Pamiętam ten dzień jak dziś. Siedziałam w kinie na adaptacji tej książki i cały czas myślałam o tym, jak mogłam przejść obojętnie obok niej, chociaż czytałam tyle recenzji. Film, a właściwie fabuła skradła moje serce, więc musiałam też zaopatrzyć się w wersję papierową, po prostu nie było innego wyjścia. Od tamtego czasu minęło naprawdę sporo miesięcy, a książka jak kurzyła się na półce, tak się kurzyła. Aż do teraz. Zawsze wolę przeczekać boom na wszelkie zjawisko literackie. Lubię sama odkrywać historie. Tym razem jednak żałuję, że najpierw obejrzałam film (choć, tak jak mój przyjaciel Julian, wszelkie adaptacje traktuję jak dowolne interpretacje - zupełnie jak z poezją, każdy widzi inaczej dane strofy, inaczej je rozumie i inaczej wyobraża sobie dane odczucia). Żałuję, że historię tą poznałam poprzez obrazy, smak słowa pisanego osłabł troszkę, w końcu doskonale wiedziałam co będzie się działo po kolei... Niemniej nie żałuję spędzonego czasu nad książką.
Suzanne Collins swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci.Zanim stworzyła bestsellerową powieść "Igrzyska śmierci" będącą pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, napisała pięcioczęściowy cykle kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary.
Rozpoczynając przygodę z Panem i bohaterami powieści, tak naprawdę nie wiedziałam czego spodziewać się po języku powieści. Wiedziałam, że będzie to prosty język, by jak najlepiej dotrzeć do czytelników, język na tyle obrazowy i mocny, który pobudził wyobraźnię tysięcy czytelników na całym świecie. Język, który potrafił współgrać z wydarzeniami i oddać charakter postaci. Zdziwiło mnie jednak to, że pomimo lekkiej (pozornie) formy i pierwszoosobowej narracji, książkę czytało mi się dosyć topornie. Nie wiem czy to wina tłumacza, czy po prostu mój odwyk książkowy padł mi na głowę już całkowicie... Nie potrafiłam oderwać się od książki, więc czemu tak ciężko mi się ją czytało?
Panem, kraj powstały po zagładzie globalnej, która niemal doszczętnie zniszczyła dobrze znany nam obecnie świat. Rządzony przez okrutne władze, które nie cofnął się przed niczym, by osiągnąć to, czego pragnął najbardziej - zachowania w nienaruszonym stanie luksusów stolicy państwa, Kapitolu i niewolniczej pracy w Dystryktach, niemalże całkowicie odciętych od świata. Na pamiątkę buntu, który wybuchł niosąc ze sobą nadzieję, ale i rozlew krwi, co roku urządzane są Igrzyska Głodowe. Z każdego z dwunastu Dystryktów wybierane są dwie osoby, chłopak i dziewczyna w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Katniss poznajemy w dniu losowania, kiedy to zgłasza się na wolontariuszkę w zamian za swoją siostrę Prim. Od tamtej pory los dziewczyny złożony zostaje na karb jej własnych umiejętności, które doskonalić ma pod okiem swoich opiekunów- Haymitcha (jednego ze zwycięzców Igrzysk z Dystryktu 12) oraz wyznaczonej z Kapitolu opiekunki, Effie. Razem z nią na arenę, gdzie rozpocznie się bój na śmierć i życie trafia Peeta, chłopak, który niegdyś okazał Katniss życzliwość i dobre serce.
Brutalność świata przedstawionego przeszywa. Rozrywka dostarczana mieszkańcom Kapitolu jest barbarzyńska, brutalna, pozbawiona jakiegokolwiek sensu... ale przecież historia ludzkości wypełniona jest takimi aktami bezsensownej przemocy i śmiercią niewinnych osób.
Trzymająca w napięciu wartka akcja nie nudzi. Wręcz przeciwnie, sprawia, że nie ma się ochoty odkładać ją nawet na chwilę. Świetnie wyważony klimat powieści, nie nazbyt patetyczny, powiedziałabym nawet, że bardzo realistyczny. Uczucia bohaterów ukazane w mistrzowski, ciekawy, nie sztampowy sposób, poprzez ich charaktery.
"Igrzyska Śmierci" są opowieścią o utracie niewinności, o odwadze, którą w razie najwyższego zagrożenia, potrafi z siebie wykrzesać człowiek. O sile przyjaźni i miłości przewyższającej strach przed śmiercią. O próbie odzyskania nadziei na lepsze życie. O ponurej rzeczywistości w Dystryktach, biedzie i głodzie tak kontrastującej z przepychem Kapitolu - czyżby metaforą ładu, jaki i w naszej rzeczywistości możemy zauważyć?
Mądra, niosąca ze sobą wiele refleksji książka. Nie tylko dla młodzieży. Wryła się w moją świadomość bardzo głęboko. I może nie przyniosła nic nadzwyczaj odkrywczego, przeszyła swoim okrucieństwem. Wzruszyła i dotknęła mojej duszy. Po skończeniu, przez dłuższą chwilę milczałam. Sugestywna historia splotła się z moimi myślami i snami. Nie potrafiłam przestać o niej myśleć. Uzależnia, ostrzegam.
Polecam.
