Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

2013-09-09

Jesienne propozycje filmowe


Uwielbiam zasiadać jesiennymi wieczorami, w gronie przyjaciół i cieszyć oczy, uszy doskonałymi filmowymi obrazami i dźwiękami. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam cztery filmy, które w sposób niesamowity wywarły na mnie wrażenie: niektóre w mniejszym, niektóre w większym stopniu... idealne na deszczowe, zimne wieczory.

"Wielkie Nadzieje" (2012), reż. Mike Newell

Podobno jest to adaptacja najbardziej oddająca prozę Dickensa. Podobno takie adaptacje udają się rzadko... Niemniej ten film jest jednym z najlepszych jakie widziałam do tej pory. Doskonale zagrane role (i dobrane!), świetny scenariusz, muzyka i zdjęcia. Ponadto: powieści Dickensa chyba nie trzeba przedstawiać, sama w sobie jest perełką, a film, który nie jest luźną interpretacją, a doskonałą adaptacją takiej perły... Zachwycająca Helena Bonham Carter, doskonała scenografia i kostiumy. Już dawno, naprawdę dawno nie byłam tak wizualnie zauroczona obrazem, który widzę na ekranie. Dziwią mnie oceny na filmwebie, jedyne 6,3/10. Nie wiem czym ten obraz zasłużył sobie na tak niskie loty... niezrozumieniem? W każdym razie, jeden z tych filmów, po który pragnie się sięgać częściej, poznając go niemalże na pamięć.

▲ Moja ocena: 6/6 ▲



"Now Is Good"(2012), reż. Ol Parker

Prawdą jest, że w ostatnim czasie coraz częściej porusza się kwestie związane ze zdrowiem lub, kiedyś uznawane za temat tabu, nieuleczalne choroby. "Now Is Good" nie odbiega od tego schematu. Główna bohaterka, grana przez znakomitą w każdym filmie Dakotę Fanning, musi zmierzyć się z chorobą, która wymyka się spod kontroli. Nie jest to jednak melodramatyczna opowiastka ze wzruszającym zakończeniem. Nazwałabym ten film czymś pomiędzy dramatem a romansem. Duży nacisk, bowiem położony jest na relacji głównych bohaterów. Ogromnym plusem jest nastawienie chorej dziewczyny: brak zamykania się w sobie, pragnienie wypełnienia wszystkich marzeń etc. Jednak, gdybym miała zrobić listę najlepszych filmów o tej tematyce, "Now Is Good" raczej by się tam nie znalazł. Mimo ciężkiego emocjonalnie tematu, jest w tym filmie jakaś płycizna.
Niemniej, dla osób pragnących dawki emocji, podanych w smaczny sposób, film jak znalazł.

▲ Moja ocena: 3+/4= ▲


"Ginger & Rosa"(2012), reż. Sally Potter
Jest to trudna historia. Emocjonalnie ciężka do udźwignięcia, wrzynająca się w skórę i przyprawiająca o dreszcze. Skomplikowana, piękna w kompozycji obrazów i charakterów. Dwie przyjaciółki, Ginger i Rosa znają się od niemowlaka. Spędzają ze sobą każdy wolny czas, próbują nowych, czasem zakazanych dla nich rzeczy. Pewnego dnia, tajemnica Rosy zostaje wyjawniona... i już nic nie jest takie samo.
Bardzo dobrze budowane napięcie, niespieszne, wysmakowane obrazowo, doskonale dobrana sceneria do lat, w których jest osadzona fabuła, rok 1962, Londyn. Jestem zachwycona grą aktorską Elle Fanning i Kayi Scodelario, niezwykle utalentowane i bardzo realistyczne w swoich rolach.
"Ginger & Rosa" to nie tylko film o problemach nastoletnich dziewczyn, ale też o wpływie na nie społeczeństwa, rodzin... i o chęci poznania. Chęci bycia zauważonym. O niemym krzyku, który doprowadza do tragedii...

▲ Moja ocena: 4+ ▲


"Nie opuszczaj mnie"(2010), reż. Mark Romanek
Kawałek już czasu temu czytałam książkę, na podstawie której powstał ten film. Pamiętam, jakie silne wywarła na mnie wrażenie - do dziś dzień autor powieści, Kazuo Ishiguro jest moim jednym z ulubionych pisarzy. Podeszłam do adaptacji z dużym dystansem. Szczerze powiedziawszy, bałam się jej.
Kathy, Ruth i Tommy są przyjaciółmi w szkole, która przygotowuje żyjących tam ludzi do zostania dawcami. Dawcami organów. Historia wypełniona jest wszechobecną klęską. Antyutopia, jak się patrzy. Film do końca tego nie oddaje. Widz jest w pewnym stopniu zdezorientowany. Sielankowe obrazy, kontrastują z emocjonalnym obciążeniem, to jest główna zaleta tego filmu. Strasznie nie podobała mi się Keira Knightley, nie jestem uprzedzona do tej aktorki, ale w tym filmie wydawała mi się strasznie sztuczna. Zachwyciła mnie natomiast Carey Mulligan, niesamowicie autentyczna.
Film potrafi zachwycić, zwłaszcza jeśli nie porównuje się go z książką, potrafi wprawić w zadumę i skłonić do refleksji. Takie filmy uwielbiam.

▲ Moja ocena: 5▲



Oglądaliście? Co sądzicie?

2013-08-18

Byzantium (2012)

Zaczynam coraz bardziej ufać swoim przeczuciom i intuicji, coraz rzadziej bowiem mnie zawodzą. Tym razem nie zawiodły jeśli chodzi o spontaniczny wypad z przyjacielem Julianem (klik, klik) do kina na film, o którym zaczęło być głośno kilka miesięcy temu. Nie lubię nagonki medialnej ani wszelakich medialnych "boom'ów" na daną powieść/film/muzykę. Uwielbiam sama odkrywać, co jest dobre, rzadko kierować się słowami, które wypowiadają dziennikarze: ot taka ciemna strona mojej dziwnej osobowości ;) Ale nie tym razem (w końcu wyjątki potwierdzają regułę ;p), a sam film zrobił na mnie ogromne wrażenie...
Reżyseria: Neil Jordan
Scenariusz: Moira Buffini
Na podstawie: Moira Buffini "A Vampire Story" (sztuka)
Zdjęcia: Sean Bobbitt
Rok produkcji: 2012
Produkcja: Irlandia, USA, Wielka Brytania
Gatunek: dramat, fantasy, thriller
Czas trwania: 118 min
Obsada: Gemma Arterton (Clara), Saoirse Ronan (Eleonor), Sam Riley (Darvell), Caleb Landry Jones (Frank)

Z "Byzantium" jest jak z dobrym ciastem: nie chcesz by się nigdy skończył. Może to porównanie nie jest zbyt adekwatne, co do treści filmu (chociaż...), ale oddaje cały sens, który chciałam zawrzeć. Nie ma się dość tego filmu. Ja nie miałam go dość...

Film ten opowiada historię dwóch kobiet: starszej Clare i młodszej Eleonor. Kobiety te skrywają tajemnice, uciekając przez wieki. Gdy je poznajemy, ponownie udają się w podróż, ścigane przez tajemnicze typy pragnące ich zguby...


Pojawiają się w jednym z nadmorskich miasteczek. I to właśnie w nim odnajdują zgubioną przeszłość i swoją własną przyszłość...

Film jest opowieścią o rodzicielskiej miłości, która pokonała wieki. I każdą z przeszkód. Nie jest to film stricte o wampirach,  cała ta wampirza otoczka jest tłem dla relacji międzyludzkich i rozważań na temat czasu. Przepięknie skomponowane utwory muzyczne sprawiły, że pokochałam ten film jeszcze bardziej. Czas przestał istnieć dla mnie, niemalże jak dla samych bohaterek. Film pełen zwrotów akcji, napięcia, melancholijnych kadrów, które mnie urzekły, prostoty (nie prostactwa), która dociera do najgłębszych zakamarków naszych dusz. Genialne kreacje aktorskie sprawiają, że film ogląda się jak projekcje własnych marzeń (bądź koszmarów), doskonale dobrane role.


Czytałam już wiele opinii na temat tego filmu, wiele było negatywnych, ocena na filmwebie również do wysokich nie należy (troszkę ponad pięć), zastanawiam mnie taki stan, nie dlatego, że jestem filmem zachwycona, z czystej ludzkiej ciekawości. Film, jest, owszem trudny w odbiorze, jest głębszy i potrzeba (tak myślę) kilka chwil, by zrozumieć, co autor miał na myśli... Jednak jeśli osoby nastawiają się na horror z dużą ilością krwi, muszę ich ostrzec: to nie jest tego typu film!

Wszystko w tym filmie tworzy idealne  komponenty: wszystko ma swoje miejsce i czas, wszystko ze sobą tworzy piękny obraz, który zachwyca i skłania do refleksji. Mój przyjaciel powiedział, że film jest momentami przewidywalny, ale nie w rażący sposób i jest opowieścią o czasie - muszę się zgodzić z tymi słowami. Czas jest tutaj materią, która odgrywa niesamowitą rolę, nie tylko poprzez cudownie zrekonstruowane wspomnienia bohaterek. Cudowny motyw.


Polecam, dla osób, które szukają całkiem innej opowieści o wampirach, która posiada głębię, wzrusza i skłania do refleksji.

Moja ocena: 6

***

Jak widać, zmiany nastały. Zmiana nazwy wiążę się z tym, że blog przestał być tylko zapisem refleksji dotyczących książek :) Zmiany te były mi wielce potrzebne i poinformuję większość z Was pisząc o tym na Waszych blogach :) Ale to z czasem... 

2013-03-07

Les Miserables. Nędznicy (2012)

Z wielkim trudem składam słowa. Kilka miesięcy minęło zanim zaczęłam na nowo tu pisać. Tym razem postaram się nie znikać. Znikanie bowiem nie pomaga, nie rozwija, a uwstecznia. Chciałabym narzucić sobie rygor, pewną dozę masochizmu. Może mi się to w końcu uda. Systematyczność, niech się stanie mym przyjacielem. I pomoże uporać się z życiowym chaosem... A tymczasem wracam z recenzją filmu, który ostatnio wywarł na mnie kolosalne wrażenie i zapełnił godziny. "Les Miserables. Nędznicy" 


Reżyseria: Tom Hooper
Scenariusz: William Nicholson
Na podstawie: powieści Victora Hugo, "Nędznicy"
Zdjęcia: Danny Cohen
Rok produkcji: 2012
Produkcja: Wielka Brytania
Gatunek: dramat, musical
Czas trwania: 157 min
Obsada: Hugh Jackman (Jean Valjean), Russell Crowe (Javert), Anne Hathaway (Fantine), Amanda Seyfried (Cosette), Eddie Redmayne (Marius)

Zwięzły opis z filmweb'u doskonale oddaje sedno samej fabuły, nie zdradzając przy tym zbyt wiele, także skorzystam z niego i zacytuję:


"Adaptacja powieści Victora Hugo. Były więzień Jean Valjean dzięki pomocy biskupa zdobywa pozycję i zaczyna pomagać biednym i uciśnionym. Wciąż jednak prześladuje go inspektor Javert."
Postać Vicota Hugo jest znana niemalże wszystkim, a "Nędznicy" pod każdą możliwą postacią występują w różnych sferach naszego życia, czy to przez lekturę szkolną, czy przez wizytę w Teatrze... Co jest właściwie takiego w tym utworze, że potrafi fascynować i do dziś dzień nie traci na aktualności? Był głosem ludu. Uciemiężonych, niewolników, skazańców, wygnańców... Film oddaje każde z emocji, których mogli doświadczyć. Przyznam się, szczerze, że książki nie czytałam. Przeczytam, to jest bardziej niż pewne. 

Co sprawiło jednak, że film stał się jednym z moich ulubionych? Słowa, dźwięki i obraz- cała kompozycja harmonijnie ze sobą współgrająca, tworzy coś naprawdę pięknego. Doskonale dobrana obsada aktorska (choć przy panu Jackman'ie bym się zastanowiła- ma naprawdę dobry głos, ale strasznie mi tu nie pasował, nie do tej roli... nie do końca), piękne scenografie przywodzące na myśl scenografie raczej teatralne niż filmowe; doskonałe teksty piosenek i doskonale zaśpiewane (zwłaszcza, moje serce skradła Anne Hathaway, zasłużenie dostała Oscara za rolę w tym filmie), przepiękne kostiumy i zdjęcia. 


Kluczem do sukcesu "Nędzników" nie było jednak tylko to. Fabuła budująca napięcie, wzruszająca, wprawiająca w osłupienie i patetyczna przy całym tym brudzie i ubóstwie bohaterów... Wszystko niewspółmiernie scalone i przeszywające. 

Do tej pory piosenki pochodzące z tego filmu chodzą mi po głowie, każdą znam już niemalże na pamięć. A odtwarzając je w myślach mam przed oczami fragmenty filmu. Tak wielkie zrobił na mnie wrażenie, tak mocno pokochałam ten film, jak żaden inny (oprócz "Across the Universe") musical. A w tej dziedzinie bywam kochliwa ;)

Moja ocena: 6!



2011-08-01

Gnomeo i Julia (2011)

Zawsze byłam (i jestem nadal!) wielką fanką wszelakich filmów animowanych, począwszy od japońskich anime a skończywszy na disneyowskich produkcjach. Zawsze zachwycały, dawały do myślenia... ten film z kolei jest dosyć inny. Opowiada dosyć znaną wszystkim historię zwaśnionych rodów i zakazanej miłości...

Tytuł oryginalny: Gnomeo and Juliet
Reżyseria: Kelly Asbury
Scenariusz: Andy Riley, Kevin Cecil i inni.
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Data produkcji: 2011
Gatunek: Animacja, Familijny, Fantasy, Komedia romantyczna
Obsada aktorska: Maciej Stuhr (Gnomeo), Natasza Urbańska (Julia), Borys Szyc (Tybalt), 
Cezary Pazura (Flamingo), Piotr Adamczyk (Parys) - polski dubbing 

"Gnomeo i Julia", jak już napomknęłam we wstępnie to zupełnie nowa (i znacznie odbiegająca od wzorca pierwotnego!) wersja historii, którą wieki temu napisał Szekspir- "Romeo i Julia"- historii, która swoją ponadczasowością dowodzi, że miłość może pokonać wszystkie przeszkody... choć nie zawsze.

Gnomeo i jego wybranka Julia są skrzatami ogrodowymi (tak, tak- to gliniane figurki, które są ozdobą ogrodów), w dodatku dwóch wrogich sobie klanów/ogrodów... Próbują ukryć swój związek, lecz w niedługim czasie ich tajemnica zostaje odkryta... i dopiero wtedy zaczynają się poważne kłopoty... 

Muszę przyznać szczerze, że ten film mnie nie zachwycił. Były momenty naprawdę śmieszne (uwielbiam postać Flaminga!) i sam pomysł jest naprawdę ciekawy i intrygujący, ale czegoś mi brakowało...
Niemniej film może się spodobać, zwłaszcza młodszym widom- jest bowiem i akcja, i humor, i miłość, którą tak chętnie wszyscy w każdym wieku chcą oglądać- zwłaszcza taką piękną i silną jak Gnomea i Julii ;)

Moja ocena: 4=

2011-01-11

Harry Potter i Książę Półkrwi (2009)

Z okazji tego, że jestem również fanką przygód młodego czarodzieja, musiałam się skusić na obejrzenie przed ostatniej części z całego cyklu, zwłaszcza, że do kina na następną część również się wybrałam (ale o tym w innej notce). I muszę przyznać, że zawsze ciężko jest mi ocenić wszelkie adaptacje książek, które uprzednio przeczytałam i które naprawdę lubię. 
Tytuł oryginalny: "Harry Potter and the Half-Blood Prince"
Reżyseria: David Yates
Scenariusz: Steve Kloves
Zdjęcia: Bruno Delbonnel
Rok produkcji: 2009 
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Gatunek: Familijny, Fantasy, Przygodowy
Czas trwania: 153

"Harry Potter i Książę Półkrwi", kolejna odsłona sławnej już na cały świat sagi o czarodzieju, Harry'm Potterze i jego przyjaciół- nie muszę się zbytnio rozdrabniać nad opisywaniem fabuły, kto czytał książki J.K.Rowling, ten wie. Dla tych, którzy nie czytali, napiszę w skrócie.
Harry wraz z przyjaciółmi wraca do Hogwartu, szkoły dla magów i czarodziei, tym razem ten rok jest mroczniejszy niż poprzednie, Lord Voldemort powrócił i na Harry'ego czyha ciągłe niebezpieczeństwo. 
Mimo to Dumbledore, dyrektor szkoły postanawia przed Harry'm pewne zadanie, które jest kluczowe do rozwiązania zagadki dotyczącej Sami-Wiecie-Kogo. W dodatku Książę Ciemności zaczyna nękać rodziny Mugoli (osoby, które nie posiadają zdolności magicznych), rozszerza swoją tyranię i nie zna zahamowań, a Draco Malfoy otrzymuje tajemnicze zadanie, do którego nie jest zbyt chętny...
Koniec filmu jest bardzo dramatyczny- do Hogwartu przedostają się siły zła...
Film mi się podobał, było parę niedociągnięć względem książki, ale inaczej zapewne być nie mogło, skoro książka objętościowo jest znacznie obszerniejsza niż może to pomieścić scenariusz. Film wywołał u mnie emocje, których już dawno nie czułam- to naprawdę dobre kino :)
Wszystko było takie, jak trzeba. Osobiście, nie mam żadnych zastrzeżeń i polecam :)

Moja ocena: 4+

2010-12-29

Lassie wróć!, Eric Knight

Witajcie kochani! Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić powieść, która mnie ominęła, a raczej aj ją ominęła w dzieciństwie, a że nie lubię oglądać filmów i nie znać ich pierwowzorów, postanowiłam sięgnąć i po "Lassie wróć!". Nie przedłużając, kilka słów o autorze:


Eric Knight (ur. 10 kwietnia 1897 w Yorkshire, zm. 15 stycznia 1943 w Surinamie) - amerykański pisarz angielskiego pochodzenia, autor powieści o psie Lassie.
Urodził się w Yorkshire, ale w dzieciństwie wiele czasu spędzał w Afryce Południowej, gdzie jego ojciec zajmował się handlem diamentami. Po śmierci ojca matka ponownie wyszła za mąż, za Amerykanina, dlatego jako 15-latek przeniósł się do Massachusetts w USA.
W czasie I wojny światowej służył w Armii Kanadyjskiej. Później studiował sztukę w National Academy of Design w Nowym Jorku, a także pracował jako reporter gazety i hollywoodzki scenarzysta, współpracując m.in. z Frankiem Caprą. W 1932 roku Knight i jego żona Jere zakupili farmę w Pensylwanii, na której hodowali psy m.in. owczarki szkockie collie.
Pierwsza powieścią, jaką napisał, była Song on Your Bugles (1936) o klasie robotniczej w północnej Anglii. Jego This Above All jest uważana za jedną z ważniejszych powieści o II wojnie światowej. Powieść Lassie wróć! została wydana w 1940 roku, a w 1943 nakręcono jej pierwszą adaptację z udziałem m.in. 10-letniej Elizabeth Taylor.
W 1943 roku, Eric Knight zginął w wypadku samolotowym w pobliżu Paramaribo w Gujanie Holenderskiej (obecnie Surinam), gdzie służył w Siłach Specjalnych Armii Stanów Zjednoczonych (w stopniu majora).
Tego sympatycznego owczarka szkockiego, na pewno nie muszę nikomu przedstawiać. Jej przygody nie raz gościły na ekranach naszych telewizorów, ba nawet nasza droga Lassie, a właściwie jaj przygody, stały się lekturą szkolną! (mnie te czasy ominęły) Lassie, jako dobrze wychowany pies był posłuszny swemu panu, a pan, Sam- znany wszędzie, jako znawca psów- dbał o Lassie. Pewnego dnia, syn Sama zauważył, że Lassie czeka na niego przed szkołą- zdumiony ucieszył się, gdyż darzył Lassie niesamowitą sympatią. Wizyty Lassie stały się tak częste, że w całym miasteczku zaczęto się do nich przyzwyczajać. Pewnego dnia jednak, kiedy przyszły ciężkie czasy Lassie została sprzedana Księciu Yorshire...
Niesamowicie ciepła powieść, Lassie naszkicowana jest celnie i posiada upór i instynkt znany tylko wśród zwierząt, a chęć powrotu i zrealizowania wyznaczonego celu, godna podziwu.
Bardzo mi się podobała ta powieść- może dlatego, że Lassie przypominała mi naszą zmarłą tragicznie Perełkę, która zawsze czekała na moją siostrę przed szkołą?
W każdym bądź razie, polecam, zwłaszcza miłośnikom psów!
Moja ocena: 4+

2010-08-25

Mała księżniczka, Frances Hodgson Burnett

Tą powieść miałam przeczytać już całkiem dawno, ale nigdy nie mogłam znaleźć na nią chwilki czasu... W czasie, gdy choruję nudzi mnie ciągłe leżenie w łóżku, tak więc jedyną rozrywką, której mogę podołać w stanach podgorączkowych jest czytanie :) Tym razem padło na "Małą Księżniczkę"- powieść, którą kiedyś dostałam od mojej cioci Danusi :)
Ale zanim opiszę moje wrażenia po przeczytanej powieści, słów kilka o autorce:
Frances Hodgson Burnett (ur. 24 listopada 1849 w Manchesterze, zm. 29 października 1924Plandome, Nowy Jork) – angielska powieściopisarka. w
Urodziła się w Wielkiej Brytanii, otrzymała imię Frances Eliza Hodgson. W wieku lat szesnastu, po śmierci ojca, przeniosła się do USA. Frances wyszła za mąż za doktora L.M. Burnetta w 1873. Rozwiodła się z nim w 1898, a w dwa lata później wyszła za Stephena Townsenda. To małżeństwo przetrwało tylko dwa lata.
Początkowo pisała opowiadania które pojawiły się w "Godey's Lady's Book" i w "Scribner's Magazine". Debiutowała w 1877 powieścią z życia górników Panna Lowrie. Jej powieści i dramaty poruszały problematykę społeczną.
Rozgłos i powodzenie przyniosła jej książka dla dzieci Mały lord, prawdziwy bestseller swoich czasów. Ta książka była adaptowana również jako sztuka teatralna.
Burnett napisała około 40 powieści, głównie dla dzieci, a także wspomnienia z młodości pt. Leśna boginka (1893). Twórczość dla dzieci przyniosła autorce trwałą sławę, a niektóre jej utwory - tłumaczone na wiele obcych języków - cieszą się powodzeniem do dziś. Do najbardziej znanych należą wspomniany wcześniej Mały lord oraz Mała księżniczka i Tajemniczy ogród.
Pisarka mieszkała w Great Maytham Hall, gdzie znalazła tajemniczy ogród.
Źródło: Wikipedia. 


Siedmioletnia Sara Crewe, wychowana w Indiach przez czułego i pobłażliwego ojca, kapitana Ralfa Crewe, zostaje wysłana do Londynu, gdzie ma uczyć się na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Marię Minchin. Będąc pod wrażeniem fortuny Crewego i mając nadzieję na jak najdłuższy pobyt Sary na pensji, panna Minchin pozwala jej na o wiele więcej niż innym uczennicom. Sara ma swoją pokojówkę, salon, kucyka i ekstrawagancką garderobę, ponadto może robić wszystko, na co ma ochotę i stale jest komplementowana i przedstawiana jako wzorowa uczennica. Jej prestiż jeszcze wzrasta, gdy kapitan Crewe zostaje współwłaścicielem kilku kopalni diamentów. Mimo tak wyjątkowej pozycji Sara pozostaje skromna i kulturalna, doskonale się uczy i przyjaźnie odnosi się do wszystkich w szkole.
W dniu jedenastych urodzin jej życie nagle się jednak zmienia...
Powieść ma tak magiczny klimat, że nieraz się przy niej wzruszałam, bo w końcu już taki świat nie istnieje i nigdy nie będzie już istniał... Szkoda tylko, że tak późno ją czytałam...
Osłodziła mi tych parę dni- pewnie większość z Was czytało tą powieść w dzieciństwie, mnie niestety ominęła ta radość, więc nadrabiam właśnie teraz.
Polecam tym, ktrzy nie czytali. Moim dzieciom w przyszłości na pewno ją przeczytam :)
Moja ocena: 5

2010-07-21

Człowiek, który płakał (2000)

Ten udało mi się obejrzeć, całkowicie przypadkowo w jakiś zimny wiosenny dzień i do tej pory mam go w głowie i nie mogę przestać o nim myśleć. Czasem jest tak, że o jednych filmach, nawet tych dobrych człowiek z czasem zapomina, o innych zaś pamięta przez bardzo długi czas, bo poruszyły w nim jakąś nutę- po prostu nie można o nich zapomnieć, tak po prostu. I chyba głównie dla takich filmów piszę recenzje- żeby wreszcie powiedzieć to, co o nich myślę, co mi dały i jakie mam wrażenia po nich- jednym słowem, by się uwolnić od myśli o tych pięknych, wzruszających i poruszających filmach. 
(wybaczcie kopiowanie treści z filmwebu, jeśli chodzi o ten film, ale nie do końca pamiętam treść ;| Pamiętam odczucia, jakie wywołał we mnie ten film, ale nie pamiętam poszczególnych wątków, dziwne...)


Tytuł oryginalny: The Man Who Cried
Reżyser: Sally Potter
Scenariusz: Sally Potter
Zdjęcia: Sacha Vierny
Produkcja: Francja, Wielka Brytania
Rok: 2000
Czas trwania: 97 munit
Gatunek: melodramat, film muzyczny
Obsada: Christina Ricci - Suzie
John Turturro - Dante Dominio
Johnny Depp - Cezar
 "Rok 1927. Mała dziewczynka, żydówka, o imieniu Fegele mieszka w rosyjskiej wiosce z ojcem, kantorem w synagodze, i babcią. Jej dzieciństwo jest spokojne i szczęśliwe, ale groźba prześladowań nie ginie. Z tego powodu ojciec Fegele postanawia wyjechać do Ameryki, aby tam znaleźć pracę i sprowadzić rodzinę. Wkrótce po jego wyjeździe do wsi wkracza przemoc. Fegele razem z innymi uciekinierami, mieszkańcami wioski wsiada na statek. Statek jednak wypływa nie do Ameryki, dokąd chcieli się udać, ale do
Anglii. Fegele trafia do chrześcijańskiego sierocińca. Otrzymuje nowe imię - Suzie i chodzi do szkoły, gdzie nie ma prawa rozmawiać w swoim rodzinnym języku - jidysz. Uczy się tam jednak śpiewać. Dziesięć lat później wyjeżdża do Paryża, gdzie zostaje śpiewaczką w chórze. Zaprzyjaźnia się z Lolą - jasnowłosą, ambitną Rosjanką. Zaczyna oszczędzać pieniądze, aby wyjechać do Ameryki w poszukiwaniu ojca. Suzie i Lola znajdują pracę w operze prowadzonej przez Felixa Perlmana. Suzie zakochuje się w Cezarze, cygańskim handlarzu końmi, Lola natomiast w Dante Dominio, zarozumiałym włoskim śpiewaku operowym."
Może inaczej bym odbierała ten film, gdybym nie była Polką i gdybym nie znała historii Polski jak i całej Europy. II wojna światowa spadła na wszystkich tak nagle- choć każdy to przeczuwał- że ludzie nie dowierzali w to, co się dzieje. Ten film, to nie tylko piękna historia miłości, która nie mogła przetrwać w obliczu wojny i terroru ze strony faszystowskich Niemiec- to historia o dumnie z tego kim się jest, o tym ile można poświęcić dla drugiej osoby i historia o potędze marzeń. 
W tym filmie, oprócz ciekawej i wciągającej fabuły urzekły mnie zdjęcia i gra aktorska. Już dawno nie widziałam tak idealnie dobranej obsady i tak dobrej gry aktorskiej. W takim razie nie pozostaje mi nic tylko zachęcić Was do obejrzenia tego filmu i wydania o nim własnego osądu! :) 
Moja ocena: 5 
Follow