Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 256 stron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 256 stron. Pokaż wszystkie posty

2015-06-26

Zapiski nosorożca, Łukasz Orbitowski

Dziki afrykański ląd od wieków nęci podróżników. Fascynuje pisarzy i poetów. Inspiruje twórców, czy to filmowych czy projektantów wszelkiej maści. Zdaje się, że dzikość i egzotyka tego kontynentu, przenika człowieka, zasiewa w nim ziarno zainteresowania i narkotyzuje. Człowiek, który raz odwiedził Czarny Ląd wiecznie będzie pragnął wrócić tam, choć na chwilę. "Zapiski nosorożca..." to nietypowa relacja z podróży. Relacja, którą sam autor nazywa: 

"(...) długą pocztówką od faceta, który pojechał na krótkie wakacje."

2014-03-17

Pejzaż w kolorze sepii, Kazuo Ishiguro

Są książki, które pozostawiają w nas samych ślad. Rzeźbią pokręconą dróżkę do naszego serca, by wniknąć w nie i pozostać z nami na zawsze. Są też książki, które zmieniają nasz sposób myślenia, widzenia otaczającej nas rzeczywistości. Nie piszę niczego odkrywczego, zdaję sobie z tego sprawę. A mimo to nadal jestem zaskoczona, jak napotykam na jedną z nich, o choćby minimalnym zakresie takiego oddziaływania na moją duszę, tak jak "Pejzaż w kolorze sepii" oddziaływał na mnie. 
Kazuo Ishiguro, powieściopisarz angielski. Urodzony w Japonii, od 1969 roku osiedlony w Anglii, odebrał brytyjskie wykształcenie i wniósł w angielską kulturę literacką własne dziedzictwo kulturowe, stając się - obok Rushdiego - najwyżej cenionym spośród "newcomers" pisarzy przybyłych z innych stron świata i innych kultur i współtworzących nową literaturę angielską. 
Etsuko prześladuje wizja samobójstwa najstarszej córki. Z młodszą nie może nawiązać nici porozumienia. Mijają się, nie rozumieją. Samotna, mieszkająca w Anglii Etsuko co chwilę powraca do pewnego, upalnego lata, tuż po zakończeniu II wojny światowej. Do Nagasaki, gdzie ona i jej przyjaciele chcieli odnaleźć swoje miejsce na ziemi, zasiedlając zniszczone połacie terenu. Powraca pamięcią również do przyjaźni z bardzo kontrowersyjną w zachowaniu i obyciu, Sachiko. Wspomnienia stają się na tyle silne, że Etsuko powoli zatraca jawę ze snem. 

Tłumaczenie: Krzysztof Filip Rudolf
Tytuł oryginału: Pale View of Hills
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 20 listopada 2009
ISBN: 978-83-7359-880-5
Liczba stron: 256
Zacierające się granice między jawą a snem, nadają książce trochę nierealny kształt. "Pejzaż..." czyta się bowiem, jakby słuchało się długiej opowieści, siedząc na babcinych kolanach. Opowieści o zamierzchłych czasach, o dobrobycie, którego dzisiaj nie znamy. O relacjach międzyludzkich dzisiaj nam obcych. Ishiguro ma niesamowitą moc tworzenia plastycznego obrazu. Nawet teraz, po dłuższym czasie, potrafię w pamięci odtworzyć obrazy, które malowały mi się przed oczyma wyobraźni, kiedy czytałam tę książkę, ciemną, zrujnowaną chatę Sachiko tuż nieopodal rwącej, miejscami rzeki. Jej niesforną córkę uciekającą z domu i bawiącą się z małymi kociakami. Samą Etsuko z wielkim brzuchem, noszącą w swoim łonie pierwszą córkę. Starannie wykonane szachy, którymi zajmowali sobie czas mężczyźni w życiu Etsuko, zanim wszystko się zmieniło: mąż i teść. 

Plastyka obrazów to nie jedyna zaleta tej książki. Ishiguro jest również niezwykłym kreatorem i obserwatorem ludzkich charakterów. Jego postaci żyją, naprawdę żyją na kartach powieści i stają się nam bliscy, bo są tak bardzo realni. Wzbudzają sympatię, potrafią rozczarować i podejmować niespodziewane decyzje.

"Pejzaż w kolorze sepii" to powieść, która wpoiła we mnie lekki smutek. Nie zasmuciła mnie historia samobójstwa najstarszej córki Etsuko, ale jej samotność. Przypomniała mi ona artykuł, który jakiś czas temu został przytoczony na którymś z blogów, artykuł o starości. O byciu niepotrzebnym, zbędnym dla młodych ludzi, dla własnych dzieci. 

Książka ta jest, według mnie książką o konflikcie pokoleń, o niezrozumieniu siebie nawzajem, o ostrych granicach oddzielających jedne od drugich, o nie możności odnalezienia dialogu. 

Jest to również historia wspomnień. Wspomnień wiecznie żywych, palących, wzbudzających w dalszym ciągu emocje. Wpływających na nas decyzji, zdarzeń.

Godna polecenia, a pomyśleć, że to debiut tego autora :)

2012-11-09

Skrzydła nad Delft, Aubrey Flegg

Czasem macie tak, że jakaś jedna książka już od pierwszych stron zamienia się w jedną z Waszych ulubionych książek? Czy, kiedykolwiek mieliście poczucie, że ta książka doskonale wpasowała się w miejsce i czas, w którym się znaleźliście? "Skrzydła nad Delft" może nie do końca są właśnie taką książką, ale doskonale umiliły mi dziewięciogodzinną podróż pociągiem i sprawiły, że zapomniałam o upływającym czasie. 

Aubrey Flegg urodził się w Dublinie, wczesne dzieciństwo spędził na farmie w hrabstwie Sligo, później przeniósł się na jakiś czas do Anglii, by kontynuować naukę. Przez kilka lat przebywał też w Kenii, prowadząc badania naukowe.

Obecnie razem z żoną mieszka w swoim rodzinnym mieście, a wcześniejszą emeryturę
wykorzystuje na realizację pisarskich pasji.  "Skrzydła nad Delft" to pierwsza część trylogii o losach Louise i jej portretu.
Sięgając po tę książkę miałam głównie na uwadze jej tematykę, bowiem, już za czasów licealnych (i czasów, kiedy po raz pierwszy przeczytałam i obejrzałam "Dziewczynę z perłą") zaintrygowała mnie historia XV-XVII wiecznej Holandii. Lubowałam się w książkach, które opowiadały o tamtym okresie i tamtym regionie, ale wciąż jest ich niewiele w naszym kraju. Dlatego też, gdy tylko dowiedziałam się, że na polski rynek wchodzą "Skrzydła nad Delft" uśmiech nie schodził mi z ust. A czas pokazał, że ta tematyka potrafi zafascynować mnie na nowo...


Tłumaczenie: Krzysztof Mazurek
Tytuł oryginału: Wings Over Delft
Wydawnictwo: Esprit
Data wydania: maj 2012
ISBN: 978-83-61989-82-0
Liczba stron: 256
Louise Eeden jest córką znanego i cenionego w całym kraju wytwórcy porcelany. Kiedy ojciec zleca słynnemu malarzowi Haitinkowi namalowanie portretu córki, nikt nie spodziewa się, że w konsekwencji, portret ten stanie się źródłem mnogich emocji i zdarzeń. Louise staje przed trudnym wyborem, poświęcić się dla dobra rodzinnych interesów, czy znaleźć ukojenie idąc drogą, którą wyznacza jej serce? Sprawy się komplikują, rozwiązanie staje się coraz bardziej trudne... 


"Skrzydła nad Delft" to nie tylko powieść o pracy przy tworzeniu portretu, o pracy w XVII'wiecznej pracowni malarskiej, co oczywiście jest naprawdę ciekawe (zawsze ciekawił mnie proces twórczy). Nie jest to też historia sama w sobie o XVII'wiecznej Holandii, czy mieście holenderskim z tego okresu. To wszystko to niesamowita otoczka, która wzbogaca fabułę. Książka ta jest tak naprawdę o miłości. Miłości, która objawia się w stosunku do wielu osób, do ojca, do matki głównej bohaterki, do niani... aż w końcu do czeladnika, który pokazał jej całkiem inny świat. Jest to również historia o zawiści i nietolerancji religijnej, która w tamtym okresie nadal była na porządku dziennym.

Autor doskonale ubrał słowa w zdania, język jego jest stosunkowo prosty, dzięki czemu książkę czyta się jednym tchem. Plastyczność opisów, dodatkowo wzbogaca fabułę, a barwne postacie, żywe dialogi sprawiają, że przez chwilę nie czyta się książki, tylko się ją ogląda- zupełnie, jakby stało się z boku i przyglądało scenie. Fascynujące, ile w tej troszkę ponad dwustu stronicowej książce emocji, zdarzeń i piękna. 

Należy jednak pamiętać, że to jest fikcja literacka. Część nazwisk, które znajdują się w książce, to nazwiska autentyczne, które autor wykorzystał, by nadać powieści znacznie głębszego i rzeczywistego wymiaru. Miejsca opisane w książce również istnieją, choć nie wszystkie. O tym, zresztą sam autor pisze i wcale nie zuboża to odczuć, czy doznań literackich.

Naprawdę dobry kawałek prozy, z pasją- dokładnie taki, jaki lubię najbardziej.



Moja ocena: 4+


Za egzemplarz serdecznie dziękuję!

2012-05-29

Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji, Sean Hepburn Ferrer

Sięgając po tę książkę, tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy z czym będę mieć do czynienia. Wydawało mi się jednak, że sięgając po nią, wniknę w historię i dojrzę w niej autentyczność - w końcu, sam syn Audrey ją stworzył... Nie wiem czego oczekiwałam. Na pewno nie tego...
Sean Hepburn Ferrer jest synem Audrey Hepburn i Mela Ferrera. Wychowany w Europie, mówi płynnie po francusku, angielsku, włosku, hiszpańsku i portugalsku. Jego życie zawodowe jest związane z filmem- produkcją, postprodukcją i marketingiem. Po śmierci matki, kontynuując jej dzieło, założył fundację Audrey Hepburn Children's Fund, która pomaga potrzebującym dzieciom z całego świata. 

Biorąc udział w blogowej zabawie 30 dni z książką miałam trudność z napisaniem, która książka wzruszyła mnie najbardziej... gdybym miała ten dzień opisywać dzisiaj- bez wahania podałabym tytuł biografii Audrey Hepburn...
Jest coś takiego w tej książce, co poruszyło we mnie każdą komórce w tkance. Jest to historia Audrey K. Heburn, nie ikony kina, tylko kobiety, matki, która porzuciwszy piętno sławy oddała się swoim synom z troską i miłością. Zachwycała mnie od niepamiętnych czasów, ale dopiero po przeczytaniu tej książki zrozumiałam kim naprawdę była. Autentyczność słów Seana potwierdzają liczne zdjęcia z rodzinnego albumu (ale i nie tylko!) i, np. przemówienie Audrey, które wygłosiła do pracowników ONZ, z okazji powołania Jednoprocentowego Funduszu Rozwojowego.
Było w tym przemówieniu tak wiele z niej samej... łzy same zakręciły się w oczach. Audrey Hepburn- od zawsze i na zawsze ikona kina, dla mnie, od dzisiaj KOBIETA, która niosła pomoc najbardziej potrzebującym. Kobieta, która ze spokojem i miłością patrzyła na głód, biedę... z rosnącą nadzieją patrzyła na świat. Wojowniczka w imię lepszego jutra- nie, to nie są żadne hasła propagandowe, tak Audrey, a właściwie pamięć o niej i jej wizerunek, pozostanie w moim sercu na zawsze. 

Tłumaczenie: Witold Nowakowski
Tytuł oryginału: Audrey Hepburn. An Elegant Spirit.
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2005 
ISBN: 9788373593060
Liczba stron: 256


"Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji" zawiera wspomnienia (życiorysem czy biografią bym tego raczej nie nazwała) o zmarłej matce. Sean w każdy rozdział wplata odrębną historię związaną ze swoją matką. Począwszy od jej najmłodszych lat, kiedy to przeżyła II wojnę światową w okupowanej Holandii, po dzień kiedy pierwszy raz wystąpiła na Broadway'u, czy dzień kiedy pierwszy raz wyjechała z misją UNICEF'u do Etiopii. Każdy z rozdziałów niesie w sobie ładunek emocjonalny, co również daje wrażenie autentyczności. Audrey, jaką widzimy w tej książce, to istota niezwykle krucha i skromna. Doceniająca każdą chwilę i próbująca robić 'coś więcej', coś co może pomóc.

Najbardziej wzruszające fragmenty to, te stanowiące zapis ostatnich dni Audrey na tym świecie. Poraziły mnie, muszę przyznać i sprawiły, że na chwilę zatrzymałam się, pełna zadumy. Żyjemy całe nasze życie, ale ile tak naprawdę po nas zostanie? Rozmyślałam też dużo na temat pomocy krajom Trzeciego Świata- czy wiedzieliście, że wystarczy jeden procent (a nawet pół!) rocznego przychodu krajów uprzemysłowionych, by odbudować gospodarkę krajów takich, jak Somalia czy Etiopia? Tylko jeden procent, a zniknąłby głód i ubóstwo... Czemu zatem nikt nic nie robi? Książka ta dała mi wiele do myślenia,  nie tylko na temat samej Audrey, jak widać. 

Mądrze opowiedziane historie, zwłaszcza o moich idolach, to to, co lubię najbardziej. Z całego serduszka polecam, nie tylko osobom, które Audrey uwielbiają (jak ja :D), ale także innym. Przesłanie, które ze sobą niesie, dotyczy nas wszystkich. 

"(...) Mówię w imieniu tych dzieci, które same nie mogą zabrać głosu; dzieci, które nie mają absolutnie nic, poza odwagą, uśmiechem, rozumem i marzeniami..."

Moja ocena: 5

PS Zdjęcia, które tu widzicie, pochodzą z książki. Zdjęcia zdjęć zrobiłam sama.

2010-05-12

Wampir Vittorio, Anne Rice

Skończyłam czytać tą powieść dosłownie przed minutką i doszłam do wniosku, że muszę ją tutaj opisać, by wszystkie wrażenia/spostrzeżenia i emocje nie uleciały ze mnie w trackie snu. Tak więc macie/będziecie mieć przed sobą 'gorącą' relację z przeczytanej, kolejnej już z serii "Nowe Kroniki Wampirów", autorstwa niesamowitej Anne Rice (szkoda tylko,że nie założyłam tego bloga wcześniej, by móc opisać innej jej powieści, które również bardzo lubię!). Za nim jednak przejdę do sedna sprawy, krótka notka biograficzna o samej autorce :)
***
Anne Rice (ur. 4 października 1941 w Nowym Orleanie jako Howard Allen O'Brien) - autorka głównie literatury grozy. Druga córka Irlandczyków, Katherine i Howarda O'Brien. Autorka bestsellerowego cyklu Kroniki wampirów, który wywarł duży wpływ na subkulturę gotycką. Pisała także pod pseudonimami Anne Rampling oraz A.N. Roquelaure. Żona poety i malarza Stana Rice'a, matka pisarza Christophera Rice'a.
***
"Wampir Vittoro", opowiada historię młodego, szesnastoletniego zaledwie chłopca, żyjącego w XV-wiecznej Italii, zafascynowanego obrazami malarzy z Florencji dotkniętych, jak żaden jeszcze bohater powieści Anne Rice. Vittorio został wystawiony na trudną próbę, owładnięty rządzą zemsty na 'demonach', które bezceremonialnie wtargnęły do potężnego zamku jego ojca i wyrżnęły w pień wszystkich jego mieszkańców, pozostawiając tylko jego przy życiu. Demoniczna piękność, Ursula opęta jednak jego młodzieńcze serce, jej obraz podążał za nim wszędzie. Cóż biedny, młody Vittorio ma zrobić? Zaufać zranionej duszy i dumie, która nakazuje mu pomścić swego ojca, matkę rodzeństwo, których głowy tulił po niesamowitej rzezi, której był świadkiem, czy dziwnym porywom serca, które pożąda i łaknie bladolicej Ursuli?
Tego dowiecie się już sami. Powieść jest nasycona obrazami wczesnorenesansowych miast włoskich, pełna życia i barw. Niesamowita przygoda pełna zaskakujących momentów, aniołów i przecudnych chrześcijańskich reprodukcji renesansowych mistrzów. Jedynym mankamentem tej powieści może być jej długość- jest stanowczo ZA KRÓTKA! :) I kończy się tak nagle, bez jakiegokolwiek uzasadnienia...
Niemniiej polecam, bo naprawdę warto :)
Moja ocena: solidne 5! :)
Follow