2012-11-08

TAG: Liebster Blog

Odpowiedz na 11 pytań
Nominuj 11 blogów
Zadaj 11 pytań



Do zabawy krążącej na blogach zaprosiła mnie Magda z http://mojaksiazkolandia.blogspot.com/ za co serdecznie dziękuję. Zasady, jak widać są bardzo proste, a że lubię wszelkiego rodzaju listy, na pytania z chęcią odpowiem :)

Do zabawy nominuję: ~Demismo, facetczyta, Silaqui, Alicję i Asię, Kasia, Karolinę i Magdę, Izę, Viconię, Scathach, Wilczex i Rosemary, Limonkę oraz każdą osobę, która ma ochotę wziąć udział w zabawie :)

Moje odpowiedzi:

1. Czy jest książka, do której zawsze będziesz wracać?

Jest takich książek kilka, oprócz cyklu o Harrym Potterze, z pewnością będę wracać do: "Wywiadu z wampirem" i "Białego Oleandra"

2. Jakie jest Twoje wymarzone miejsce na wakacyjną podróż?

Japonia i Finlandia- długo nie musiałam się zastanawiać :D

3. Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz na świecie, co by to było?

Chciałabym aby ludzie przestali zanieczyszczać i niszczyć naszą planetę.

4. Czego boisz się najbardziej?

Śmierci.

5. Gdybyś miała powrócić do życia w jakimś innym wcieleniu, to kim (czym) chciałabyś być?

Sama nie wiem... ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie. 

6. Jaka jest Twoja ulubiona zabawa z dzieciństwa?

Skakanie przez gumę :D Potrafiłam w to grać nawet sama xD

7. Jaką cechę charakteru lubisz w sobie najbardziej?

Chyba otwartość i pozytywne nastawienie do świata.

8. Czy masz jakiś niezawodny sposób na natychmiastową poprawę nastroju?

Ukochany zespół, ulubiony serial (np. "Glee" albo "2 Brokes Girls")

9. Co najchętniej jesz na śniadanie, kiedy masz czas żeby je przygotować i zjeść bez pośpiechu?

Nie jadam śniadań zazwyczaj i, tak, wiem, że to strasznie niezdrowe. Staram się to zmieniać ;)

10. Jesteś rannym ptaszkiem, czy nocnym markiem?

Nocnym markiem, zdecydowanie. Choć wstawać z samego rana też lubię- wschody słońca są piękne.

11. Szklanka jest dla Ciebie w połowie pełna, czy w połowie pusta?

Oczywiście, że pełna :D



A oto mój zestaw jedenastu pytań:

  1. Podaj jedno z wydarzeń, które na zawsze będzie Ci się kojarzyć z jakąś książką/książkami.
  2. Najlepsza i najgorsza Twoim zdaniem adaptacja filmowa (ewentualnie teatralna) to...?
  3. Na bezludną wyspę zabrałabym... 
  4. Ile miałaś/łeś lat, kiedy sięgnąłeś po raz pierwszy po książkę samodzielnie?
  5. Dokończ: Na nocnym stoliku zawsze znajduje się...
  6. Wierzysz w bratnie dusze, miłość od pierwszego wejrzenia?
  7. Jedna rzecz, bez której nie wychodzisz z domu.
  8. Dokończ: W mojej torebce/aktówce/plecaku etc. zawsze znajduje się...
  9. Utwór/y, które zawsze znajdują się w mp3'jce/i'podzie to...
  10. Najmilsze szkolne wspomnienie to...?
  11. Twoje motto życiowe, to...?

Dziękuję jeszcze raz za zaproszenie do zabawy! :)




2012-11-07

Nowa Fantastyka 362 (11/2012)

Zasłuchując się w nowej płycie Muse, zaczytywałam się w najnowszym numerze "Nowej Fantastyki" czując, że jednak pismo trzyma poziom. Bałam się tego numeru, bałam się, że zawiodę się, jak przy poprzednim, ale... myliłam się, a moje obawy okazały się bezpodstawne! Wszystko znowu było na swoim miejscu, wszystko dopięte na ostatni guzik, wszystko pasujące i ta okładka! To jest to, co lubię najbardziej...
Wydawnictwo: Prószyński Media 

Liczba stron: 80 s.
W NUMERZE: Rocznicowo: Jacek Dukaj o prozie zagranicznej; Konrad Wągrowski o filmie; Recenzje z lamusa

OPOWIADANIA: Terry Pratchett, Andrzej Ziemiański, Catherynne M. Valente- światowa premiera
Zaglądałam do środka, czując lekką obawę, lecz, gdy tylko ujrzałam spis treści, wiedziałam, że czeka mnie przygoda, godna tego czasopisma. Może to górnolotnie zabrzmi, ale ucieszyłam się, że poprzedni numer był swoistym preludium do numeru listopadowego. Podobno we wszystkim musi być pewna harmonia, tak też, najwidoczniej myśleli twórcy "NF", kiedy tworzyli te dwa, tak inne, tak kontrastowe numery... ;)

Jakub Ćwiek, chyba nigdy mnie nie zawiedzie. Każdy kolejny felieton trzyma poziom i zachwyca. Zachwyca nie tyle językiem, co trafnością spostrzeżeń. W tym numerze, Jakub Ćwiek porusza temat idoli okresu młodości i o ich powrotach, bądź nie. Doszedł do wniosku, z którym się zgadzam, że nie każdy z pisarzy/reżyserów po wieloletnich przerwach powinien wracać. Zwłaszcza, jeśli "wypadł" z obiegu i już nie ma rozeznania w rynku i potrzebach czytelników. 

"Smutne to, rzecz jasna, bo przecież tak naprawdę nikt nie wie, kiedy powinien niepokonany zejść ze sceny."

 Zostałam zafascynowana artykułem Jacka Dukaja, na temat prozy zagranicznej. Znalazłam w nim, bowiem wiele książek, które z chęcią przeczytam oraz kilka refleksji, do których się przychylam. Niekoniecznie, jednak zgadzam się ze stwierdzeniem, że czytający np. Lema albo Sapkowskiego w młodości mają całkiem inne wyobrażenie fantastyki, co czytający np. Kossakowską czy Kozak. Co prawda, z pewnością, lubują się w innej tematyce fantastycznej, ale czy inaczej fantastykę widzą? To chyba jednak kwestia indywidualna i niekoniecznie zależna od utworów z nastoletnich lat. 

Film fantastyczny to dosyć nowy wynalazek zapoczątkowany przez Georga Lucasa i jego "Gwiezdne Wojny...", dzięki niemu, fantastyka znalazła nowe medium i rozszerzyła pole oddziaływania. Od tamtej pory (gwoli przypomnienia, lata '80) fantastyka stała się jednym z najpopularniejszych gatunków filmowych, o czym doskonale potrafi rozprawiać Konrad Wągrowski. Zauważył też, jak ten rozwój "spłaszczył" fantastykę. W dzisiejszych czasach zbyt wiele reżyserów/producentów skupia się na widowiskowych efektach specjalnych, zubożając fabułę. Na szczęście, jest jeszcze kilka perełek, które są godne polecenia. Ale o tym wszystkim w artykule Konrada Wągrowskiego, "Odyseja kosmiczna 1982-2012" :)

Nigdy wcześniej nie słyszałam o Paolo Bacigalupi, autorze "Zatopionych miast" i "Nakręconej dziewczyny", czytając artykuł Marcina Zwierzchowskiego, zapragnęłam jak najszybciej przeczytać książki tego autora. To niesamowite, jak kilka słów potrafi zapaść w pamięć i rozpalić serce żarem chęci poznania... Fabuły tych książek, doskonale wplatają się w tematykę, którą się interesuję już od bardzo dawna :) 

Dla każdego recenzenta, polecam artykuł Jerzego Stachowicza i Agnieszki Hasko o recenzjach z lamusa :) Doskonały tekst z nutką ironii :)

Listopadowy numer "Nowej Fantastyki" sprawił, że na nowo zapragnęłam podążyć za intuicją, przypomnieć sobie "starych" idoli dzieciństwa, ale także odkryć zupełnie innych autorów/reżyserów, których na łamach czasopisma poznałam. Pełen inspiracji jest ten numer.


Moja ocena: 5-



Za egzemplarz serdecznie dziękuję!


Pssst. Kochani, wybaczcie moje połowiczne bytowanie na łamach bloga, staram się wszystko ogarnąć, ale czasem nie mam nawet siły, by coś napisać. Czytam zdecydowanie więcej niż piszę. Mam nadzieję, że w niedługim czasie, na nowo zacznę bytować w blogowym świecie. I częściej Was odwiedzać (choć odwiedzam dosyć często, niestety braknie czasu na, nawet krótki komentarz), czas zmian nastał...

PS Niedługo, obiecany konkurs! :D


2012-11-02

"Nowa Fantastyka" 361 (10/2012)


Czekałam na ten numer, będąc przekonana, że to będzie numer przełomowy, wielki... Jubileusz w końcu do czegoś zobowiązuje. Cieszyłam się jak dziecko otwierając kopertę. Zachwyciła mnie okładka, która jednoznacznie pokazuje, jak zmieniło się nasze widzenie fantastyki, jak wiele, przez te trzydzieści lat, zmieniło się w polskiej fantastyce. Okładka to tylko zapowiedź...
Wydawnictwo: Prószyński Media 

Liczba stron: 80 s.
W NUMERZE: Rocznicowo: Kołodziejczak o komiksie, Cetnarowski o polskiej prozie, Podrzucki o nauce, Parowski wspomina

OPOWIADANIA: Jeffrey Ford, Lucius Shepard, Zbigniew Wojnarowski
Otwierając nowy numer "Nowej Fantastyki" miałam nadzieję, że znajdę się w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Dowiem się czegoś więcej o początkach magazynu, przeczytam wspomnienia osób, które z nim są od zawsze, lub prawie zawsze... moje pragnienia i oczekiwania zostały spełnione tylko połowicznie. Z wypiekamy na policzkach jednak zabrałam się do czytania i cóż moje oczy ujrzały? Numer poświęcony, głównie komiksowi :)

Artykuł Michała Cetnarowskiego o trzech dekadach fantastyki, nie przyniósł niczego, czego bym do tej pory nie wiedziała, ale wskazał kilku autorów, po których pewnie sięgnę w wolnej chwili :) Ciężkie czasy dla fantastyki się skończyły, czekam tylko na jej wzburzony rozkwit w przyszłości i cieszę się, że jestem już świadkiem początku tego rozwoju :)

"Nauka kontra fantastyka" autorstwa, niezawodnego Wawrzyńca Podrzuckiego daje do myślenia. Nie jesteśmy społeczeństwem, czy nie żyjemy w świecie, który fantastyka wykreowała przed latami. Co jest tego powodem? Czy nasze ograniczenia? Czy brak środków pieniężnych? Wszystkie te czynniki sprawiają, że nadal daleko nam do światów, które znamy tylko z literatury.

Strony i artykuły poświęcone komiksowi (głównie Macieja Parowskiego oraz Tomasza Kołodziejczaka) doskonale oddaje zmiany jakie zaszły w polskim komiksie, cudownie jest czytać o tej sferze sztuki, którą również "Nowa Fantastyka" sukcesywnie wykorzystuje na łamach magazynu i do tej pory o nim pisze. 

Mogłabym pisać o tym numerze wiele, ale wiele zostało we mnie niedosytu. Brakowało mi felietonu Jakuba Ćwieka, od którego lubię zawsze zaczynać czytanie nowego numeru "NF", zabrakło, jak dla mnie, tej całej otoczki świętowania. Zabrakło toastów i peanów nad upływem tych trzydziestu lat, co się zmieniło? Co zostało? Co będzie? Troszkę tego mało, jak dla mnie za mało. 



Moja ocena: 4-

Za egzemplarz serdecznie dziękuję!

2012-10-22

Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości, Alfonso Signorini

Jesień za oknem w pełni, tak samo jak studenckie życie. Wracam jednak, po dość długiej przerwie. Wędrując z mojego, wynajmowanego pokoiku, do kuchni, z mieszkania na uczelnię... zdarzało mi się wędrować z tą książką, niemalże codziennie i wszędzie. Towarzyszyła mi w troskach, nerwówce i chwilach śmiechu i radości. "Marilyn..." jest właśnie taką książką, pełną upadków i wzlotów. Książką, która nie opowiada o wielkiej gwieździe, ale o kobiecie, która nosiła przez całe życie piętno. Piętno, przeciw któremu walczyła z całych sił... Znamy koniec tej historii...
Alfonso Signorini (Milan ,07 kwiecień 1964 ) jest dziennikarzem, autorem , prezenterem radiowy i telewizyjnym, redaktorem tygodnika "Chi" , specjalizującym się w plotkach , a do lutego 2012 roku, redaktor naczelny tygodnika telewizyjnych "Smiles TV".

Norma Jean jest jedną z wielu, amerykańskich dziewczynek, które marzą o lepszym życiu. Życiu pełnym miłości, nieskrywanego szczęścia i uśmiechu.  Jej życie to przeplatanka złych wspomnień. Wspomnień o matce, która jej nigdy nie chciała i zostawiała ją na tygodnie u sąsiadów, wspomnień o babce, która chciała udusić ją poduszką... Marzyła o lepszym życiu, bez koszmarów  które były jej przeszłością. Niestety jej życie naznaczone jest piętnem szaleństwa, a ona sama nie mając zbyt wiele, próbuje się przeciwstawić szaleństwu, które niszczy jej rodzinę od pokoleń. Dokonując wielu wyborów zaczyna piąć się na szczyt... upadek z niego jest jednak zbyt bolesny... 

Tłumaczenie: Mętrak Natalia
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: maj 2012
ISBN: 978-83-7799-637-9
Liczba stron: 224
Historia opowiedziana w tej książce, jest znana niemalże każdemu. Marilyn Monroe jest ikoną, która zapisała się złotymi literkami na kartach kina amerykańskiego, a mogłabym rzec nawet, że światowego. Któż z nas nie zna, choćby jednego filmu z udziałem tej seksownej, drobnej blondynki? Niewiele jednak zna drogę, jaką musiała przejść, by stać się jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd kina, ubiegłego wieku. Alfonso Signorini próbował opowiedzieć nam tę drogę w sposób prosty i przyjemny... niekoniecznie jednak ściśle trzymał się faktów, o czym fani MM doskonale będą wiedzieć. Inni nie znajdą w tej książce nic, co mogłoby sprawić, że rzucą nią o ścianę z niesmakiem ;)

Sięgając po "Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości" miałam świadomość, że książka ta jest zbeletryzowaną biografią aktorki, która ma pokazać jaka może Marilyn była naprawdę, co czuła, gdy w jej życiu zachodziły tak wielkie zmiany... To jest pierwsza, tego typu książka, którą miałam okazję przeczytać i muszę przyznać, że bawiłam się naprawdę dobrze.

Podobała mi się pewna głębia, którą stworzył autor, dodała ona bowiem książce, swoistego klimatu, w który się wsiąka. Nie podobały mi się niektóre "wyobrażenia" samej aktorki, wydawały mi się przerysowane i płytkie. Może to tylko moje odczucia. 

Doskonale się bawiłam, śmiałam i wzruszałam się razem z Marilyn w jej drodze ku zatraceniu. Czytało się łatwo, strony umykały nie wiadomo kiedy, doskonała na jesienne deszczowe dni.


Polecam, nie tylko fanom Marilyn Monroe :)

Moja ocena: 4+




Dziękuję ślicznie za egzemplarz!


2012-10-02

Giń, Hanna Winter

Stali czytelnicy mojego bloga, zdaje się, wiedzą, że za kryminałami nie przepadam. Ba, czytam ich tylko garstkę, jak już coś mnie naprawdę zaciekawi. Kryminały są dla mnie bowiem, zbyt sztampowe (przynajmniej te, które czytałam i taką opinię sobie przez nie właśnie, wyrobiłam), schematyczne i zazwyczaj, niestety, odgaduję kto jest mordercą... Zdarzają się jednak wyjątki, które sprawiają, że zaczynam wierzyć w potencjał tego typu literatury. Kryminały, które potrafią wbić mnie w krzesło, zbić z tropu i sprawić, że zakończenie powieści staje się dla mnie niesamowitym zaskoczeniem... Gdy zabierałam się za "Giń", nie sądziłam, że trafię na właśnie taki kryminał- dobry z najwyższej półki (aż dziw, że autorka jest tak mało popularna na świecie!)...
Hanna Winter urodziła się we Frankfurcie nad Menem, ukończyła studia dziennikarskie i pracowała jako redaktorka. Jej pierwszy thriller "Ślady dzieci" w przebojowy sposób się bestsellerem. Obecnie jest pisarką i mieszka w Berlinie.
Lara Simons właśnie spełniła swoje marzenie, otworzyła kawiarnię w Berlinie. Włożyła w nią wiele trudu i pieniędzy. Była szczęśliwa, że swojej córce, Emmie będzie mogła zapewnić godziwą przyszłość. Na ojca Emmy, Rafała, co prawda mogła liczyć, ale po rozwodzie ich stosunki ograniczały się do minimum. W dniu, w którym poznajemy Larę, wydaje przyjęcie powitalne w swojej nowej kawiarni. Goście bawią się świetnie- pełen sukces! Niestety szczęście Lary długo nie trwa... Podczas powrotu do domu łapie gumę w aucie i jest zmuszona zatrzymać się na poboczu. Dzięki zrządzeniu losu łapie szybko taksówkę. Okazuje się jednak, że taksówkarz ma całkiem inne plany wobec Lary... W wyniku szczęśliwego wypadku Larze udaje się uciec od porywacza... Nie wie jednak, że to dopiero początek ucieczki, która ją czeka...

Tłumaczenie: Urszula Płóciennik
Tytuł oryginału: Stirb
Cykl wydawniczy: Fabryka Sensacji
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 01 październik 2012
ISBN: 978-83-7574-778-2
Liczba stron: 400

Sięgając po tę pozycję, spodziewałam się, szczerze powiedziawszy czytadła, które szybko się będzie czytało, ale i szybko się o nim zapomni. Co prawda, warsztat, jakim posługuje się Hanna Winter należy właśnie do lekkich, zgrabnie formułowanych zdań, obrazowych akapitów, bez zbędnych ozdobników, nie zaliczyłabym tej książki do zwykłego czytadła. Książka ta, oprócz lekkości w odbiorze, posiada również niesamowite bogactwo emocji, które udzielały się również mi w miarę czytania. Emocji, niekiedy skrajnych. 

Książka trzyma w napięciu, sprawiając, że ciężko się od niej oderwać, zwłaszcza ostatnie, kulminacyjne momenty sprawiają, że przez ostatnie sto stron czyta się każde słowo, zdanie z zapartym tchem. Może ciężko to sobie wyobrazić, ale ja, jako nie-fanka tego typów powieści, mogę zaświadczyć szczerze, że książka ta, z pewnością zasłużyła sobie na renomę (którą mam nadzieję, że zdobędzie) i na rzesze fanów. Napięcie w "Giń" jest niemalże namacalne. W pewnej chwili i po dłuższym czasie zauważyłam, że zaczynam się zastanawiać z bohaterami powieści nad całą sprawą, nad rozwikłaniem zagadki... i zaczęłam przeżywać każde ze zdarzeń na równi z główną bohaterką. Silne odczucia potęguje prosty przekaz. Doskonale zmontowane akapity, ograniczone opisy miejsc i postaci, zdają się kierować uwagę czytelnika tylko na zagadkę mordercy...
Doskonałym pomysłem było wplecenie do fabuły retrospekcji z przeszłości mordercy, niczym migawki z życia, którego nie rozumiemy, a które ciekawi. I wprawia w osłupienie. Całkiem udana charakterystyka mordercy i powodów, dla których zaczął zabijać. Moim zdaniem, autorka mogła jednak bardziej pogłębić ten temat, zanużyć się w psychikę takiej osoby i wydobyć na światło dzienne więcej. Mimo to, jest to doskonałe umilenie, schematycznego postępowania Policji. 

Nie ma nic lepszego niż ciepła herbata, koc i naprawdę dobry kryminał na takie jesienne dni, jakie właśnie przewijają się nam za oknami. Muszę przyznać, że stałam się fanką pani Winter i z niecierpliwością będę oczekiwać kolejnych książek spod jej pióra. 

Mogę tylko i wyłącznie polecić, każdemu, nie tylko fanom tego typu powieści.

Moja ocena: 5



Za egzemplarz serdecznie dziękuję!

Follow