2013-11-05

Między nami dobrze jest, Dorota Masłowska

Bardzo sceptycznie podchodziłam do tej autorki, jak i jej książek. Przez długi czas, wcale nie zależało mi na przeczytaniu którejś z nich. Zbyt duży szum powstały wokół Masłowskiej, później ekranizacja "Wojny polsko-ruskiej", wiele Masłowskiej było w mediach, a mi nie do końca odpowiadał cały ten szum. Postanowiłam poczekać, przeczekać. I teraz, kiedy to ten szum lekko ucichł... sięgnęłam po "Między nami dobrze jest" (była w końcu lekturą zadaną na wykłady z literatury) i zostałam pozytywnie zaskoczona.

Dorota Masłowska dorastała w Wejherowie. Zaczęła studiować psychologię na Uniwersytecie Gdańskim, następnie przeniosła się do Warszawy, aby studiować kulturoznawstwo. Jej pierwsza książka, Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną, reklamowana jako "pierwsza polska powieść dresiarska", spotkała się z bardzo przychylnymi recenzjami i stała się bestsellerem wydawniczym.

Postanowiłam sięgnąć po "Między nami dobrze jest", nie tylko ze względu na studia, ale również z faktu, że wolałam poznać książkę, o której jak najmniej słyszałam. Chciałam mieć czysty umysł, niemalże nie skalany czyjąś opinią. Udało się. Mimo tych wcześniejszych obaw i uprzedzeń. Książka nie pozostawiła we mnie żadnej namiastki nawet, wątpliwości. Może to styl Masłowskiej przypominający mi trochę lirykę współczesnych, ulubionych moich poetów polskich, a może to całkiem inaczej przedstawione społeczeństwo polskie, w całkiem innej formie? Dotarła do mnie jednak bardzo szybko...
Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża
Data wydania: 2008 
ISBN: 978-83-89603-60-9
Liczba stron: 88

Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły tej książki, wspomnę jednak tylko, że możemy spotkać się w niej z przekrojem społeczeństwa, z problemami pokoleniowymi, z Osowiałą Babcią, która cały czas pamięta czasy II wojny światowej i nie omieszka o nich mówić, z Małą Metalową Dziewczynką, która nie umie słuchać, jest wścibska i chce wiedzieć jak najwięcej o wszystkim, z jej matką, Haliną, pracującą kobietą w wieku średnim miotającą się pomiędzy swoją kuchnią a salonem, oglądającą telewizję, ignorującą Osowiałą Babcię i czytającą magazyn "Nie Dla Ciebie" kupiony z pojemnika na makulaturę za darmo... 

Wszystko to pokazane w tak groteskowy, ironiczny sposób, że aż śmieszny. Odrażające, przerażające niekiedy obrazy biedy, upadku ludności polskiej, ciekawie wkomponowane w obraz wielkiej machinerii miasta, Wisły płynącej nieopodal, nazywanej przez Małą Metalową Dziewczynkę, "gnojówką", wspomnienia przeplatane są ze słowami wyniesionymi z magazynu bądź z rozmów Bożeny (nazywanej tutaj "grubą świnią") i Heleny. 
Adaptacja dramatu, reżyseria Grzegorz Jarzyna, więcej tutaj.
Dramat czyta się przyjemnie, choć czasem ciężko podążyć za tokiem akcji, wszystko potrafi zmienić się z minuty na minutę. W jednej chwili siedzimy wygodnie w fotelu i przysłuchujemy się rozmowom, a w następnej słuchamy wywiadu, albo zwierzeń reżysera filmu "Koń, który jeździł konno".

Kocham tę poetykę, porównania, namacalność liter. I sarkastyczność, a jednocześnie trafność wszystkich sformułowań i kreacji bohaterów. 



Tego nie da się opisać, trzeba to przeżyć, przeczytać i samemu ocenić, czy warto było poświęcić tych kilka chwil na tę książeczkę. 

Moja ocena: 5



2013-11-04

100 Day Song Challange. Day 14, 15, 16.


Lista stu piosenek na każdy dzień, kryteria: klik
Praca zajmuje mi coraz więcej wolnych chwil, nie oczekuję już, że to wyzwanie będzie się pojawiać z taką systematycznością, chyba że ustawię tryb automatycznego dodawania notek... ;)

Dzisiaj mam do zaprezentowania, trzy kolejne dni, a same odpowiedzi na te dni, sprawiły mi niesamowitą przyjemność, bo przypomniały kilka miłych chwil, nawet jeśli same piosenki, w pewnym sensie, miały wydźwięk dosyć negatywny, ogółem. 

Dzień 14: Piosenka z dobrym teledyskiem.
Kocham teledyski, niektóre z nich są kilku minutowymi arcydziełami filmowymi, opowiadają historie, urzekają pięknem zdjęć (wybaczcie, skrzywienie niemalże zawodowe ;p), są takie, które naprawdę głęboko wrzynają nam się w nasze dusze, nie tylko za sprawą bliskiej nam piosenki. Ciężko było, ale zdecydowałam się na:


Kocham teledysk, odkąd tylko obejrzałam go w tv kilka lat temu. Jeden z tych, parafrazując mojego przyjaciela, Piotra, "telebłysków", o których się nie zapomina :D (i tak, wiem, znowu Ville Valo ;p)

Dzień 15: Piosenka, której nienawidzisz.

Mogłabym wyliczać godzinami, niemalże. Są to wszystkie piosenki z gatunku disco-polo, po prostu nie potrafię słuchać danego utworu z tego gatunku dłużej niż kilka sekund. Nie czuję nic, oprócz nieziemskiego znużenia i chęci zwrócenia zawartości żołądka i krwawienia uszu. Ale ostatnio jedna piosenka prześladowała WSZYSTKICH i to WSZĘDZIE:


Ta piosenka nie wniosła w moje życie nic, poza chęcią mordu na każdej osobie, która ustawiła sobie refren tej piosenki za dzwonek telefonu... DOŚĆ. Z niechęcią sobie o niej dzisiaj przypomniałam ;p


Dzień 16: Piosenka, którą lubisz, ale nie lubią jej Twoi znajomi.
Miałam zamiar znowu podać kolejną piosenkę ukochanego HIM'a, ale postanowiłam pokazać Wam zespół, który bardzo lubię. Nie wszyscy jednak moi znajomi tolerują i zespół, i tę piosenkę:


A ja po prostu kocham żywiołowość wszystkich członków zespołu. Widziałam ich na żywo na tegorocznym Impaccie i jestem zachwycona. Jeden z lepszych koncertów, na jakim byłam. Hayley niesamowity, maleńki wulkan energii. Uwielbiam kobietę :D



A jaka jest Wasza najbardziej znienawidzona piosenka? :D

2013-11-03

Fotografia moim tlenem, dosłownie.

Gdy publikowałam na swoim blogu ankietę, dotyczącą tego, co powinno znaleźć się jeszcze (oprócz recenzji) na łamach tego mojego, skromnego poletka według Was, nie sądziłam, że tak wielki odzew wzbudzą moje własne fotograficzne twory. Postanowiłam dzisiaj zrobić krótki przegląd moich prac i opowiedzieć Wam co nieco o tym aspekcie mojego życia.

1. Modelka: moja siostra; 2. (z różą) Joasia; 3. Iza (tutaj możecie obejrzeć jej twory rysunkowe); 4. Cielu i Saori z Drop Fucking Gorgeous - ulubione Cosplay'erki!

Moja przygoda z fotografią zaczęła się dosyć niewinnie... Od dziecka uwielbiałam wyżywać się twórczo, godzinami przesiadywałam nad rysunkami, sama szyłam ubranka dla lalek (miałam wtedy z pięć lat, a mama nie pozwalała mi dotykać igły ani maszyny do szycia... ;p), zawsze ciągnęło mnie do wyrażania siebie w sposób inny, ale całkowicie mój. Kiedy to, po raz pierwszy dostałam stypendium w szkole średniej, postanowiłam zrobić coś zgoła innego: kupiłam pierwszy aparat. Zwykłą cyfrówkę Samsunga S730. To był rok 2007, a w moim domu to był pierwszy aparat (wcześniejsze zdjęcia robili nam zawsze wujkowie, ciotki... zwłaszcza z jakichś wydarzeń rodzinnych). Wtedy również założyłam fotobloga i od tamtej pory go prowadzę.

1. Joasia Cytrynka; 2. Ada z Warszawy; 3. i 4. Julian, mój cudowny przyjaciel.

Nie znałam się kompletnie na fotografii. Nigdy nie czytam instrukcji obsługi, więc przez dłuższy czas nie używałam wszystkich funkcji aparatu, nie wykorzystywałam jego możliwości. Wolę być samoukiem, może nauka dłużej mi zajmie, ale przyniesie więcej pożytku i radości. Pierwszymi obiektami, które namiętnie fotografowałam było moje otoczenie, mój dom, łąki, rośliny, zwierzęta, przedmioty... Zafascynowała mnie fotografia makro i mikro - po dziś dzień kocham ją całym serduszkiem.

1. Cielu i Saori; 2. Daria; 3. Ola i Julia; 4. Ponownie Cielu.
Dopiero w roku 2010 kupiłam na spółkę z moim byłym pierwszą lustrzankę. Sony Alphę 450. Od tamtej pory moja przygoda z fotografią zaczęła nabierać tempa, choć nadal to była forma pasji, zainteresowania. W sumie do tej pory jest, choć też i w pewnym sensie zawód, który najbardziej w świecie chciałabym wykonywać. Od 2010 roku zaczęłam się rozwijać, poszłam na pierwszą sesję zdjęciową, dokupiłam adapter do aparatu, dzięki czemu mogłam używać obiektywu- stałki 55 mm (dalszych parametrów nie pamiętam, niestety) ze starego Zenita 312m

1. moja siostra, Ewa; 2. i 3. Dżoolka; 4. Maria
Następnie losy moje i mojego byłego się rozeszły, przez prawie pół roku byłam bez aparatu, dopiero w marcu tego roku kupiłam swoje maleństwo, Sony a37. Od razu zaopatrzyłam się również w obiektyw 50 mm, f. 1.8, na którym pracuję po dziś dzień, jeśli chodzi o zdjęcia portretowe, co widzicie na załączonych sklejkach. Ciągle się rozwijam, kocham to robić, kocham fotografię całym sercem. Dzięki niej spotkałam wiele niesamowitych osób, z którymi mam kontakt po dziś dzień. Niektóre z nich stały się moimi bratnimi duszami w bardzo krótkim czasie. 

Macie czasami tak, że wierzycie w coś z całych sił, kochacie to, co robicie i się w tym spełniacie, a to w zaskakujący sposób odwdzięcza Wam się za poświęcony czas i wysiłek? Moja fotografia właśnie tym dla mnie jest. Stała się marzeniem o idealnej pracy. I to marzenie z dnia na dzień staje się realne. 

Wszystkie ograniczenia są w nas samych, tylko od nas zależy czy osiągniemy zamierzone cele - nigdy nie jest łatwo, ale pracą i wytrwałością można osiągnąć wszystko. 

Moja historia z fotografią na pewno się jeszcze nie skończyła, mam nadzieję, że nie skończy się nigdy. Jestem wdzięczna za każdą chwilę, w której mogę swoimi umiejętnościami (przyznaję, nie są na wysokim poziomie, moja wiedza techniczna również kuleje, robię zdjęcia raczej intuicyjnie) sprawić komuś radość, podarować coś od siebie którymś ze zdjęć czy po prostu, pisząc lekko brutalnie, wyżyć się artystycznie :)

Macie jakieś pytania? Co Was absorbuje do tego stopnia? Co jest Waszą pasją?







Psst. Zdjęcia, które widzicie możecie w lepszej jakości obejrzeć na facebook'u, pochodzą tylko z tego roku (oprócz zdjęcia z Marią, które robione było w 2012 roku).

2013-11-02

100 Day Song Challenge. Day, 9, 10, 11, 12, 13.

Lista stu piosenek na każdy dzień, kryteria: klik

Minęło troszkę zbyt dużo czasu od ostatniego tego typu postu, w końcu trzeba nadrobić zaległości. Ale zanim przejdę do zestawienia, pewnie zauważyliście pojawienie się nowego formularza komentarzy, sławnego Disqus. Myślałam nad nim już jakiś czas, doszłam do wniosku, że to zdecydowanie usprawni pojawianie się komentarzy i dyskusje, które być może na blogu się rozwiną. Najfajniejsze w tym nowym social-mediowym wynalazku jest to, że o każdej odpowiedzi na swój komentarz możecie zostać powiadomieni. Miłe, prawda? :) Blog zmienia się, jak widać, ale i ja się zmieniam. Mam kilka nowych pomysłów, o których pewnie niedługo się dowiecie ;) A tymczasem, wracam do zestawienia. 

Dzień 9: Melodia przypominająca dzieciństwo
Bez zbędnych wstępów, ukochany po dziś dzień utwór, jak i wykonawca (pamiętam ten dzień jak dziś, miałam może z pięć lat, a na tvp 2 właśnie został puszczony klip tego cudownego pana, siedziałyśmy razem z mamą i oglądałyśmy; mama potem wiele mi o tym wykonawcy opowiedziała, okazało się bowiem, że to jeden z jej ulubionych; pamiętam to jak dziś...)


Jedna z najbardziej wzruszających mnie piosenek ever. Kocham i kochać będę po wsze czasy.

Dzień 10: Piosenka z jednego z Twoich ulubionych albumów (co to za album?)


Trudne pytanie, szczerze powiedziawszy... ale postanowiłam wybrać coś w miarę świeżego (o tym albumie słów kilka tutaj), w czym zasłuchuje się niemalże codziennie od kilku miesięcy:


Przejmująca muzyka, piękna piosenka, niesamowity teledysk... No, kocham.

Dzień 11: Piosenka artysty, który Ci się podoba/przyciąga cię.
Mhm, będę monotematyczna. Mimo iż już z tego wyrosłam, nie mogę powiedzieć, że przestał mnie, Ville Valo już całkowicie przyciągać - gdybym napisała coś podobnego kiedykolwiek, uprasza się o walnięcie mnie w głowę patelnią za wierutne kłamstwo.


Jedna z ulubionych, z poprzedniej płyty. Om nom nom nom.

Dzień 12: Piosenka zmarłego artysty.

Podesłał mi ją właśnie mój przyjaciel, Julianhttp://liter---atka.blogspot.com/ i jestem zachwycona. I kompozycją i umiejętnościami. Piękne.


Niestety wyszukiwarka bloggerowa nie znajduje utworu, zostawiam Wam zatem link: http://www.youtube.com/watch?v=MOTV-BGQET4



Dzień 13: Ulubiony cover (wiesz kto śpiewa oryginalną wersję?)
I znowu będzie HIM'owo, nic na to nie poradzę, że kocham ich wersję piosenki Chrisa Isaaka, "Wicked Game":



A jeśli już jesteśmy przy coverach, nie mogę się nie podzielić tym artykułem. Czy wiecie np., że piosenka Cindy Lauper, "Girls just wanna have fun" jest coverem? :D




2013-11-01

Październik w skrócie.

Miesiąc w obrazach, głównie instagramowych, choć nie tylko.

Cykliczne posty przedstawiające moje życie w ciągu całego miesiąca. Zwykła codzienność, prawie dwudziestopięcioletniej kobiety. Zapraszam do mojego małego świata, kochani! :)

1. Nowa torba z Pan Tu Nie Stał, Gospodarcza; 2. List pisany na mojej ukochanej maszynie do pisania, Eryka; 3. Nowy odcinek Glee oglądane z przyjaciółmi; 4. Wizyta z Adamem w Shakewave, ulubionym.
1. Różowousta Mona; 2. Październikowe Zwierciadło; 3. Wydruki prac cudownej Michaliny Woźniak (michalinawozniak.wordpress.com); 4. Moja mazurska kotałka, za którą tęsknię.

1. Sesja z Dżoolką; 2. Sesja z Cielu (a właściwie tutaj backstage ;p); 3. Fantasy Expo (relacja tutaj); 4. Zdjęcia z Olą i Julią.

1. Jesienne, wrocławskie zachody słońca; 2. Jesienne wrocławskie, deszczowe dni; 3. Podróże tramwajem na koniec świata; 4. Nocne jeżdżenie Next-bike'ami po Wrocławiu.

Ukochana maszyna do szycia z mustaszami + ulotken i bileten z wystawy w ramach TIFF (fotorelacja tutaj);
Zdjęcioszki spontaniczne z moją siostrą i mazurka moja mordka;
DCF z przyjaciółmi (film: "Dziewczynka w trampkach" - polecam!) i piwo ze słoików w Alive, tylko we Wrocławiu ;)

Melancholia i fetysz dłoni mode on.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy ile się w tym miesiącu wydarzyło! A przecież to nie wszystko, w końcu nie rejestruję każdych sytuacji. Czasem warto je po prostu przeżywać, nie myśleć o niczym innym. Dobre są takie podsumowania, bo pokazują ile dobra człowiek w ciągu miesiąca zobaczy, dozna, przeżyje... I chyba cykl ten pozostanie na moim blogu. 

A jak wyglądał Wasz październik?
Follow