Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 352 strony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 352 strony. Pokaż wszystkie posty

2014-01-15

Igrzyska Śmierci, Suzanne Collins

Pamiętam ten dzień jak dziś. Siedziałam w kinie na adaptacji tej książki i cały czas myślałam o tym, jak mogłam przejść obojętnie obok niej, chociaż czytałam tyle recenzji. Film, a właściwie fabuła skradła moje serce, więc musiałam też zaopatrzyć się w wersję papierową, po prostu nie było innego wyjścia. Od tamtego czasu minęło naprawdę sporo miesięcy, a książka jak kurzyła się na półce, tak się kurzyła. Aż do teraz. Zawsze wolę przeczekać boom na wszelkie zjawisko literackie. Lubię sama odkrywać historie. Tym razem jednak żałuję, że najpierw obejrzałam film (choć, tak jak mój przyjaciel Julian, wszelkie adaptacje traktuję jak dowolne interpretacje - zupełnie jak z poezją, każdy widzi inaczej dane strofy, inaczej je rozumie i inaczej wyobraża sobie dane odczucia). Żałuję, że historię tą poznałam poprzez obrazy, smak słowa pisanego osłabł troszkę, w końcu doskonale wiedziałam co będzie się działo po kolei... Niemniej nie żałuję spędzonego czasu nad książką.

Suzanne Collins swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci.
Zanim stworzyła bestsellerową powieść "Igrzyska śmierci" będącą pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, napisała  pięcioczęściowy cykle kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary.

Rozpoczynając przygodę z Panem i bohaterami powieści, tak naprawdę nie wiedziałam czego spodziewać się po języku powieści. Wiedziałam, że będzie to prosty język, by jak najlepiej dotrzeć do czytelników, język na tyle obrazowy i mocny, który pobudził wyobraźnię tysięcy czytelników na całym świecie. Język, który potrafił współgrać z wydarzeniami i oddać charakter postaci. Zdziwiło mnie jednak to, że pomimo lekkiej (pozornie) formy i pierwszoosobowej narracji, książkę czytało mi się dosyć topornie. Nie wiem czy to wina tłumacza, czy po prostu mój odwyk książkowy padł mi na głowę już całkowicie... Nie potrafiłam oderwać się od książki, więc czemu tak ciężko mi się ją czytało?

Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Tytuł oryginału: The Hunger Games
Seria: Igrzyska Śmierci, tom 1
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 21 marca 2012
ISBN: 9788372786371
Liczba stron: 352

Panem, kraj powstały po zagładzie globalnej, która niemal doszczętnie zniszczyła dobrze znany nam obecnie świat. Rządzony przez okrutne władze, które nie cofnął się przed niczym, by osiągnąć to, czego pragnął najbardziej - zachowania w nienaruszonym stanie luksusów stolicy państwa, Kapitolu i niewolniczej pracy w Dystryktach, niemalże całkowicie odciętych od świata. Na pamiątkę buntu, który wybuchł niosąc ze sobą nadzieję, ale i rozlew krwi, co roku urządzane są Igrzyska Głodowe. Z każdego z dwunastu Dystryktów wybierane są dwie osoby, chłopak i dziewczyna w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Katniss poznajemy w dniu losowania, kiedy to zgłasza się na wolontariuszkę w zamian za swoją siostrę Prim. Od tamtej pory los dziewczyny złożony zostaje na karb jej własnych umiejętności, które doskonalić ma pod okiem swoich opiekunów- Haymitcha (jednego ze zwycięzców Igrzysk z Dystryktu 12) oraz wyznaczonej z Kapitolu opiekunki, Effie. Razem z nią na arenę, gdzie rozpocznie się bój na śmierć i życie trafia Peeta, chłopak, który niegdyś okazał Katniss życzliwość i dobre serce. 

Brutalność świata przedstawionego przeszywa. Rozrywka dostarczana mieszkańcom Kapitolu jest barbarzyńska, brutalna, pozbawiona jakiegokolwiek sensu... ale przecież historia ludzkości wypełniona jest takimi aktami bezsensownej przemocy i śmiercią niewinnych osób. 

Trzymająca w napięciu wartka akcja nie nudzi. Wręcz przeciwnie, sprawia, że nie ma się ochoty odkładać ją nawet na chwilę. Świetnie wyważony klimat powieści, nie nazbyt patetyczny, powiedziałabym nawet, że bardzo realistyczny. Uczucia bohaterów ukazane w mistrzowski, ciekawy, nie sztampowy sposób, poprzez ich charaktery. 

"Igrzyska Śmierci" są opowieścią o utracie niewinności, o odwadze, którą w razie najwyższego zagrożenia, potrafi z siebie wykrzesać człowiek. O sile przyjaźni i miłości przewyższającej strach przed śmiercią. O próbie odzyskania nadziei na lepsze życie. O ponurej rzeczywistości w Dystryktach, biedzie i głodzie tak kontrastującej z przepychem Kapitolu - czyżby metaforą ładu, jaki i w naszej rzeczywistości możemy zauważyć? 

Mądra, niosąca ze sobą wiele refleksji książka. Nie tylko dla młodzieży. Wryła się w moją świadomość bardzo głęboko. I może nie przyniosła nic nadzwyczaj odkrywczego, przeszyła swoim okrucieństwem. Wzruszyła i dotknęła mojej duszy. Po skończeniu, przez dłuższą chwilę milczałam. Sugestywna historia splotła się z moimi myślami i snami. Nie potrafiłam przestać o niej myśleć. Uzależnia, ostrzegam.

Polecam.

2012-05-19

Martwy aż do zmroku, Charlaine Harris

To była jedna z tych książek, które zaliczałam do 'must read' już od jakiegoś czasu. I w końcu nadszedł ten moment- moja Biblioteka Uniwersytecka nigdy mnie nie zawodzi i po zamówieniu egzemplarza, od razu niemalże, zaczęłam czytać. Oderwałam się na chwilę od szarej uczelnianej rzeczywistości, która teraz coraz bardziej daje w kość (został mi ostatni tydzień zajęć, mnóstwo zaliczeń itp.). O tej książce słyszałam już naprawdę wiele, serial oglądałam pobieżnie- wiedziałam z czym się mam zmierzyć, ale nigdy nie pomyślałabym, że będę nią tak zauroczona!


Charlaine Harris (ur. 25 października 1951 roku w Tunica w stanie Missisipi) – bestsellerowa pisarka publikująca od ponad trzydziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów na Rhodes College w Memphis w stanie Tennessee tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Obecnie mieszka w Magnolia w stanie Arkansas ze swoim mężem i trojgiem dzieci.
Do jej najgłośniejszych publikacji należy cykl The Southern Vampire Mysteries opowiadający o Sookie Stackhouse – kelnerce-telepatce z Luizjany, na podstawie którego HBO nakręciło serial Czysta krew (True Blood).


Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Tytuł oryginału: Dead Until Dark
Seria/cykl wydawniczy: Sookie Stackhouse tom 1
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: czerwiec 2004
ISBN: 9788374801416
Liczba stron: 352 

Pierwszy tom z serii o kelnerce-telepatce, Sookie Stackhouse zabiera nas w podróż po poznania tego klimatycznego świata. Dzięki wynalezieniu syntetycznej krwi przez japońskich naukowców, wampiry mogą żyć pośród ludzi. Od tego momentu, Sookie marzy, by spotkać któregoś z martwych. Nie spodziewa się jednak, że spełniając swoje małe marzenie, wplącze się w szereg dziwnych wydarzeń, w tym również w sprawę morderstw młodych dziewczyn, bowiem staje się jedną z następnych ofiar mordercy...

"Martwy aż do zmroku" to książka napisana lekkim stylem, zabawna i wciagająca. Czyta się ją niezwykle szybko i przyjemnie a główna bohaterka daje się lubić z każdą stronicą coraz bardziej. Spodobał mi się świat przedstawiony- świat, który nie jest bez wad. W tym świecie wampiry są mniejszością, ludzie uczą się żyć z nimi, a one żyć pośród ludzi. Dla każdej ze stron taka zmiana jest naprawdę ciężka. I to widać w książce: społeczeństwo jest podzielone, narastają wrogie nastroje...

To jest jedna z tych książek, które rozładowują napięcia, bawią i wzruszają. Nie są, przy tym jednak płytkie i pozbawione swoistej refleksji. Doskonale zbudowana fabuła, mistrzowsko opisane sceny. Uwielbiam takie książki. I wampiry, które są takie, jakie je zapamiętałam z książek Anne Rice- eleganckie, nonszalanckie, zimne...

Wiem, że o tej serii napisano już wiele i moja, skromna recenzja (czy raczej zapis wrażeń) nie wniesie nic nowego... ale mam nadzieję, że Ci, którzy jeszcze nie sięgnęli po tę książkę, to uczynią.

Polecam!

Moja ocena: 5

***
Wybaczcie, że tak rzadko tutaj jestem. Na blogu recenzja miała pojawić się już wieki temu, ale zamieszanie z egzaminami, zaliczeniami i w dodatku moja grypa żołądkowa wszystko pokrzyżowały! :c
Mam nadzieję, że teraz będę miała więcej czasu i na czytanie i na pisanie, i na odwiedzanie Waszych blogów i komentowanie! :)

2010-05-10

Zwycięzca jest sam, Paulo Coelho + Nie mogę się doczekać...kiedy wreszcie pójdę do nieba, Fannie Flagg

Witam Was po weekendzie majowym oraz po tygodniu wszelakich zajęć, którym musiałam sprostać. Na szczęście mój laptop wrócił już z Czech z serwisu gwarancyjnego, pozostaje mi tylko wsiąść w pociąg relacji Wrocław-Suwałki i wybrać się na moje ukochane Mazury i go przywieźć z powrotem ;) W między czasie udało mi się przeczytać dwie powieści, które chętnie Wa tutaj zaprezentuję :)
Zanim jednak to nastąpi, krótka informacja o autorze, pierwszej z nich:
Paulo Coelho (ur. 24 sierpnia 1947 w Rio de Janeiro), zanim w wieku 38 lat zadebiutował jako autor powieści, był autorem sztuk teatralnych, reżyserem teatralnym, hippisem, a także pisał teksty piosenek dla najpopularniejszych w Brazylii gwiazd muzyki pop. Wkrótce potem zajął się dziennikarstwem telewizyjnym i pisaniem scenariuszy dla TV. Wychowany w katolickiej rodzinie, uczeń jezuickiej szkoły w poszukiwaniu swojej drogi duchowej poznał w młodości inne religie, sekty, tajemnicze ugrupowania. Przełomem w jego życiu była odbyta w 1986 pielgrzymka do słynnego hiszpańskiego sanktuarium Santiago de Compostella. "Mistyka tego miejsca wywołała we mnie taki wstrząs, że musiałem to opisać", wspominał po latach. Świadectwem tego przeżycia była opublikowana w 1987 roku książka "Pielgrzymka". Rok później powstał "Alchemik", który po pokonaniu początkowej nieufności wydawców stał się niezwykłym fenomenem wydawniczy i czytelniczym w wielu krajach wiata.
Więcej biografii: tutaj, oraz na Wikipedii: tutaj :)
***

Co do tej powieści mam mieszane uczucia. Zastanawiałam się długo czy ją przeczytać, zważywszy na to,że pożyczyłam ją od Olimpii, której się ona nie podobała. Nie mniej jednak sięgnęła po niej i ze strony na strony wzrastało moje zdziwienie. Już dawno wyrosłam z powieści Coelho- nie wiem w sumie jak mam zdefiniować swoje dziwnie mieszane uczucia do tego autora. Jednak ta powieść jest inna od tych wszystkich, których czytałam tego autora." Jakby to nie on ją napisał", jak to określiła Olimpia- zgadzam się w 100 %. Może to przez tłumaczenie,ale jakoś ta powieś jest żywsza, bardziej rzeczywista i mniej 'muląca', od poprzednich. Opowiada o świecie celebrytów, którego żadni z nas nie znają. Tą powieść czyta się szybko i, o dziwo, lekko! Autor przemieszał historie kilku osób, umieszczonych w strukturach Cannes, które albo chcą być,albo są gwiazdami. „Kultura celebrytów”, z którą mamy do czynienia w książce, jest przedstawiona bardzo trafnie, myślę, że też bardzo barwnie i żywo. W tej książce jest coś, co cenię szczególnie w beletrystyce – walory poznawcze. Jeżeli z książki nie dowiem się niczego nowego, to staje się to dla mnie nudną lekturą opartą na czymś, co znam. Coelho przegenialnie opisał i nazwał zachowania celebrytów oraz tych, którzy padaliby im do ich stóp w poddańczym szale i pragnieniu bycia takim, jak oni.
Pisarz kojarzony z „Alchemikiem”, książką, która nadal pozostaje niekiedy jedyną kojarzoną z autorem, osadził akcję w jednym miejscu, w jednym czasie, wszystko dzieje się w przeciągu 24 godzin filmowego szaleństwa. Miasto zakorkowane,pełne gwiazd ekranu, producentów i setki ludzi, którzy chcą choć przez chwilę być blisko tych, którzy mają władzę, blichtr i sławę. Litry szampana i brak znajomości filmów, które rzekomo się oglądało – cóż, takie prawo Superklasy, jak nazywa ich Coelho. Obłuda, strach, fałszywe uśmiechy, złość, zawiść i determinacja, z jaką jeden z bohaterów -Igor, biznesmen z Rosji- walczy o…No właśnie, o cóż walczy Igor tak naprawdę? Czy walczy o miłość? O Ewę?
Książka jest bardzo wciągająca, czyta się jednym tchem, chociaż przy końcu tchu braknie, mieszane uczucia są efektem podwójnego pragnienia: czytania i wyrzucenia. Jurij Andruchowycz wyzwala podobne uczucia i reakcje. Coelho stworzył tym razem pozycję, którą chce się przeczytać jak najszybciej. Coelho nie boi się łączyć różnych tematów, zawarł np. wątek miłości homoseksualnej – modelka i jej fotografka ostatecznie zwyciężają w bitwie o sławę, pozostając zupełnie niezależne zawodowo i prywatnie. Połączenie tych wszystkich wątków daje nam wyobrażenie o tym, co dzieje się w życiu tych wszystkich Gwiazd. Finał powieści jest zaskakujący i wszystko rozgrywa się w ciągu siedmiu linijek tekstu – pod żadnym pozorem nie należy tych stron wertować!!! 
Zaskoczyła mnie ta powieść i ją bardzo polecam! może jeszcze do Coelho się przekonam? ;)
Moja ocena: 4
***
Drugą powieścią jest "Nie mogę się doczekać...kiedy wreszcie pójdę do nieba" autorstwa niezrównanej Fannie Flagg! Tym razem nie zamieszczę notki informacyjnej o autorze, gdyż w poprzedniej notce takowa się pojawiła, zatem przejdę od razu do opisu i zrecenzowania :)
 Fannie Flagg mnie nie zawiodła. mimo iż ta powieść ma całkiem inny klimat niż poprzednia książka, którą czytałam, jest jednak równie dobra! "Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie pójdę do nieba" to zaprawiona humorem wzruszająca powieść o miłości, przemijaniu i wierze w lepszą przyszłość. Akcja toczy się w miasteczku Elmwood Springs. Główną bohaterką jest Elner, niezależna starsza pani, której wieku nikt nie zna - łącznie z nią samą. Pewnego dnia Elner łamie zakaz nerwowej siostrzenicy Normy i wchodzi na drabinę, żeby nazrywać fig. Wskutek upadku traci przytomność i zostaje odwieziona do szpitala. Nikt nie wie, co właściwie ją tam spotyka. Może umiera, a może przeżywa najbardziej nieprawdopodobną przygodę w życiu. Elner jedzie windą do nieba, gdzie spotyka swoją siostrę, a także odbywa miłą pogawędkę z dawną przyjaciółką, Sąsiadką Dorothy, i jej mężem. W tym czasie jej bliscy, Norma i Macky Warrenowie, odchodzą od zmysłów. Gdy ze szpitala wycieka wiadomość o śmierci starszej pani, sąsiedzi rozpoczynają przygotowania do pogrzebu. Ruby, która wraz z Tot postanowiła doprowadzić do porządku dom Elner, znajduje w koszu na pranie rewolwer. Jednak jak się okazuje... nie, lepiej niczego więcej o wydarzeniach z powieści nie napiszę, zepsułabym Wam całą radość czytania! ;)
Dodam tylko, że ta powieść dodała mi otuchy i napełniła moje serduszko radością i nadzieją ^^ Muszę powiedzieć, że zwroty akcji w powieści aż zapierają dech w piersiach, zawsze coś się dzieje a ze strony na stronę jest coraz ciekawiej! :) Bardzo polecam! :)
Moja ocena: 5!

2010-02-24

Kwiat Śniegu i Sekretny Wachlarz, Lisa See

Przed chwilą skończyłam czytać tą niesamowitą powieść i gdy emocje jeszcze są świeże postanowiłam napisać tą notkę, bo wiem, że gdy się obudzę rano to już nie będzie to samo. ;)
Długo czytałam tą książkę, zbyt długo nad nią rozmyślałam. A o czym? To za chwilę :)
***
Najpierw garść info o autorce, jak to mam w zwyczaju :)



Lisa See- (ur. 18 lutego 1955 w Paryżu) - amerykańska pisarka chińskiego pochodzenia. W swoich powieściach ukazuje chińską kulturę, tradycje i zwyczaje widziane często oczami kobiet.
  ***
wydawca: Świat Książki
tytuł oryginału: Snow Flower and sekret fan
miejsce wydania: Warszawa
data wydania: 2005
nr wydania: I
liczba stron: 352
kategoria: literatura piękna 
tłumaczenie: Anna Dobrzańska-Gadowska
***
"Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" to opowieść o dwóch dziewczętach, a potem kobietach i matkach, żyjących w kraju, gdzie świętuje się tylko narodziny chłopca i wszystko jest podporządkowane mężczyznom, spisuje osiemdziesięcioletnia Lilia, jedna z tych dziewcząt.
Będąc w rodzinie „trzecim dzieckiem i drugą bezwartościową dziewczynką”, została połączona więzami laotong - dozgonną przyjaźnią - z Kwiatem Śniegu, urodzoną tego samego dnia i o tej samej godzinie. Przez lata będą sobie przesyłać tytułowy „sekretny wachlarz”, zapisując w nim przełomowe chwile swego życia i rzadkie momenty szczęścia, zapisując szczególnie, bo przeznaczonym wyłącznie dla kobiet pismem nu shu, którego każde słowo jest umieszczone w odpowiednim kontekście, a „z błędnego odczytania znaków wynikła już niejedna tragedia”.
Życie obu dziewczynek usłane jest cierpieniem i bólem, które jest przypisane do życia kobiet. Czy to nie kobiety opuszczały rodzinnych domów, by zamieszkać z mężem w jego rodzinnej wiosce? 
Czytając tą książkę, która jest tak bardzo żywa,że wszystkie kolory jedwabiu, każdy haft czy zapach gorzkiej zupy z melona wydają się nam (mi na pewno!) niezwykle rzeczywiste, doszłam do dość smutnych refleksji.
Tęsknota jest przekazywana kobietom z pokolenia na pokolenie, wysysamy ją z mlekiem matki. Tęsknimy za rodziną, gdy opuszczamy rodzinny dom, by wyjść za mąż; tęsknimy za dziećmi, gdy już się usamodzielnią i opuszczą rodzinne gniazdo... 
Poza tym, chyba tylko kobieta potrafi tyle znieść cierpień a mimo to jej serce potrafi jeszcze kochać i być żywe i czułe... 
Warto przeczytać tą powieść. Muszę przyznać, że odczuwam lekki smutek po jej skończeniu.
Historia pięknej przyjaźni, mimo że zakończonej łzami i smutkiem i żalem.
Moja ocena: 5+/6
Follow