książek o podobnej tematyce. Jej kariera pisarska nabrała rozpędu w 1996 roku, kiedy ukazał się jej pierwszy thriller medyczny "Dawca"
Na "Labirynt kłamstw" składają się dwie samodzielne powieści "Telefon o północy" oraz "Bez odwrotu", które są jednak, mimo różnic do siebie podobne- głównie schematem konstruowania fabuły. W obu książkach mamy do czynienia z pasjonującą i wciągającą zagadką kryminalną. Już dawno nie było mi dane czytać kryminał, który potrafił przykuć moją uwagę na kilka godzin, niemalże bez przerwy. Zaskoczył mnie, zbił z tropu, ale jednocześnie coraz bardziej zaczęłam wsiąkać w świat przedstawiony, w wartką akcję, która nie pozwalała się oderwać i w styl pisarski, który od pierwszych słów niesamowicie przypadł mi do gustu. I już wiedziałam... to jest właśnie książka dla mnie. I mam ochotę sięgnąć po inne książki tej autorki. 

Tłumaczenie: Elżbieta Smoleńska, Maria Świderska
Tytuł oryginału: Call After Midnight / Whistleblower
Wydawnictwo: MIRA/Harlequin
Data wydania: wrzesień 2011
ISBN: 978-83-238-8125-4
Liczba stron: 448
"Telefon o północy" to historia Sary Fontaine, która zostaje wplątana w szereg tajemniczych wydarzeń. Telefon, który budzi ją o północy jest początkiem wszystkich problemów. Wiadomość o śmierci męża stała się jedną z tych, które przyniosły ze sobą ból i zwątpienie. Na swojej drodze Sarah spotyka urzędnika Departamentu Stanu, Nicka O'Harę, który staje się jej przyjacielem... ale czy tak naprawdę może mu ufać? Staje się z dnia na dzień poszukiwaną, ktoś czyha  na jej życie... Spirala strachu i macki CIA depczą im po piętach, a ona sama traci pewność do tego, co czuje i jakie, tak naprawdę było jej życie...

"Bez odwrotu" natomiast jest historią Catherine Weaver, która w drodze do domu swojej najlepszej przyjaciółki pod koła jej samochodu wpada znienacka mężczyzna. Spanikowana postanawia jak najszybciej zawieźć go do szpitala. W szpitalu dowiaduje się, że mężczyzna stracił wiele krwi, ale nie przez wypadek- ktoś go postrzelił w ramię. Historia zaczyna przypominać koszmar, gdy najlepsza przyjaciółka Cathy, ciężarna Sarah zostaje zamordowana w swoim własnym domu... Victor Holland, mężczyzna, którego Cathy uratowała postanawia ją odszukać i ostrzec- uchronić przed mężczyzną, który chce go uciszyć... Sprawa komplikuje się coraz bardziej... a Cathy i Victor zostają  zmuszeni ratować się ucieczką. 

Obie te historie są bardzo wciągające. Mimo powtarzającego się schematu (zagubiona kobieta wciągnięta w kryminalną zagadkę i mężczyzna, który staje się jej jedyną nadzieją na rozwiązanie tej tajemnicy i na powrót do normalnego życia), czytelnik nie nudzi się. Czyta się je naprawdę przyjemnie. Największą zaletą tych opowieści jest oryginalność tematyki. Nie jestem znawczynią tego gatunku literackiego, przez całe swoje życie czytałam, raptem kilka kryminałów i może źle oceniam fabułę tych powieści, ale muszę przyznać, że zrobiły na mnie wrażenie. Nie są to mdłe, schematyczne historie, gdzie następuje morderstwo, a potem przez całą książkę prowadzone jest śledztwo. Tutaj mamy coś z goła odmiennego. Nie dość, że jesteśmy świadkami całej historii z perspektywy 'oskarżonych' to jeszcze sama fabuła jest kilku-torowa, zmienna perspektywa pozwala nam poznać nie tylko głównych bohaterów, ale również psychikę zbrodniarzy, czy agentów FBI, CIA itp. Plusem jest również wątek romantyczny (w pierwszej z nich znacznie bardziej realistyczny, według mnie), który tylko ubarwia te historie i dostarcza im żywszych barw.

"Labirynt kłamstw" to nie tylko zbiór dwóch kryminalnych historii, ale również historie o kobietach, które mimo przeciwności losu, podejmują wyzwanie i walczą o wolność i życie do samego końca. Są to kobiety, które wyrwane z normalnego, stonowanego życia trafiają niemalże do piekła, a mimo to odnajdują w sobie tyle odwagi, by się nie poddać. Kobiety, takie jak każda z nas i każda z nas może się z nimi utożsamić.

Książkę polecam, nie tylko sympatykom kryminałów!

Moja ocena: 5



Za egzemplarz serdecznie dziękuję!
Follow