Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4-. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4-. Pokaż wszystkie posty

2012-11-02

"Nowa Fantastyka" 361 (10/2012)


Czekałam na ten numer, będąc przekonana, że to będzie numer przełomowy, wielki... Jubileusz w końcu do czegoś zobowiązuje. Cieszyłam się jak dziecko otwierając kopertę. Zachwyciła mnie okładka, która jednoznacznie pokazuje, jak zmieniło się nasze widzenie fantastyki, jak wiele, przez te trzydzieści lat, zmieniło się w polskiej fantastyce. Okładka to tylko zapowiedź...
Wydawnictwo: Prószyński Media 

Liczba stron: 80 s.
W NUMERZE: Rocznicowo: Kołodziejczak o komiksie, Cetnarowski o polskiej prozie, Podrzucki o nauce, Parowski wspomina

OPOWIADANIA: Jeffrey Ford, Lucius Shepard, Zbigniew Wojnarowski
Otwierając nowy numer "Nowej Fantastyki" miałam nadzieję, że znajdę się w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Dowiem się czegoś więcej o początkach magazynu, przeczytam wspomnienia osób, które z nim są od zawsze, lub prawie zawsze... moje pragnienia i oczekiwania zostały spełnione tylko połowicznie. Z wypiekamy na policzkach jednak zabrałam się do czytania i cóż moje oczy ujrzały? Numer poświęcony, głównie komiksowi :)

Artykuł Michała Cetnarowskiego o trzech dekadach fantastyki, nie przyniósł niczego, czego bym do tej pory nie wiedziała, ale wskazał kilku autorów, po których pewnie sięgnę w wolnej chwili :) Ciężkie czasy dla fantastyki się skończyły, czekam tylko na jej wzburzony rozkwit w przyszłości i cieszę się, że jestem już świadkiem początku tego rozwoju :)

"Nauka kontra fantastyka" autorstwa, niezawodnego Wawrzyńca Podrzuckiego daje do myślenia. Nie jesteśmy społeczeństwem, czy nie żyjemy w świecie, który fantastyka wykreowała przed latami. Co jest tego powodem? Czy nasze ograniczenia? Czy brak środków pieniężnych? Wszystkie te czynniki sprawiają, że nadal daleko nam do światów, które znamy tylko z literatury.

Strony i artykuły poświęcone komiksowi (głównie Macieja Parowskiego oraz Tomasza Kołodziejczaka) doskonale oddaje zmiany jakie zaszły w polskim komiksie, cudownie jest czytać o tej sferze sztuki, którą również "Nowa Fantastyka" sukcesywnie wykorzystuje na łamach magazynu i do tej pory o nim pisze. 

Mogłabym pisać o tym numerze wiele, ale wiele zostało we mnie niedosytu. Brakowało mi felietonu Jakuba Ćwieka, od którego lubię zawsze zaczynać czytanie nowego numeru "NF", zabrakło, jak dla mnie, tej całej otoczki świętowania. Zabrakło toastów i peanów nad upływem tych trzydziestu lat, co się zmieniło? Co zostało? Co będzie? Troszkę tego mało, jak dla mnie za mało. 



Moja ocena: 4-

Za egzemplarz serdecznie dziękuję!

2012-06-28

Pałac północy, Carlos Ruiz Zafón

Sięgając po tę książkę, zdawałam sobie sprawę, że jest to jedna z pierwszych napisanych przez Carlosa Ruiz Zafóna. Zdawałam sobie również sprawę, że jest to książka skierowana głównie do młodzieży, choć wydaje mi się, że jeśli chodzi o "Pałac Północy" nie ma ograniczeń wiekowych. Ja mając dwadzieścia trzy lata bawiłam się tak samo dobrze, jak pewnie i szesnastoletni czytelnik. Nie da się ukryć, że moje drugie spotkanie z prozą tego hiszpańskiego autora (wcześniej pisałam o "Cieniu wiatru" i o autorze tutaj) było całkiem udane... choć nie do końca.

Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
Tytuł oryginału: El Palacio de la Medianoche
Wydawnictwo: Muza S.A.
Data wydania: kwiecień 2011
ISBN: 978-83-749-5978-0
Liczba stron: 288
Ben razem z grupką przyjaciół zakładają  stowarzyszenie, o którym tylko oni wiedzą. Owe stowarzyszenie jest jedyną odskocznią dla nich od szarej codzienności. Mieszkając w sierocińcu  St. Patrick's czekają na dzień szesnastych urodzin, kiedy to według prawa staną się pełnoletni i będą mogli opuścić swój doczesny dom. Pewnej nocy, w 1932 roku, kiedy nadchodzi ten wyczekiwany moment Ben i reszta członków stowarzyszenia poznają Sheere. Po wysłuchaniu jej przejmującej opowieści postanawiają jej pomóc odnaleźć dom jej zmarłego ojca. Nie wiedzą wówczas, że to ostatnie zadanie przed rozwiązaniem stowarzyszenia będzie to jedna z najniebezpieczniejszych przygód ich życia...

"Pałac Północy" to niesamowita historia, w której pełno jest tajemnicy. Mrok okala niemalże wszystkie stronice i, mimo że akcja toczy się w słonecznej Kalkucie, ten mrok dosięga również naszych bohaterów. Tajemnica, którą odkrywają stopniowo zdaje się być jednocześnie czymś fascynującym ale i przerażającym. Pięknie naszkicowane miejsca, to jest to co lubię najbardziej u Zafóna, nie szczędzi zdań na dokładne oddanie miejsca. Dzięki temu buduje klimat książki. Fabuła nie jest skomplikowana, ale przyciąga swoją innością. Oryginalność tkwi nie tylko w miejscu akcji, ale również w kreowaniu bohaterów. Każdy z nich jest przedstawiony szczegółowo. Każdy z nich ma swój własny, niepowtarzalny charakter- co dokładnie jest opisane na kartach książki. Czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Akcja wciąga, bo jest dynamiczna. Opowieści bohaterów są żywe i ciekawe.

Oprócz zalet tej książki, są i wady, które mi osobiście przeszkadzały. Za bardzo czuć, że jest to książka dla młodszego czytelnika (ale jak już we wstępie napisałam, nie jest to aż takie ważne w odbiorze tej pozycji), krwawe sceny nie są aż tak krwawe, mrok nie jest aż tak mroczny - to inny Zafón, niż ten, którego poznałam. Może i dlatego właśnie źle oceniam tę książkę. Może jestem zbyt krytyczna? Książka ta bowiem, nie zachwyciła mnie. Nie sprawiła, że po skończeniu czułam ukłucie żalu. Przeczytałam, dobrze bawiłam się ją czytając, ale zabrakło mi czegoś. Jakiejś głębi. Ot, czytadło na jeden raz. Lekkie i przyjemne.

Polecam, choć nie oczekujcie po niej czegoś więcej. Zachwyca natomiast przyjaźń bohaterów. Rozczula, bo w dzisiejszych czasach ciężko taką znaleźć. I to jest największy plus tej książki. Przyjaźń do samego końca.

Moja ocena: 4-


2012-05-08

O człowieku, który chciał być szczęśliwy, Laurent Gounelle

Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się czegoś szczególnego. Pożyczyła mi ją, moja droga Dorotka, zachęciła. Zignorowałam czerwony napis na pierwszej stronie okładki, mówiący o tym, że książka, którą trzymam w rękach "uczyni dla Was więcej niż niejeden poradnik psychologiczny!". Poradników zazwyczaj nie czytuję, nie lubię po prostu. Wolę sama wyciągać ze swoich doświadczeń wnioski. (empirystka ze mnie niemalże :D) Zaparłam się jednak, przeczytałam i... uległam dziwnemu deja vu. Książka dziwnie przypomina mi "Jedz, módl się, kochaj" (gwoli wyjaśnienie, oglądałam tylko film, książki jeszcze nie czytałam)


Laurent Gounelle – francuski pisarz i specjalista w dziedzinie rozwoju osobistego. Autor książki "O człowieku, który chciał być szczęśliwy".

Tłumaczenie: Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak
Tytuł oryginału: L'homme qui voulait être heureux
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: listopad 2010
ISBN: 978-83-247-1436-0
Liczba stron: 176

Akcja książki "O człowieku, który chciał być szczęśliwy" w głównej mierze rozgrywa się na wyspie Bali. Główny bohater Julian, podczas swoich wakacji spotyka sławnego uzdrowiciela, który, jak się okazuje później nie tylko leczy ciała, ale także dusze. Julian, jako nauczyciel, z pewnym sceptycyzmem podchodzi do nauk mistrza Samtyanga. Szybko, odkrywa jednak, jak zbawienne działanie mają rozmowy z mędrcem. Życie Juliana stopniowo zaczyna się zmieniać. On się zmienia, w zaledwie kilka dni, zaczyna odkrywać kim jest i czego pragnie w życiu. Wszakże mistrz postawił wielce zatrważającą diagnozę:
"(...) - Jest pan nieszczęśliwym człowiekiem"  
(str. 15)

Julian zdaje sobie sprawę, że kiedyś owe spotkania muszą dobiec końca. I dobiegają, ale on sam zdaje się być na nowo "zdrowy". Zaczyna żyć na nowo.

W tej książce, tak naprawdę nie liczy się fabuła. Liczą się prawdy życiowe, które są poruszane i przekazywane, czy to z ust mistrza, czy samego Juliana. Każde zdanie jest nacechowane dobrem czytelnika. Autor chce za wszelką cenę otworzyć oczy czytającemu, w pewien sposób (terapeutyczny?) pomóc mu w pokonaniu własnych słabości. Skłonić do refleksji nad własnym życiem.

Powiem szczerze, że kilka ujęć z życia Bali (m.in. wyprawa na plażę w czasie wykluwania się małych żółwi morskich!) urzekły mnie znacznie bardziej, niż cała ta, skrupulatnie opisana fabuła- właściwie dialog, między dwoma mężczyznami. Książka nie zachwyciła, może nie dała mi też zbyt wiele do myślenia, ale była to jedna z tych lektur, które od dawna chciałam przeczytać i, która sprawiła mi przyjemność. Nie da się ukryć, że była to sympatyczna lektura. Zaskoczyła mnie pozytywnie.

Moja ocena: 4-

Dziękuję, jeszcze raz za pożyczkę mojej Dorotce! :)

2012-04-10

Niepewne dni, Philippe Besson

Od liceum fascynowała mnie postać Artura Rimbauda, poety-ekscentryka, który swoimi wierszami wzbudzał jednocześnie zachwyt, ale i obrzydzenie. Historia opowiedziana w "Niepewnych dniach" z perspektywy siostry poety daje nam całkowicie inny obraz: poety-człowieka. Człowieka, który, tak jak każdy z nas błądzi i za swoje pomyłki i nietrafne decyzje musi zapłacić... Fikcyjny pamiętnik Isabelle staje się swoistym pomnikiem ku czci człowieka, nie poety.

Philippe Besson (ur. 26 stycznia 1967 w Barbezieux-Saint-Hilaire) – francuski pisarz i krytyk literacki, wcześniej również prezenter telewizyjny. Z wykształcenia prawnik.

Ukończył wydział prawa w École supérieure de commerce w Rouen, od 1989 zamieszkał w Paryżu gdzie początkowo pracował jako prawnik i nauczał prawa pracy. Przez sześć lat pracował z Laurence Parisot pełniąc funkcję szefa działu personalnego i sekretarza Francuskiego Instytutu Opinii Publicznej. Pózniej pracował w RZL T-Online France Club Internet.
Jego przygoda z pisarstwem sięga 1999, kiedy to po lekturze wspomnień weteranów wojennych postanowił spróbować pisać beletrystykę. Pierwszą powieścią było „Pod nieobecność mężczyzn”, która została opublikowana w 2001 i nagrodzona Emmanuel-Roblès. Druga powieść „Jego brat” wydana w 2001 była nominowana do Prix Femina i zekranizowana w 2003 przez Patrice Chéreau (film otrzymał nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszego reżysera na Festiwalu Filmowym w Berlinie). W 2002 ukazała się powieść „Jesienia”, za którą Besson otrzymał nagrodę literacką Grand Prix RTL-Lire w 2003. Po sukcesie wydanej w 2003 powieści „Chłopiec z Włoch” (nagrody Prix Goncourt i Prix Médicis) Philippe Besson postanowił poświęcić się wyłącznie pisarstwu. W 2004 ukazała się powieść „Niepewne dni” poświęcona schyłkowi życia Artura Rimbauda.

Tłumaczenie: Anna Trznadel-Szczepanek 
Tytuł oryginału: Les Jours fragiles 
Seria/cykl wydawniczy: Kalejdoskop 
Wydawnictwo: MUZA 
Data wydania: 2005 (data przybliżona) 
ISBN: 9788373197145 
Liczba stron: 160


Pamiętnik Isabelli obejmuje okres od środy 22 maja do soboty 14 listopada 1891 roku. Jest to zapis burzliwych wydarzeń z życia rodziny: chory i kaleki brat, po wielu trudach wraca do rodzinnego domu. Nie jest to jednak spotkanie, które radowałoby wszystkich. Dawne żale nie dają o sobie zapomnieć, a niechęć własnej matki do syna jest aż nader oczywista. Stan Artura ulega ciągłym zmianom. Tylko Isabelle ciągle przy nim czuwa. Czuje, że to jej obowiązek. Pragnie spędzić z bratem jak najwięcej czasu, w końcu w czasie jej młodości nie było jej to dane. I to właśnie ona jest tą osobą, która jest z nim aż do końca...

"Niepewne dni" to fikcja w czystej postaci, poparta naukowymi badaniami. Wszystkie fakty dotyczące Artura są mniej lub bardziej, rzeczywiste. Odczucia Isabelli, jej słowa przejmują człowieka i mrożą krew w żyłach, ale... są jakby wyjęte z kontekstu, niepełne. Czegoś im brakuje, czegoś brakuje tej opowieści. Może realizmu? Brakuje mi opisów miejsc, w których się znajdują. Nie ma klimatu tamtych lat, wieku XIX... i to chyba najbardziej mi przeszkadzało w tej książce. Nie potrafiłam się w nią w pełni wczuć...

Za mało też było dla mnie samego Artura, nastawiłam się, bowiem na więcej faktów z życia tego poety. Niestety dostałam tylko strzępki informacji. Mimo to, dobrze bawiłam się czytają "Niepewne dni", ale nie wiem, czy sięgnę po inne książki tego autora.

Jeżeli kogoś, tak jak mnie fascynuje postać Artura Rimbauda, ta książka dostarczy rozrywki, dzięki całkiem innemu spojrzeniu na postać poety. Pomysł, jak najbardziej trafny- niestety, nie do końca wykorzystany.

Moja ocena: 4-

2012-03-02

Koniec gry, Anna Onichimowska

Sięgając po tą cieniutką powieść nie miałam żadnych wyobrażeń, postanowiłam nie zaglądać do żadnych Waszych recenzji (oczywiście nie zawsze mi się to udawało :D), ani wyrabiać sobie zdania przed przeczytaniem. Wielkie było moje zatem zdziwienie, gdy odkrywałam kolejne losy Alka i osób z jego otoczenia...

Anna Onichimowska (ur. w Warszawie) - poetka, prozaik, dramatopisarka, autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych oraz scenariuszy radiowych, telewizyjnych i filmowych, w latach 1995 - 2003 przewodnicząca polskiej sekcji IBBY (International Board on Books for Young People), obecnie członek zarządu.

Wydawnictwo: Znak emotikon
Data wydania: styczeń 2012
ISBN: 978-83-240-1752-2
Liczba stron: 208

Śmierć brata-bliźniaka skłania Alka do zanurzenia się we wspomnienia i cała historia opowiedziana w powieści Anny Onichimowskiej, to dziwnie nie-nostalgiczna retrospekcja. Alek, nastolatek mieszkający w małej miejscowości pod Warszawą jest tuż przed maturą. Zrządzeniem losu musi szybciej dorosnąć niż przypuszczał. Konflikty, odnajdywanie własnego "ja" i popełnianie błędów- tym nacechowane jest życie Alka. 

"Koniec gry" jest to opowieść o drodze, którą każdy z nas musi przejść, by odnaleźć własne miejsce, własny czas, ale przede wszystkim o dojrzewaniu do podjęcia pewnych decyzji, o stawieniu czoła prawdzie. Nie jest to tylko historia nastolatka- geja szukającego akceptacji i własnego celu w życiu, ale również o nietolerancji, zaściankowości polskiej. O tym, że inność budzi niczym nie uzasadniony strach i o tym, jak bardzo mogą skrzywdzić nas najbliżsi...

Powieść czyta się nadzwyczaj łatwo i przyjemnie, mimo że porusza dość delikatny temat. Jedynym minusem może być niedopasowanie fabuły, czy raczej jej elementów do świata, jaki miała imitować: przykładowo, modny facebook oprócz "lubię to!" posiada w powieści znacznik "nie lubię tego!". Zdarzają się takie drobne potknięcia, ale one, w gruncie rzeczy nie wpływają na odbiór powieści.

Moja ocena: 4-

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję!

2012-01-13

Koralina, Neil Gaiman

Z tą książką miałam problem- za bardzo porównywałam ją do filmu (po raz kolejny obejrzałam film na podstawie książki i dopiero po fakcie dowiedziałam się o tym :| ) I niestety, ze smutkiem muszę napisać, że moje pierwsze spotkanie z Neilem Gaimanem uznaję za średnio udane. Film animowany był zdecydowanie lepszy.


Neil Gaiman to angielski pisarz, scenarzysta i redaktor, autor licznych powieści, opowiadań i komiksów fantasy, science fiction i grozy. W "Dictionary of Literary Biography" jest wymieniony jako jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy fantasy, urban fantasy i s-f. 

Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Coraline
Seria/Cykl wydawniczy: Andrzej Sapkowski przedstawia
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 2003
ISBN: 8389004348
Liczba stron: 160

Koralina wraz z rodzicami przeprowadza się do dużego i starego domostwa, które zostało podzielone na kilka oddzielnych i samodzielnych mieszkań. Koralina uwielbia eksplorować nowe miejsce, zwłaszcza że jest odosobnione i w sąsiedztwie nie ma w ogóle rówieśników. Nudzi się w deszczowe dni, gdy rodzice wiecznie są pochłonięci pracą w swoich gabinetach i nie mają dla niej czasu. Odwiedza sąsiadów i narzeka. Podczas jednych z takich wypraw badawczych odkrywa tajemnicze drzwi w jednej ze ścian. I gdy przechodzi przez te drzwi trafia do całkiem innego świata, gdzie nic nigdy nie bywa takie, jakie na pierwszy rzut oka się wydaje...

Nie jest to, według mnie książka dla najmłodszych czytelników. Ma za zadanie przerażać. Mnie osobiście nie przeraziła. Film przeraził mnie znacznie bardziej. Klimat książki jest jednak mocno wyczuwalny, oszczędny i prosty sposób opisów, zarówno postaci jak i otoczenia, sprawia, że książeczkę czyta się szybko i przyjemnie. Umiliła mi kilka godzin, choć, jak już wcześniej wspomniałam, nie zachwyciła mnie. Zabrakło mi kilku stron, kilku wątków, które były w filmie i, które doskonale uzupełniały fabułę powieści. W każdym bądź razie urzekł mnie świat przedstawiony, głównej bohaterki nie da się nie lubić, a ilustracje zamieszczone w książce dodają tylko smaczku.

Jedna z ilustracji znajdujących się w książce.
Może źle oceniać książkę porównując ją do filmu, ale nic nie poradzę, że takie porównania narzucały mi się podczas czytania. Może następnym razem zastanowię się i sprawdzę w źródłach (na filmwebie :P), czy dany film, który mam zamiar obejrzeć nie jest przypadkiem adaptacją :D

Kadr z filmu animowanego na podstawie książki, gorąco polecam! :)

Nie mam zamiaru poprzestać na jednej książce tego autora i mam nadzieję, że następny wybór będzie znacznie lepszy :)

Moja ocena: 4-

2011-09-18

Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway

Zawsze chciałam przeczytać tą książkę, jest jedną z ulubionych mojego ojca. Znalazłam ją, podniszczoną z pożółkłymi kartkami w rodzinnej biblioteczce i postanowiłam zagłębić się w ten całkiem odmienny świat...
Było ciężko dobrnąć do końca, to muszę przyznać od razu. Wiem, jednak za co się ją ceni i dlaczego autor dostał za nią Nobla w roku 1954.


Ernest Hemingway - pisarz amerykański, prozaik. Został laureatem Nagrody Pulitzera za opowiadanie "Stary człowiek i morze" w 1953 roku oraz Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w roku 1954. Miał pięcioro rodzeństwa: cztery siostry i brata. Jego mottem przewodnim było "Należy dobrze walczyć, nawet w przegranej sprawie." Popełnił samobójstwo strzelając sobie w usta z dubeltówki. Są dwie tezy odnośnie do przyczyny tego zachowania: pierwsza - że chciał sam decydować o swoim losie i sam wybrać moment, kiedy to pożegna się z tym światem, natomiast druga - że osiągnął już wszystko, co mógł w życiu osiągnąć (był bogaty, sławny i szczęśliwy), więc mogłoby mu się przydarzyć już tylko nieszczęście, czego chciał uniknąć. Życie uważał za grę, którą wygrał i w odpowiednim momencie zakończył.



Tłumaczenie: Bronisław Zieliński
Tytuł oryginału: The Old Man and the Sea
Wydawnictwo: Iskry
Data wydania: 1987 (data przybliżona)
ISBN: 83-207-0885-0
Liczba stron: 72

"Stary człowiek i morze" to historia pełna tragizmu, ale i woli walki wobec przeciwności losu. Santiago jest  starym rybakiem, który codziennie wypływa swoją stara łodzią na morze. Codziennie ma nadzieję, że uda mu się złowić wystarczająco dużo ryb, by mógł wyżyć kilka dni. Niestety ostatnimi czasy ma pecha- co wieczór wraca z pustymi rękami. Chłopiec, który kocha go jak własnego ojca często mu pomaga, przynosi kawę i coś do jedzenia i dba o niego, bo wie, że Santiago nie ma nikogo, kto mógłby się nim zająć. Pewnego dnia, stary rybak wypływa na morze, udaje mu się złowić największą rybę jaką widział na oczy (wielkością przekracza wielkość jego poczciwej, starej łódki), ta jednak nie chce się poddać i walczy zawzięcie. Rybak spędza na morzu wiele godzin, wyczerpany, głodny i spragniony... ma wciąż nadzieję. I wolę walki.

Książkę czytało mi się dosyć ciężko, nie wciągnęła mnie aż tak bardzo, jak chciałabym. Umiem dostrzec w niej jednak głębię, która mnie oczarowała. Upór Santiago mnie wzruszył. Walczył o ideały i swoje życie do końca. Upór godny polecenia, zwłaszcza w dzisiejszych, pełnych niezdecydowania i zmienności czasach. Nigdy jeszcze nie czytałam książki o rybaku- poszerzyła mi troszkę horyzonty, zwłaszcza, że morze i nadmorskie rejony zawsze mnie fascynują i są moim drugim domem. 

Nie powinno się jej czytać na siłę, trzeba do niej dojrzeć.

Moja ocena: 4-

2011-01-22

Wiosna i demony, Krzysztof Karasek

Witajcie kochani w kolejnym mroźnym i zaśnieżonym dniu! :)
Kolejną powieścią, jaką chcę Wam przedstawić jest powieść autorstwa Krzysztofa Karaska, o którym wcześniej w ogóle nie słyszałam. Powieść znalazłam ukrytą w zakamarkach rodzinnej biblioteczki- prezent od znajomej dla mojej mamy. Zanim jednak przystąpię do opisywania wyżej wymienionej powieści, kilka słów o autorze, który do niedawna był dla mnie tajemnicą.
Krzysztof Karasek (ur. 19 lutego 1937 r. w Warszawie) - polski poeta, eseista oraz krytyk literacki.
Studiował na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie oraz na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Debiutował w 1966 r. na łamach miesięcznika "Poezja" jako poeta. W latach 1967-1971 był członkiem zespołu redakcyjnego czasopisma "Orientacje". W latach 1972-1978 pracował w miesięczniku "Nowy Wyraz'', zaś w latach 1983-1993 w miesięczniku "Literatura". Uważany za jednego z wybitniejszych poetów "pokolenia Nowej Fali".
 "Bohaterem powieści jest młody człowiek poszukujący własnej tożsamości. Akcja książki rozgrywa się w Warszawie, warstwa osobistych perypetii bohatera nakłada się na pejzaż miasta, który ukazany jest w nagłych załamaniach i fragmentach jak na kubistycznym obrazie. Bohater dąży do poznania prawdy o sobie samym, która umożliwiłaby mu odnalezienie celu i sensu życia. A również wypracowanie postawy wobec wielu zjawisk otaczającej i przerastającej go rzeczywistości.", notka stąd.

Powieść mnie porwała i poniosła w szare odmęty warszawskich uliczek, studenckich suto zakrapianych imprez, spotkań młodych polskich twórców i wszelakich rozmów. W tej powieści życie młodego studenta łączy się ze śmiercią, miłością i poezją. Niekiedy rzeczywistość plącze się z fantazyjnymi wymysłami autora, w tym ostatnie z "opowiadań". Przerażająca a jednocześnie wzruszająca. 
Nie potrafię się jednoznacznie się do  niej odnieść. To jest jedna z tych powieści, które sprawiają, że mam gęsią skórkę. Klimat powieści pochłania, przesycony jest dziwnym zimnem...
Wszystko to sprawia się, że czyta się ją jakby się słuchało opowieści mrożącej krew w żyłach - choć nie cała powieść jest taka, są momenty pełne uśmiechu.
Polecam zatem! :)
Moja ocena: 4-

2010-12-28

Zmierzch, Stephenie Meyer

To było moje drugie podejście. Za pierwszym razem odstawiłam książkę, zasypiałam nad nią- może to był zły czas i złe miejsce na czytanie takich powieści? Sama nie wiem. Zabrałam się za nią po raz drugi, bo nie lubię zostawiać niedokończonych powieści. Miałam nadzieję, że nie zasnę nad nią po raz kolejny i... się nie myliłam.
Zanim jednak napiszę o tej powieści, kilka słów o autorce:
Stephenie Meyer (ur. 24 grudnia 1973 w Hartford) - amerykańska pisarka. Autorka powieści Intruz i cyklu Zmierzch, składającego się z czterech części.
Meyer mówi, że pomysł na napisanie książki Zmierzchu przyszedł jej do głowy 2 czerwca 2003 roku. Wtedy zapisała swój sen, który stał się potem 13. rozdziałem książki. Po napisaniu i poprawieniu powieści, podpisała umowę na trzy książki ze spółką Little, Brown and Company, na 750 tys. dolarów. Sequel Zmierzchu, książka pt. Księżyc w nowiu, pojawiła się w wielu księgarniach w Ameryce Północnej w sierpniu 2006 roku. Trzecia książka z serii, Zaćmienie została wydana w Stanach Zjednoczonych 7 sierpnia 2007 roku, a czwarty czyli ostatni tom Przed świtem trafił do czytelników 2 sierpnia 2008 roku. Stephenie jest wielką fanką zespołu Muse. Wyznała fanom, że koncert, który odbywa się w trzeciej części sagi to właśnie koncert tego zespołu i, że niektórzy z głównych bohaterów są ich fanami.


Historia Belli i Edwarta jest powszechnie znana niemalże każdemu, głównie przez ekranizacje :) Nie będę zatem zagłębiać się w fabułę, dodam tylko w telegraficznym skrócie, że to opowieść o miłości wampira do zwykłej nastolatki, usłana cierniami i przeszkodami, którym nasi główni bohaterowie muszą sprostać ;)
Czytając tą powieść musiałam się troszeczkę, miejscami przymuszać do jej czytania- nie wiem, czy to ja się starzeję, czy po prostu ta powieść mi nie odpowiada, a może to wina tłumacza? W każdym bądź razie, powieść ma potencjał, szkoda tylko, że nie został do końca wykorzystany odpowiednio. Powieść czyta się łatwo i przyjemnie, ale mi, osobiście czegoś w niej brakowało- jakiejś takiej iskierki, która rozpaliłaby we mnie chęć poznania dalszych losów bohaterów. Wydaje mi się, że powieść od początku była pisana "pod film", zbyt mało malownicze opisy, zbyt ogólnikowe charakterystyki postaci...
Myślę jednak, że tą powieść powinien przeczytać każdy fan powieści o wampirach, by poznać całkowicie inną historię o tych nocnych łowcach... 

Moja ocena: 4-

A jak Wy oceniacie tą powieść?
Follow